Będą za nim tęsknić

Odchodzi wielki mistrz. Na US Open 36-letni Andre Agassi po raz ostatni ukłonił się w każdą stronę kortu i rozdał całusy kibicom
Hołd dla Agassiego - wideo

Łzy Agassiego i pożegnanie z kibicami - przejmujące zdjęcia

Las Vegas, Nevada. 1970. Malutki Andre otwiera oczy - i co widzi? Piłkę tenisową.

Powiesił ją nad kołyską ojciec Mike, który wiele lat wcześniej nazywał się Emmanuel. Był Ormianinem o sportowej duszy i pięściach jak skały. Reprezentował Iran w boksie na igrzyskach w 1948 i 1952 roku. Ale jakoś nie do końca podobało mu się w Teheranie, dlatego zdecydował się emigrować do USA. Już wtedy miał plan - syn będzie tenisistą, zdobędzie Wielkiego Szlema. Piłki nad łóżkiem miały poprawić wzrokową koordynację kilkumiesięcznego chłopca. To dlatego Andre nie zbierał w dzieciństwie żołnierzyków ani resoraków. Zbierał piłki tenisowe. Gdy miał cztery lata, kolekcja liczyła prawie 20 tys. sztuk i ledwie mieściła się w garażu.

Mike Agassi nie zostawiał jednak wszystkiego przypadkowi. Znał ludzi z branży. Na tyle dobrze, że gdy Agassi junior miał pięć lat, jego trenerem był sam Jimmy Connors, a w 1984 r. Andre został wsadzony do samolotu na Florydę. - Pojedziesz do Nicka, synu. On zrobi z ciebie mistrza - powiedział ojciec.

Wizerunek ponad wszystko

Nick, czyli Nick Bollettieri, miał na Florydzie szkołę tenisową. Dziś jest to najsłynniejsza kuźnia talentów na świecie. Ale kto wie, czy rodzice pochodzącej z Syberii dziewczyny o nazwisku Szarapowa zdecydowaliby się posłać tam córkę, gdyby 15 lat wcześniej nie trafił tam chłopak w podartych dżinsach. To on rozsławi Bolletteriego na cały świat.

Nick nie miał z nim lekko. Agassi był trudnym nastolatkiem. Na szczęście kłopoty sprawiał głównie poza kortem. Miał wpadkę z marihuaną, kleiły się do niego dziewczyny, a nawet bardziej on do nich, ale na treningach był najlepszy. Widząc, jak returnuje, trenerzy zastanawiali się, czy to możliwe, by mieć aż tak szybki czas reakcji. Gdy skończył 16 lat, Nick powiedział: - Czas spróbować się z zawodowcami.

W 1986 r. Agassi zadebiutował na US Open. Rok później, grając z dziką kartą, wygrał pierwszy turniej ATP. Mieszkańcy miejscowości Itaparica do dziś są mu wdzięczni. To jedyne, z czego ich miasto jest znane.

Szybko okrzyknięto go w Stanach wielkim talentem, a że na jego meczach nastolatki piszczały jak na koncercie Jona Bon Jovi, firma Canon zdecydowała się podpisać z nim umowę sponsorską. Kampania miała nazwę "Image Is Everything", czyli "wizerunek ponad wszystko". Agassi miał bandankę na czole, kolczyk w uchu, długie włosy, tygodniowy zarost, kolorową koszulkę i dżinsy - w tamtych czasach amerykańska nastolatka kupiłaby od takiego gościa nawet worek cegieł, a co dopiero aparat fotograficzny.

Do końca 1988 r. Agassi miał już na koncie siedem wygranych turniejów i 2 mln dolarów na koncie.

Wimbledon

- Nie pojadę na Wimbledon. Ten turniej jest dziwny, dlaczego nie można założyć kolorowej koszulki? - stwierdził buntownik Agassi i do 1991 r. bojkotował najbardziej prestiżowy z Wielkich Szlemów, gdzie tradycja jest najważniejsza, gdzie od ponad stu lat na kort można wyjść tylko w białym stroju.

Pukał już wtedy do światowej czołówki. W 1990 r. doszedł do pierwszego w życiu finału Wielkiego Szlema - w Paryżu przegrał z Andreasem Gomezem. W finale US Open po raz pierwszy uległ Samprasowi.

Dlatego gdy odmawiał przyjazdu do Londynu, pojawiły się głosy, że tchórzy, że kolorowa koszulka to tylko wymówka. Prawdziwy powód miał być inny - ze swoim stylem gry z głębi kortu Amerykanin nie poradzi sobie na trawie. Agassi wkurzył się i przyjechał. Gdy wszedł na kort w pierwszym meczu, Londyn po prostu zamarł. Ludzie wstrzymali oddech w oczekiwaniu, co Agassi ma pod dresem. Skandal, awantura? Nie. Kort centralny wydał z siebie wielkie "Ufffff", bo Agassi był jednak na biało. Nie zdjął tylko kolczyka. W pierwszym starcie doszedł do ćwierćfinału. - Widzicie, umiem grać na trawie - powiedział na pożegnanie.

Rok później płakał już jak małe dziecko w kołnierz pokonanego w pięciosetowym finale Gorana Ivanisevicia, gdy odbierał puchar za wygranie turnieju. Po drodze do finału wyeliminował byłych mistrzów Wimbledonu Johna McEnroe i Borisa Beckera. McEnroe przegrał z nim w trzech setach i, jak się później okazało, był to jego ostatni występ w Londynie.

Pistol Pete

Na forum internetowym Menstennis.com trwa dyskusja, gdzie jest miejsce Agassiego w panteonie tenisowych bogów: "McEnroe był najbardziej utalentowany, ale Agassi najbardziej pracowity", "Do Samprasa mu daleko, tylko Pete był naprawdę wielki", "Pete najlepiej grał w tenisa, ale Agassi najbardziej chwytał za serce".

Nie było w latach 90. bardziej elektryzujących pojedynków niż mecze Pete'a Samprasa z Andre Agassim. Sampras uważany wciąż za tenisistę wszech czasów wygrał większość, w tym cztery wielkoszlemowe finały. Tylko w 1995 r. na Australian Open lepszy był Agassi. W Melbourne czuł się zresztą najlepiej, wygrał tam potem jeszcze czterokrotnie.

Różniło ich prawie wszystko. Sampras nazywany "Pistol Petem" ze względu na atomowy serwis był ostatnim wielkim, któremu nie zawadzało granie "serve and volley". Agassi bazował na grze z głębi kortu i niezwykłej wytrzymałości. Różnili się też poza kortem - Sampras był raczej skryty, gruboskórny, a Agassi na odwrót - dużo mówił, ale też silniej przeżywał. Zawsze wypowiadali się o sobie z wielkim respektem. Sampras nazywał Agassiego swoim największym rywalem. Agassi mówił: - Nie ma lepszego od Pete'a.

Paryż. 1999

Na tablicy wyników było 1:6, 2:6. Agassi przegrywał w finale Rolanda Garrosa z Ukraińcem Andriejem Miedwiediewem, który w rankingu ATP zajmował dopiero 100. lokatę, ale rozgrywał w Paryżu najlepszy turniej w życiu. - Nie da rady. Kolejny wielki gracz nie umie wygrać na czerwonej mączce - machali już ręką kibice. To był trzeci finał French Open Agassiego, wcześniej nie udało mu się wygrać w 1990 i 1991 r.

- Zaczął padać deszcz. Usiadłem w szatni i powiedziałem sobie: "Nie możesz przegrać po raz trzeci, weź się w garść" - opowiadał Agassi.

Przestało padać. Po fenomenalnej grze Agassi wygrał kolejne trzy sety 6:4, 6:3, 6:4. Wiele osób uważa, że właśnie ten mecz z Miedwiediewem był najważniejszy w karierze Agassiego. Może nie najbardziej dramatyczny ani piękny, ale to dzięki niemu Agassi przeszedł do historii, to dzięki temu zwycięstwu jest uważany za jednego z największych. Wszystko dlatego, że wygrywając w Paryżu, skompletował cztery turnieje Wielkiego Szlema.

- To był cud. Przecież rok wcześniej byłem poza setką rankingu. To był najpiękniejszy moment w mojej karierze - powie po latach Amerykanin o roku 1999. Paryż zamykał bowiem nie tylko jego walkę o nieklasycznego Szlema, ale też jeden z najbardziej spektakularnych powrotów w historii tenisa. Agassi trapiony kontuzjami spadł w 1997 r. na 141. miejsce. Aby się wydostać z przepaści, grał nawet w challengerach. Zwycięstwo w Paryżu zakończyło jego powrót na szczyt.

Rodzina ponad wszystko

- Wyjątkowość Agassiego polega też na tym, że nie ma drugiego sportowca, który tak bardzo by się zmieniał na przestrzeni lat. Ta jego metamorfoza przyciąga ludzi - mówi rywal Agassiego z kortu, a prywatnie przyjaciel, Jim Courier. Przeszedł transformację od "Image Is Everything" do "family is everything", czyli "rodzina ponad wszystko". Kiedyś na czołówki gazet trafiały jego sercowe podboje, których kulminacją był ślub, a potem jeszcze głośniejszy rozwód ze znaną aktorką Brooke Shields.

Od 2001 r. żoną Agassiego jest Steffi Graf. Trudno wyobrazić sobie bardziej spektakularne tenisowe małżeństwo. Graf i Agassi mieszkają w Las Vegas, mają syna i córkę. Gazety, jeśli w ogóle piszą o ich związku, to w samych superlatywach. Agassi zapytany przez "New York Timesa", bez jakich trzech rzeczy nie rusza się z domu, odpowiedział: rodzina, pamiętnik, który pisze dla syna, i dobra książka. Dla porównania, Maria Szarapowa wzięłaby dwie komórki, komputer i aparat fotograficzny.

Graf, która kilka lat temu zakończyła już karierę, kibicuje teraz mężowi na turniejach i ściska kciuki za jego bolące plecy. Jest prawdopodobnie najbardziej lubianą Niemką w Ameryce. Agassi zostawia jej na lodówce kartki z napisem "kocham cię".

Ci, którzy znają Agassiego, mówią, że to człowiek, który nie potrafi siedzieć w jednym miejscu, nic nie robić. Na tym też polegał jego fenomen jako tenisisty. - Andre powiedział mi kiedyś, że nawet gdybym znał przyszłość i zdradził mu, że przegra w II rundzie jakiegoś turnieju, to i tak by wystartował. Chciałby sprawdzić, czy faktycznie tak będzie. On eksperymentuje na sobie - wspominał menedżer i przyjaciel Agassiego Perry Rogers.

Potrafi dbać o rodzinę. Przez lata był najlepiej zarabiającym tenisistą na świecie. Na korcie więcej od niego dostał jedynie Sampras, ale Agassi bił też rekordy z reklam i sponsoringu. Tylko kontrakt z Nike przyniósł mu w latach 90. kilkadziesiąt milionów dolarów. Agassi dzielnie trzymał się jeszcze w zeszłym roku (zmienił ostatnio Nike na Adidasa), dopiero wówczas wyprzedziła go Maria Szarapowa, która kasuje teraz rocznie 24 mln dol. na sponsoringu.

Pożegnanie

Gdy Agassi wyszedł na kort centralny Wimbledonu w kilka dni po tym, jak ogłosił, że kończy w tym roku karierę, przywitał go aplauz, jakiego nie słyszano w Londynie od lat. Było tak głośno, jakby zmartwychwstał John Lennon. Tak samo jest od tygodnia w Nowym Jorku. Kibice kochają Agassiego i nie chcą, żeby odchodził.

Brad Gilbert, trener, z którym Amerykanin wygrał sześć ze swoich ośmiu turniejów wielkoszlemowych, tłumaczy to tak: - On dawał z siebie wszystko na korcie. Dlatego ludzie tak bardzo go cenili i będą teraz za nim tęsknić. Odchodzi człowiek, któremu po prostu nie można było nie kibicować. Za trzydzieści lat ludzie wciąż będą mówić: "Boże, a pamiętacie, jak grał Agassi?".

Ostatni taniec Agassiego

"And now I'm glad I didn't know
The way it all would end, the way it all would go.
Our lifes are better left to chance.
I could have missed the pain, but I'd of had to miss the dance".


"Teraz cieszę się, że nie wiedziałem,
jak to się wszystko skończy, jak się potoczy.
Życie jest lepsze, jeśli zostawisz je losowi.
Może mogło mnie mniej boleć, ale wtedy przegapiłbym ten taniec".


- ulubiony przez Agassiego fragment piosenki Gartha Brooksa "The Dance" Źródło: USA Today

Agassi w latach 90., gdy rywalizował z Samprasem: - Pięciu największych tenisistów w historii? Sampras, Sampras, Sampras, Sampras i Sampras.

Agassi po przegranym z Federerem finale US Open 2005: - Najlepszym tenisistą, przeciwko któremu grałem, jest Roger Federer. Pete Sampras był wielki, ale z nim można było przynajmniej podjąć walkę.

Image Is Everything (wizerunek ponad wszystko): hasło kampanii reklamowej aparatów fotograficznych Canon Rebel, której twarzą był Agassi w czasach, gdy miał brodę, długie włosy i dżinsowe spodenki

Naj, naj Agassiego...

- jest jednym z pięciu tenisistów, którzy wygrali każdy turniej wielkoszlemowy, ale jedynym, który dokonał tego na różnych nawierzchniach, a do tego zdobył złoty medal olimpijski i Puchar Davisa

- 8 - tyle razy wygrał w Wielkim Szlemie. Tyle samo tytułów ma Roger Federer. Lepsi sa tylko Bill Tilden (10), Rod Laver (11), Bjorn Borg (11), Roy Emerson (12) i Pete Sampras (14)

- jedyny oprócz Roda Lavera i Rogera Federera, który był w czterech wielkoszlemowych finałach z rzędu w erze open

- 61 - tyle razy grał w turniejach Wielkiego Szlema. W czasach zawodowego tenisa nikt nie robił tego częściej

- jest jedynym tenisistą w historii, który był w pierwszej dziesiątce w trzech różnych dekadach (zaczął w 1988 r.)

- 11 maja 2003 r. Agassi był numerem jeden na świcie jako najstarszy zawodnik w historii. Miał 33 lata i 13 dni

- 17 - tyle turniejów z serii Masters wygrał od 1990 r. To rekord świata

- 60 - tyle turniejów w sumie wygrał. Zajmuje siódme miejsce na liście wszech czasów. Najlepszy jest Jimmy Connors ze 109 tytułami