Listkiewicz: Chcę odejść z honorem

Jestem człowiekiem honoru, nie dam się zastraszyć - powiedział prezes PZPN Michał Listkiewicz. I oznajmił, że do 27 października zostaje na stanowisku
Czytaj też - Listkiewicz: Raczej zrezygnuję

Wołowski: Listkiewicz stracił twarz

"Z czuba" prezentuje: Listkiewicz A.D. 1999

Listkiewicz wahał się od tygodnia, decyzję podjął wczoraj rano. Jeszcze w niedzielę mówił "Gazecie", że "raczej zrezygnuje". Jako oficjalny powód podawał sytuację rodzinną. Żona i dzieci prezesa miały już dość medialnych ataków, które spadały na niego po aresztowaniach kolejnych działaczy i sędziów w aferze korupcyjnej. - Pobito mojego syna, żona musiała słuchać obelg, zbezczeszczono grób mojej matki. Mamy już tego dość, żona powiedziała: "wybieraj - albo PZPN, albo ja" - mówił Listkiewicz jeszcze kilka dni temu.

Dlatego, gdy wczoraj po posiedzeniu zarządu PZPN ogłaszał, że zostaje, jedno z pierwszych pytań brzmiało: - A co pan powie żonie? - Żeby była dumna, że jej mąż to człowiek honoru, który walczy do końca - odparł Listkiewicz.

Prezes ma rządzić co najmniej do 27 października, czyli do walnego zjazdu PZPN, który zmieni statut i przygotuje kolejny zjazd na 2 grudnia. Wtedy mają odbyć się wybory. Listkiewicz nie będzie w nich kandydował, ale chce doprowadzić do końca reformę związku (chodzi m.in. o odchudzenie struktur PZPN). Chce też dalej pilotować przygotowania polskiej kandydatury do Euro 2012. - Mimo trudnej sytuacji osobistej dymisja byłaby poddaniem się presji, terrorowi i nagonce. Chcę 27 października z podniesioną głową stanąć przed delegatami na zjazd i przed nimi rozliczyć się z dwóch ostatnich lat mojej prezesury - mówił wczoraj Listkiewicz. Dodał, że zostaje też, by bronić PZPN przed zawieszeniem polskiej federacji przez FIFA. Może się tak stać, gdy minister sportu Tomasz Lipiec wprowadzi do związku komisarza, a nosi się z takim zamiarem od kilku tygodni.

W kuluarach spekulowano, że kontratak Listkiewicza nastąpił w idealnym momencie - pozycja Lipca osłabła po wyrzuceniu z rządu Andrzeja Leppera. Popierany przez terenowych działaczy PZPN kandydat na tymczasowego następcę Listkiewicza Jan Bednarek z Samoobrony przepadł. - Na miejscu ministra Lipca bardziej martwiłbym się teraz, jaką kartą kredytową płacę za posiłki - ironizował w rozmowie z "Gazetą" Zbigniew Koźmiński z zarządu PZPN. Wczorajsza "Rzeczpospolita" opisała, jak w maju Lipiec uregulował w restauracji rachunek za urodzinową kolację służbową kartą. - Nigdy nie było żadnego kontrkandydata dla Listkiewicza, to media ich kreowały. Prezes podjął decyzję, że zostaje, i ma nasze poparcie - zapewniał Koźmiński. Listkiewicz poczuł się na tyle silny, że na wczorajszym posiedzeniu zarządu nie było nawet dyskusji nad jego odejściem. Po prostu odczytał oświadczenie, że zostaje, i zamknął temat. Działacze na to przystali. - Czułem, że mam ich poparcie - przyznał potem Listkiewicz.

PZPN zaatakował za to ministra sportu. - Zarząd analizował protokół po kontroli zleconej w PZPN przez ministra Lipca. Naszym zdaniem nie wykazał on żadnych uchybień, statut nie został złamany. Kontrolerzy czepiają się szczegółów, np. że nie mamy pokwitowań na kieszonkowe dla młodzieżówki - mówił Eugeniusz Kolator, wiceprezes związku. - Od kilku lat na posiedzeniach zarządu PZPN był przedstawiciel ministerstwa i milczał. Dopiero teraz wszystko się nie podoba?! - pytał Kolator.

PZPN prześle ministrowi odpowiedź w środę. Będzie domagać się umorzenia postępowania, ale nie wyklucza, że pójdzie do sądu, gdyby Lipiec mimo wszystko chciał zawiesić władze związku. - W mediach wytwarza się atmosferę, że zarzuty dotyczą korupcji, tymczasem w ogóle nie ma o niej mowy! Nikt z wybieralnych władz PZPN nie został o nią oskarżony. Z korupcją walczy prokuratura, a my jej pomagamy - grzmiał Kolator.

PZPN dowodził, że stara się walczyć z korupcją m.in. poprzez rozwiązanie struktur sędziowskich. Wczoraj ostatecznie zdecydowano, że zimą odbędzie się nowy nabór arbitrów na wszystkich szczeblach. Sędziowie będą przechodzić weryfikację przed specjalnymi komisjami.

Co na to wszystko Ministerstwo Sportu? - Minister jest dziś zajęty, ale i tak nie będziemy komentować sprawy, dopóki nie dostaniemy pisemnej odpowiedzi - mówi "Gazecie" Paweł Wiśniewski, rzecznik ministra. Czy zawieszenie władz PZPN dalej wchodzi w grę? - Jeśli zarzuty się potwierdzą, niczego nie można wykluczyć - powiedział Wiśniewski.

Listkiewicz zdecydował też, że poda do sądu internetową firmę bukmacherską, w której można obstawić, czy do końca roku trafi on do aresztu. Za 1 zł wygrana wynosi 1,5 zł. - To już jest terroryzm, barbarzyństwo! - mówił Listkiewicz. - Łobuzerka i draństwo, ta firma powinna stracić licencję i zrobimy wszystko, by tak się stało - wtórował mu Kolator. Sprawę będą prowadzić prawnicy PZPN.

Związek przyklepał też wczoraj przepisy o abolicji dla skruszonych działaczy i piłkarzy zamieszanych w aferę korupcyjną. Jeśli będą współpracować z prokuraturą, PZPN nie będzie ich karał zawieszeniem. Abolicja nie jest jednak bezterminowa, skruszeni mają czas do namysłu do końca lutego 2007 r.