Co się prezesom (i ile) wydaje?

W Orange Ekstraklasie nie ma znaczenia, ile masz na transfery. Ściągniesz piłkarzy za miliony, weźmiesz ich za darmo - i tak trudno przewidzieć, co zdziałają
Różni ich właściwie wszystko. Widzew zbliża się do setnych urodzin, 29-letni GKS Bełchatów to ledwie dorastający ligowiec. Łodzianie chwalą się czterema mistrzostwami Polski i Ligą Mistrzów, w rubryce sukcesy bełchatowianie wpisują z dumą - udział w finale Pucharu Polski. Widzew nie chce wydawać nawet średnich pieniędzy na transfery, w Bełchatowie wydają, ile chcą i na kogo chcą.

Sponsorem GKS jest miejscowa kopalnia, a dla klubu to kopalnia pieniędzy, a właściwie studnia bez dna. Szczególnie wtedy, gdy władze sponsora dobrze się znają z władzami klubu. Tak zapewne (w klubie niechętnie przyznają się do pozazawodowych sympatii) jest i teraz, bo w czasie dwóch ostatnich okienek transferowych bełchatowianie sprowadzili kilkunastu piłkarzy i wydali na nich... No właśnie, ile? Ponad trzy miliony. - Nie powiem, to tajemnica handlowa. Ale może pan pospekulować - proponuje Jerzy Ożóg, prezes klubu.

Nie musimy spekulować, nasze informacje są wiarygodne: za dwóch nastoletnich piłkarzy GKS dał zimą pół miliona złotych łódzkiej Szkole Mistrzostwa Sportowego, której dyrektorem jest Janusz Matusiak, ojciec... Radosława - najlepszego i najlepiej zarabiającego (grubo ponad 200 tys. zł rocznie) piłkarza GKS.

450 tys. zł kosztował sprowadzony z Zagłębia Lubin Paweł Strąk, który wiosną nie miał pewnego miejsca w składzie. Na drugoligowca z Polkowic Tomasza Wróbla poszło 350 tys. zł, na trzecioligowca z Wieliczki Rafała Grodzickiego tylko 50 tys. zł mniej. Najtańszy był zbliżający się do emerytury bramkarz Piotr Lech (100 tys. zł).

Prezes Ożóg tłumaczy, że to inwestycje, które zaprocentują w przyszłości. Zgoda, to młodzi - poza 38-letnim Lechem - piłkarze, ale czy trzeba za nich płacić aż tyle? Nie trzeba, ale wszyscy wiedzą, że Bełchatów to polska Chelsea i nie dyktują ceny rynkowej, tylko cenę dla GKS. A GKS i tak ją płaci i robi tak od lat. A jeśli jeszcze poszły w świat takie wieści, że dziesięciu odsuniętych od drużyny piłkarzy regularnie dostaje od GKS po 100-150 tys. zł przysługujące im z długoletnich kontraktów (na dodatek zarabiają w klubach, do których zostali wypożyczeni), cała Polska wyciąga z Bełchatowa, ile można.

Widzew też postawił na młodych, ale gdyby płacił tyle, ile Bełchatów, musiałby zwinąć interes przed pierwszym meczem sezonu. Krzysztof Sokalski, który tydzień temu strzelił pięknego gola Groclinowi, trafił do Łodzi z Górnika Łęczyca za darmo, tak samo jak najlepszy w tym meczu Adrian Budka. Kluczowi dla drużyny pomocnik Bartosz Iwan i bramkarz Bartosz Fabiniak zostali wypożyczeni za roczną pensję Matusiaka. W sumie w ostatnim roku do Łodzi trafiło 18 piłkarzy za mniej niż milion złotych. Piłkarska Łódź i Bełchatów to finansowo dwa światy, dwie koncepcje budowania drużyny i odmienne ambicje (GKS chce być w czołówce, Widzew myśli o utrzymaniu). Która droga jest lepsza? Nawet najwytrawniejszy kibic polskiej ligi nie jest w stanie wytypować wyniku dzisiejszego meczu.

Liczba kolejki: 7

Tyle milionów złotych liczy roczny budżet Widzewa. GKS nie chce ujawnić swojego, choć klub finansuje spółka skarbu państwa. - To płynna suma - twierdzi prezes, ale nieoficjalnie wiadomo, że to przynajmniej dwa razy więc niż w Widzewie

2. kolejka Orange Ekstraklasy

Piątek: BOT GKS Bełchatów - Widzew (godz. 19.30), Arka Gdynia - Wisła Kraków (20, transmisja w Canal+ Sport).

Sobota: Cracovia - Odra Wodzisław (19), Górnik Zabrze - Pogoń Szczecin (19), ŁKS - Górnik Łęczna (19), Zagłębie Lubin - Lech Poznań (19), Groclin Grodzisk - Legia Warszawa (20, transmisja w Canal+ Sport).

Niedziela: Korona Kielce - Wisła Płock (18, transmisja w Canal+ Sport).

Pozostałe programy w Canal+ Sport. Sobota: Magazyn Liga+ (godz. 22.30). Niedziela: Liga+ Extra (20.15).