Polska vs Portugalia: czekając na cud

W piłce nożnej niespodzianki zdarzają się częściej niż w innych dyscyplinach. I to chyba jest największy powód do optymizmu przed spotkaniem z Portugalią w eliminacjach do mistrzostw Europy
Z Portugalią zagramy po raz ósmy w historii. Większość spotkań była wyrównana, a powody do radości częściej mieli Polacy, bo byli lepsi w walce o awans do mundialu w Argentynie, podobnie jak podczas mistrzostw w Meksyku. Niestety, wszystko co miłe skończyło się cztery lata temu podczas mistrzostw świata w Korei i Japonii, kiedy drużyna z półwyspu Iberyjskiego zbiła nas na kwaśne jabłko.

Gorzej, że od tego spotkania, przegranego aż 0:4, różnica między naszymi reprezentacjami jeszcze się powiększyła. Wówczas mieliśmy zawodników, którzy grali w kilku niezłych klubach europejskich, jak choćby Jerzego Dudka w Liverpoolu czy Jacka Krzynówka w Bayerze Leverkusen, Tomaszów - Wałdocha i Hajtę w Schalke 04. A Emmanuel Olisadebe w kadrze regularnie trafiał do siatki.

Teraz musimy cieszyć się z goli Grzegorza Rasiaka w Championship, czyli drugiej lidze angielskiej, coraz rzadszych występów Macieja Żurawskiego w Celticu Glasgow czy przełamania się Tomasza Frankowskiego, który po wielu miesiącach przerwy wreszcie trafił do siatki. Jedynym jasnym punktem jest Ebi Smolarek, bo drugi Polak, który ma mocną pozycję w średniej europejskiej lidze - Ireneusz Jeleń - jest kontuzjowany. Szkoda tylko, że na boisku może grać tylko jeden bramkarz, bo wtedy mielibyśmy większą szansę nawiązania walki. Bo Wojciech Kowalewski, Artur Boruc czy Tomasz Kuszczak są lepsi od Quima, Ricardo czy Vitora Baii.

W Korei Portugalczycy wykorzystali fatalną dyspozycję fizyczną Polaków, którzy przegrywali wszystkie pojedynki jeden na jednego. Różnicę w wyszkoleniu taktycznym można nadrobić walecznością, zaangażowaniem i bieganiem. Ale cztery lata temu nasza drużyna była gorsza w każdym elemencie. A przecież Portugalia nie wyszła wtedy z grupy...

Na wszystkich pozycjach poza bramką goście biją nas na głowę. Aż strach pomyśleć, co będzie, gdy Polscy boczni obrońcy będą musieli powstrzymywać Cristiano Ronaldo czy Simao Sabrosę, skoro tyle kłopotów sprawiały im gwiazdy kazachskiego futbolu. A Jacek Bąk, który w każdym kolejnym spotkaniu reprezentacji popełnia więcej błędów, będzie musiał powstrzymać Nuno Gomesa i Naniego.

W naszym kraju porażkę z Finlandią odebrano jako klęskę. Trzeba jednak zadać pytanie, na jakiej podstawie liczyliśmy na sukces? Finowie mają teraz piłkarzy lepszych od Polaków, grają w lepszych zespołach. Dlatego w środę, w spotkaniu z Portugalią, sukcesem Polski będzie remis, a wygraną trzeba będzie uznać za sensację. Bo oprócz mniejszych umiejętności, dochodzi jeszcze gorsze przygotowanie. Gdy w ostatnich latach zmuszeni byliśmy grać co trzy dni, to zawsze drugi mecz był dużo gorszy.

Już nawet stadion nie jest naszym sprzymierzeńcem, bo w Chorzowie ostatnio przegrywamy w słabym stylu (patrz - Kolumbia), a kibice nie dopingują tak jak dawniej. Jedyna nadzieja w tym, że piłka nożna czasami jest nieprzewidywalna. No bo skoro Macedonia potrafi zremisował w Anglii, a Irlandia Północna w Danii, to dlaczego Polska nie może pokonać czwartej drużyny na świecie. W koszykówce, siatkówce czy piłce ręcznej byłoby to niemożliwe, ale w futbolu nie takie cuda się zdarzały. Oby!

Józef Młynarczyk, były zawodnik FC Porto, obecnie trener bramkarzy w Widzewie Łódź

W meczu z Portugalią czeka nas trudne zadanie. Choćby dlatego, że to czwarta drużyna mistrzostw świata. Ma w składzie wielu dobrych zawodników, a nawet gwiazd. Trudno się więc dziwić, że będzie faworytem środowego spotkania, tym bardziej gdy przypomnimy sobie ostatnie występy naszej kadry. Siłą Portugalii jest solidna defensywa, ale przede wszystkim druga linia. Deco, Costinha czy Maniche tworzą pomoc marzeń. Znają się bardzo dobrze jeszcze z FC Porto, z którym wygrali Ligę Mistrzów. Do nich dochodzą jeszcze Ronaldo, Nino i Nuno Gomez. To na tyle dobrzy zawodnicy, że praktycznie każdy z nich jest w stanie sam rozstrzygnąć losy meczu. Dlatego w naszej sytuacji sukcesem powinien być remis.

Franciszek Smuda, trener Lecha Poznań

Moim zdaniem nawet z Brazylią można powalczyć. Bo to tylko sport i wszystko się może zdarzyć. Kiedy w Wiśle po wylosowaniu Barcelony powiedziałem, że zagramy o zwycięstwo, wszyscy pukali się w czoło. A my do przerwy prowadziliśmy 3:1. Dopóki nie zacznie się mecz, trzeba myśleć o wygranej, choćby przeciwnik był nie wiem jak mocny. Bo dzięki temu można pozbyć się kompleksów, których my Polacy mamy za dużo. W ten sposób trzeba podejść do Portugalii, w której też grają ludzie.

Andrzej Woźniak, były bramkarz portugalskich klubów, obecnie drugi trener Lecha Poznań

Chciałbym, żeby Polska wygrała, ale remis będzie dobrym rezultatem. Moim zdaniem Portugalia jest faworytem, ale nie murowanym. Dlatego, że nie jest to drużyna, która zawsze gra na wysokim poziomie. Często zdarzają się słabsze występy. I w tym widzę szansę Polski.

Stefan Majewski, trener Cracovii

Uważam, że mamy duże szanse na dobry wynik w spotkaniu z Portugalią. Choć wszystkie porównania świadczą na naszą niekorzyść, to trzeba pamiętać, że my Polacy jesteśmy takim narodem, że kiedy mamy wodę pod już brodą, to łatwiej nam się wydostać. To taka nasza narodowa cecha, że kiedy jest już jest bardzo źle, to łatwiej nam doprowadzić do tego, żeby było bardzo dobrze. Nasza drużyna jest nieobliczalna: stać ją na porażkę w fatalnym stylu z Finlandia, by później wygrać z Portugalią. Ja jednak myślę, że najbardziej prawdopodobnym wynikiem jest remis.

Mecz Polska - Portugalia wygra...