Czy to niedźwiedź? Czy samolot? Nie, Nikołaj Wałujew

Donowi Kingowi było na konferencji bardzo ciężko. Na dwa dni przed galą w AllState Arena, gdzie dojdzie do walki o mistrzostwo świata w wadze ciężkiej (WBA) między Nikołajem Wałujewem i Monte Barrettem, oraz rewanżu Tomasza Adamka z Paulem Briggsem, w którym Polak będzie bronił tytułu mistrza świata wagi półcięzkiej wersji WBC, King był zdezorientowany jak nigdy.
- Czy to jest irlandzka flaga? - pytał sławny promotor, przebierając na mównicy w kolorowym pęczku, który miał w dłoni. - Tak! - radośnie obwieścił kilkudziesięciu ludziom na sali. Po chwili - zapraszając na mównicę kolejnych bohaterów wieczoru - szukał flagi Włoch, a potem następnej. Przemawiali: najbardziej irlandzki Irlandczyk pod słońcem Kevin McBride, jego przeciwnik, Włoch z pochodzenia, Mike Mollo, ormiański trener Wałujewa Manuel Gabrelian, sam Rosjanin Wałujew, niemiecki promotor Rosjanina Wilfried Sauerland, rapujący Amerykanie - przeciwnik Wałujewa Monte Barrett i innego Polaka, Macieja Zegana Nate Campbell, australijski trener Johnny Lewis, pracujący z Nowozelandczykiem mieszkającym w Sydney Paulem Briggsem. A do tego Tomasz Adamek i speszony jak pensjonarka Zegan ze swoimi polsko-amerykańskimi trenerami i promotorami. Na gali wystąpi na dodatek dwóch pięściarzy z Beninu. Brakowało jeszcze kilku bokserów latynoskich i można by się poczuć jak na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ.

W wieży Babel, w jaką zmienia się boks, gubi się King. I rzecz nie tylko w tym, że coraz mniej śmieszą jego dowcipy ["Wałujew, najwyższy mistrz przyjechał do naszego pięknego Chicago, gdzie sa najwyższe drapacze chmur w okolicy"]. King traci wpływy na rzecz niemieckich, europejskich promotorów i pięściarzy. W wadze ciężkiej, gdzie mistrzami są Wałujew, Oleg Maskajew, Władimir Kliczko, Siergiej Liachowicz, widać to najlepiej.

Wieża Babel oznacza nieporozumienia. One właśnie spowodowały, że dwaj ludzie, którzy wspaniale współpracowali ze sobą przez długie miesiące - trener Sam Colonna i Tomasz Adamek - nie chcą teraz ze sobą rozmawiać. Ale - wbrew doniesieniom amerykańskiej prasy - Colonna zarzeka się, że nie udziela rad Briggsowi.

Colonna pomaga Zeganowi i kilku Polakom z Hammer Knockout Promotions, choć zdaje się, że aby to robić, musiał przełamać spore wewnętrzne opory. Według niego Adamek po walce z Briggsem zachował się nie fair.

Colonna mówi: - Jestem bardzo rozczarowany. Chodzi mi tylko o szacunek za włożoną pracę. Tomek nie przyszedł do mnie, nawet nie zadzwonił, nie podziękował. Nie powiedział: "Sam, chce pracować z innym trenerem. Dziękuję za czas, jaki ze mną spędziłeś". Nie podziękował choćby za gościnę, a był tutaj przecież, pod moim dachem jak w domu, nie na jedną noc, ale na bardzo długo, bo jego pierwszą walkę z Briggsem przekładano w nieskończoność. Albo za to, że byłem w jego narożniku. Przecież w narożniku zawsze stoi przyjaciel, który chce dla pięściarza dobrze. Mieliśmy ze sobą z Tomkiem wspaniały kontakt. Powiedziałem o moim rozczarowaniu Ziggiemu Rozalskiemu i Andrzejowi Gmitrukowi, gdy zadzwonili do mnie.

Nie wiem, dlaczego Tomek tak robi. Może nie był zadowolony z treningów, może uznał, że popełniłem jakiś błąd, że źle go przygotowałem. Może źle sobie mnie kojarzy, bo przy treningu ze mną złamał nos. Ale to się w boksie zdarza. Przecież my nawet nie wiedzieliśmy, w którym momencie to się stało. Po prostu pewnego dnia nos spuchł. Sądziliśmy nawet, że to infekcja, a nie złamanie. Myśleliśmy, żeby odwołać walkę, ale Tomek powiedział "nie". W mojej sali na ścianie wiszą plakaty mistrzów, którzy nadal tu przychodzą. Nawet Andrzej Gołota wpadł jakieś trzy miesiące temu, i potrenował za trzy dni. Potem pojechał na narty, złapał jakąś kontuzje i już się nie pojawił.

Adamek był zdziwiony słowami Colonny: - Po walce byłem u niego z tortem i szampanem. Nie mówiłem Samowi, że już nie będę z nim pracował, że zmieniam trenera, bo nie jestem od tego, jestem bokserem. Na większe podziękowania nie pozwala język. Zresztą zrobili to za mnie Andrzej Gmitruk i Ziggi Rozalski.

Nie jestem typem zawistnym - stwierdził Colonna. - Myślę, że Tomek obroni tytuł. Ma wielką wolę pracy, wolę walki i wolę zwycięstwa. Pójdę na galę w sobotę, ale będę Tomka unikać. Nie jestem typem człowieka, który epatuje swoim rozczarowaniem. Wiem, że Tomek przygotowuje się do ważnej walki i nie chcę go rozpraszać.