Monika Pyrek chce uszczypnąć Jelenę

W środę w Warszawie od godz. 17 Pedros Cup, największy mityng lekkoatletyczny w Polsce z mistrzowskim konkursem w skoku o tyczce kobiet. Bohaterkami mają być Monika Pyrek, Anna Rogowska i Jelena Isinbajewa, która zapowiada próbę bicia rekordu świata (5,01 m)
Pyrek po piątkowym mityngu Złotej Ligi została w Brukseli do poniedziałku. - Złapałam lekką kontuzję i postanowiłam odpocząć. Mimo to w Warszawie chcę uszczypnąć Jelenę, powalczyć z nią - mówi wicemistrzyni świata i Europy. Oprócz odpoczynku Polka czeka w Brukseli też na tyczki, które zniknęły po drodze do Belgii. Na stadionie Orła będzie prawdopodobnie startować na pożyczonych tyczkach, co nie jest najlepsze dla wyniku. - Mnie też się to czasem zdarzało - wspominała wczoraj na konferencji Isinbajewa, mistrzyni wszystkiego - olimpijska, świata, Europy, rekordzistka na stadionie i w hali.

Rekordzistka Polski Anna Rogowska, która w Brukseli skoczyła zaledwie 4,36 m, dochodzi do formy po kontuzji ścięgna Achillesa. - Stać mnie na skok w granicach 4,70, więc wynikami w Brukseli byłam rozczarowana - powiedziała Rogowska.

Na tyle samo stać i Pyrek, więc między nimi może dojść do pięknej walki. Ale Isinbajewa zwykła zaczynać każdy turniej od wysokości dającej medal albo miejsce na podium. - Monika pokonała mnie w tym roku raz, ale tamten konkurs odbywał się przy dużym wietrze, najgorszym przeciwniku tyczkarek. W Warszawie zamierzam walczyć o zwycięstwo i spróbuję pobić rekord świata - powiedziała Isinbajewa.

Transmisja w TVP 1 o 17.35

Trener Isinbajewej: Ona skoczy 5,20

Radosław Leniarski: Dla Jeleny, która wcześniej biła rekordy na zawołanie, nie jest to najszczęśliwszy rok. Ani jednego rekordu świata. Czy to oznacza koniec ery Jeleny?

Witalij Pietrow, trener Jeleny Isinbajewej: Gdzie tam, ona jeszcze ma olbrzymie rezerwy. To, że w tym roku nie biła rekordów, spowodowane jest zmianami w jej życiu. Nowy jest trener [w listopadzie Jelena po ośmiu latach zerwała współpracę z trenerem Jewgienijem Trofimowem], nowe treningi, nowa dieta, jakiej od niej wymagam, nowe miasto [Monte Carlo]. Nawet zakupy robi takie, jakich wcześniej nie robiła. Dlatego liczyłem się z tym, że w tym roku takiego postępu jak wcześniej nie będzie. Ale jestem pewien, że Jelena, choć nie jest tak pełnym, harmonijnym skoczkiem jak Bubka, w przyszłym roku będzie bić rekordy. Po przenalizowaniu wszystkich czynników w męskim i żeńskim skakaniu - choćby tego, że Bubka mógł skakać nawet 6,30, a możliwości kobiet oceniam na jakieś 1-1,15 m mniej - uważam, że Jelena może pokonać wysokość 5,10-5,20.

Czy to Pan do niej przyszedł, czy ona do Pana, a może pośrednikiem był Serhij Bubka, który nie kryje wielkiej sympatii do Jeleny?

- Jesienią spotykaliśmy się z Jeleną na mityngach i obozach. Pewnego dnia zapytałem, czy jadą z trenerem na zawody. Ona powiedziała, że jedzie, ale sama. Ja na to: "Jak to?". "No, uciekłam od trenera" - powiedziała. Więc wyszło to trochę przypadkiem.

Sa jakieś różnice w treningach Pana i Jewgienija Trofimowa?

- Każdy ma własne metody, a nasza wschodnia szkoła jak na razie jest na szczycie. Nawet w Australii jest nasz trener, nawet u was trenuje Sława Kaliniczenko [pracuje z Moniką Pyrek, jedyną tyczkarką, która w tym roku pokonała Isinbajewą]. W skoku nie można skupić się jedynie na szybkości, albo jedynie na sile. Bubka był wspaniały, najlepszy, bo stanowił harmonijny zestaw cech fizycznych, psychicznych i emocjonalnych. O Jelenie się mówi, że dała jej przewagę gimnastyka, ale przecież nie tylko ona. Swietłana Fieofanowa też była gimnastyczką, a Stacy Dragila wszechstronnie rozwiniętą dziesięcioboistką. Jelena też musi się wszechstronnie rozwijać, choć uważam, że w jej przypadku najważniejsze to idealnie przełożyć energię rozbiegu w skok. Ta druga faza w jej przypadku jest bardzo dobra, właśnie dzięki niej wygrywa. Nad jej rozwojem pracują oprócz mnie cztery osoby i każdy z nas ma coś do zrobienia.

Pracował Pan z "carem tyczki", teraz z "carycą tyczki", można powiedzieć, że jest Pan "ojcem carów". Jak by Pan ich porównał?

- Jelena zaczęła trenować w wieku 15 lat, Bubka w wieku dziesięciu. Serhij był wojownikiem, zdobywcą. Umiał pracować, łatwo nawiązywał kontakty z zawodnikami. Jelena jest inna. Bubka skończył karierę w wieku 37 lat. Nie chciałbym, aby Jelena skakała tak długo. Chciałbym, aby zawsze pozostała kobietą - piękną, wrażliwą. Słowem, różnią się wszystkim oprócz sukcesów.