No, to po kolejce!: "Sopel"

- Czym się różni osioł od świni? Nie wiesz? Osioł też by nie wiedział. Obraziłeś się?

- Nie.

- Świnia też by się nie obraziła.

Takim dialogiem Paweł Sobczak rozpoczął kiedyś rozmowę z jednym z dziennikarzy. Inny przedstawiciel mediów połamał sobie na nim zęby - Sobczak wziął z doniczki garść kamyczków przypominających orzeszki i zaczął częstować napotkanych ludzi.

Trenerów również nie oszczędzał. Kiedy grał w Widzewie, po golu włożył piłkę pod koszulkę, żeby pokazać Dariuszowi Wdowczykowi, jak bardzo przytył. Ten sam trener musiał się bardzo zdziwić, kiedy w łódzkiej szatni stanął grill, były kiełbaski, papierowe talerzyki i plastikowe kubki. Sobczak postanowił zorganizować przed treningiem imprezę dla tych, których Wdowczyk odsunął od pierwszej drużyny i nie zabrał na przedsezonowego grilla.

Pamiętają go też sędziowie. Zwłaszcza ten prowadzący mecz w polonijnych mistrzostwach w Sandomierzu. Niezadowolony z jego decyzji Sobczak zwymyślał go, szarpał i napluł w twarz.

To był Sobczak - właściwie "Sopel", bo tak kazał się do siebie zwracać - sprzed lat. Piłka nie była wtedy dla niego ważna, wolał kasyno i zabawę. Uznał, że wspaniały gol strzelony olimpijskiej reprezentacji Anglii jest wystarczającym powodem, by prezesi dawali mu coraz wyższe kontrakty. I dawali, a "Sopel" zaliczał coraz to nowe kluby - Petrochemia Płock, Austria Wiedeń, Pogoń Szczecin, Admira Wacker, Anorthosis Famagusta, Polonia Warszawa, czy nawet drugoligowe Podbeskidzie Bielsko-Biała.

I pewnie skończyłby jeszcze niżej, gdyby nie obecny trener Wisły Płock Josef Csaplar. Przed sezonem wziął Sobczaka na rozmowę i postawił sprawę jasno: to twoja ostatnia szansa. Nie wykorzystasz jej, nie ma cię.

Co zrobił Sobczak? Kto myśli, że wywinął Czechowi kolejny numer, jest w błędzie. Od kilku miesięcy nie poznają go ani dawni znajomi, ani trenerzy, ani koledzy z drużyny. Po treningu nie idzie na imprezę, tylko do domu, gdzie czeka żona i dziecko. W każdym meczu wyrasta na bohatera, w piątek strzelił kolejnego w tym sezonie gola, niektórzy przebąkują nawet o jego powołaniu do kadry. Dobrze, że Sobczak spotkał Csaplara, szkoda tylko, że o kilka lat za późno. W czerwcu skończył 28 lat.

Remanent

Czego nie widzieli sędziowie: W 6. kolejce nie chcieli zauważyć ewidentnych rzutów karnych. Hubert Siejewicz uznał, że nie było faulu bramkarza Widzewa na Karolu Gregorku. - Zachowanie sędziego było karygodne, okradł nas z trzech punktów - ocenił Paweł Sobczak, napastnik Wisły.

Więcej pretensji mogą mieć piłkarze Cracovii, którzy nie dostali w Bełchatowie dwóch jedenastek. Zdaniem sędziego Adama Kajzera wystawienie biodra przez Bartosza Hinca i spowodowanie upadku Marcina Bojarskiego to zbyt mało, by odgwizdać faul. Tak samo jak upadek Piotra Lecha pod nogi Piotra Gizy. Bojarski, oceniając pracę sędziego, był bardziej powściągliwy niż Sobczak: - Nie mam zamiaru płakać. Ale jeśli my, piłkarze, odpowiadamy za swoje błędy, sędziowie też powinni.

Pięć lat temu, grając w RKS Radomsko, Bojarski nie był tak wyrozumiały dla arbitrów. Po niekorzystnej decyzji Roberta Werdera pomocnik obiecał mu, że zostanie wywieziony do lasu, i uderzył go głową w twarz ("to był klasyczny kogut" - mówił wtedy Bojarski).

Pogadali sobie. - To nie jest piłkarz, który może nam pomóc. Rezygnujemy z niego - to trener Widzewa Michał Probierz.

- To młody zawodnik, perspektywiczny, trzeba dać mu szansę. Kiedyś możemy mieć z niego pożytek - to Zbigniew Boniek, formalnie były szef Widzewa.

Mówili o tym samym piłkarzu Longinusie Uwakwe, który w końcu został włączony do kadry łódzkiego beniaminka.

Giełda trenerska: Od utraty pracy wywinął się trener Groclinu Werner Liczka. Porażka lub remis w słabym stylu z Lechem miały zakończyć się jego dymisją. Ostatnia w tabeli Arka gra coraz lepiej - Wojciechowi Stawowemu nic nie grozi, w wyprzedzających ją Górniku Łęczna i Odrze już zmieniono szkoleniowców. W kolejce do pracy czekają m.in: Czesław Michniewicz, Stefan Majewski i zgłaszający pierwszoligowe aspiracje Marcin Kaczmarek, syn Bogusława, asystenta selekcjonera.