Nicolas Lapentti zwycięzcą Pekao Open 2006

Dziewięć lat minęło od czasu, kiedy Ekwadorczyk Nicolas Lapentti grał w finale Pekao Open. Tym razem pokonał kończącego karierę Czecha Bohdana Ulihracha 3:6, 6:3, 6:4
To było ich ósme spotkanie na korcie. Przed niedzielnym finałem szczecińskiego challengera (pula nagród 125 tys. dol.) bilans to 4:3 dla Lapenttiego, który wygrywał z Ulihrachem tylko na kortach ziemnych.

Dla obu panów po trzydziestce był to sentymentalny finał. Zanim wyszli na kort, opowiadali dziennikarzom, jak ważne jest dla nich zwycięstwo.

Ekwadorczyk do wielkiego tenisa wraca po kontuzjach. Zapowiadał, że znów chce poczuć smak zwycięstwa (ostatni turniej wygrał w 2004 r., a w 1999 r. był na szóstym miejscu w rankingu ATP). Poprzednio grał w Szczecinie w finale w 1997 r., ale przegrał w trzech setach z Richardem Frombergiem.

Ulihrach na kortach obecny jest od 15 lat. W Szczecinie wygrał w 2000 r. i on też poznał smak wielkiego tenisa - przed laty był 22. w rankingu ATP. Na każdej z konferencji prasowych opowiadał, że jego tenisowa kariera zbliża się ku końcowi. - Mam już 31 lat. Czas zająć się rodziną - tłumaczył.

Niedzielny finał rozpoczął się po myśli Czecha, który szybko przełamał Ekwadorczyka przy stanie 1:2 i wygrał całego seta 6:3. Jednak w kolejnej partii precyzyjne zagrania Ulihracha zaczęły go zawodzić. Miał kłopoty z pierwszym serwisem, a Lapentti mylił się coraz rzadziej. Szybkie przełamanie Ulihracha na początku obu kolejnych setów okazało się kluczowe dla całego meczu. - Potem nie potrafiłem odrobić tych strat - przyznał Czech, który od kilku tygodni gra z tzw. specjalnym rankingiem, zatrzymanym na skutek kontuzji. Obowiązuje on jeszcze na cztery turnieje i w tylu chce jeszcze zagrać Ulihrach.

- To zwycięstwo dodało mi pewności siebie. Mam zamiar grać jeszcze kilka lat - stwierdził Lapentti, który wykorzystał już pierwszą piłkę meczową.

W sobotni wieczór swoją szansę na zwycięstwo w turnieju miał polski debel dopingowany przez trzy tysiące kibiców. Pod nieobecność Mariusza Fyrstenberga partnerem Marcina Matkowskiego "na chwilę" został jego kolega z juniorskich lat Tomasz Bednarek. Ich przeciwnikami była najwyżej rozstawiona deblowa para - Niemcy Tomas Behrend i Christopher Kas.

Początek nie był najlepszy dla Polaków, którzy szybko zostali przełamani i przegrali 1:6. Drugi set Niemcy rozpoczęli od wygrania własnego podania do zera. Tym samym odpowiedzieli też Polacy, po trzech asach serwisowych Matkowskiego. Polska para prowadziła w tym secie już 4:1 i 5:2, wygrywając 6:3.

W tie-breaku od stanu 1:1 Polacy przegrali kolejne siedem punktów. "Szczecin!, Szczecin!" - zagrzewali ich do walki kibice. "Ten mecz można jeszcze wygrać!"- krzyknął nagle ktoś z trybun. Doping wystarczył na zdobycie trzech punktów (4:8). Następne dwa i cały mecz były już dla Kasa i Behrenda. - Przepraszam, że popsuliśmy wam dzisiejsze świętowanie - powiedział potem do publiczności Kas.

Matkowski, nie przyzwyczajony do porażek w finale szczecińskiej imprezy (razem z Fyrstenbergiem wygrywali tu w 2001, 2003 i 2005 r.), nie wyglądał na rozczarowanego. - Po raz pierwszy jestem tu drugi, więc nie jest źle - żartował. - To był dla mnie bardzo dobry tydzień, ale mimo wszystko jestem rozczarowany - dodał Bednarek, dla którego finał to obok zwycięstwa w deblu w challengerze w Poznaniu największy sukces w karierze.

Fyrstenberg nie przyjechał do Szczecina, bo postanowił odpocząć przed walką polskiego debla o występ w prestiżowym turnieju Masters w Szanghaju. Tam zagra tylko ósemka czołowych par deblowych, a Polacy są teraz w rankingu na dziewiątym miejscu.

Matkowskiemu zarzucano, że też powinien odpocząć.

- Występ w swoim rodzinnym mieście potraktowałem trochę na zasadzie treningu. Rozegrałem tu kilka dobrych meczów i nie uważam, żeby start w Pekao Open był błędem - mówił Matkowski, który już razem z Fyrstenbergiem i ćwierćfinalistą szczecińskiego turnieju w singlu Łukaszem Kubotem przenieśli się na turniej w Palermo.

Finał singla: N. Lapentti (Ekwador) - B. Ulihrach (Czechy) 3:6, 6:3, 6:4.

Półfinały singla: Lapentti - E. Massa (Argentyna) 7:6 (4), 6:4; Ulihrach - J. Vanek (Czechy) 3:6, 6:4, 6:4.

Finału debla: T. Behrend, Ch. Kas (Niemcy, 1) - T. Bednarek, M. Matkowski (Polska, 3) 6:1, 3:6, 10:4.