Orange Prokom Open. Panfil i Kubot odpadli z turnieju

Łukaszowi Kubotowi i Grzegorzowi Panfilowi nie udało się powtórzyć sukcesu Michała Przysiężnego. Obaj tenisiści odpadli z turnieju Orange Prokom Open
Przed szansą na historyczne zwycięstwo w turnieju ATP stanął 18-latek Panfil. Polak grał z Raemonem Sluiterem bez kompleksów, ale umiejętności mu nie starczyło. - Pierwszy raz spotkałem się z rywalem, który gra oburęczny bekhend i forhend. Nie wiedziałem, gdzie poleci zagrana przez niego piłka i z tego powodu miałem opóźnione reakcje - przyznał Panfil, który w tym roku zwyciężył w juniorskim Australian Open, ale w dorosłym tenisie jeszcze sukcesów nie odnosi. Panfil serwował równie mocno jak rywal (nawet z prędkością ok. 200 km/h), ale podczas wymian widać było większe doświadczenie Holendra.

Tuż po największej nadziei polskiego tenisa, na korcie centralnym pojawił się nasz najlepszy zawodnik Łukasz Kubot. Niestety, wszystkich kibiców spotkał zawód, gdyż zamiast pasjonującego widowiska zobaczyli żenujący spektakl. Mający kłopoty zdrowotne Kubot zupełnie nie podjął walki z ubiegłorocznym finalistą sopockiego turnieju Niemcem Florianem Mayerem i po zaledwie 52 minutach (z czego 10 przypadło na interwencję lekarza) zszedł z kortu pokonany. - Przyczyną mojej porażki był bałagan organizacyjny. Z planu gier wynikało, że zagram po godz. 20, więc zjadłem obfity obiad i położyłem się spać. Nagle dostałem telefon, że za 15 minut muszę być na korcie. Strasznie bolał mnie żołądek, to jeden z najgorszych dni w mojej karierze. Nie wybaczę tego organizatorom - powiedział Kubot.

W swoim pierwszym meczu jeden z faworytów - rozstawiony z nr 3 Gaston Gaudio, z problemami pokonał Serba Borisa Pashanskiego. Po pierwszym secie wydawało się, że Argentyńczyk nie będzie miał problemów z odniesieniem zwycięstwa. - W drugim grałem zbyt nerwowo, popełniałem niepotrzebne błędy. W kolejnej partii rywal był już jednak zmęczony, więc było mi łatwiej - przyznał Gaudio, który nie jest jednak w najwyższej formie, co zresztą sam przyznaje.

Jeszcze większe kłopoty miał rozstawiony z nr 2 Hiszpan Tommy Robredo. Jego rywal Ivo Minar z Czech zajmuje w rankingu ATP dopiero 140. miejsce, ale na korcie zupełnie nie było widać różnicy 133 miejsc, jaka dzieli obu rywali. Ich mecz był zdecydowanie najlepszym widowiskiem turnieju i trwał... dwa dni. Spotkanie zaczęło się bowiem w poniedziałek wieczorem, ale nie zostało dokończone z powodu awarii prądu. We wtorek tenisiści ponownie wyszli na kort i po wyrównanej końcówce Robredo pokazał, dlaczego to on należy do światowej czołówki. Za trzecim meczbolem zakończył spotkanie.

Wyniki drugiego dnia Orange Prokom Open: Gaston Gaudio - Boris Pashanski 6:1, 6:7 (4), 6:4, Tommy Robredo - Ivo Minar 7:6 (5), 3:6, 6:4, Juan Monaco - Juergen Melzer 2:6, 7:6 (2), 6:4, Raemon Sluiter - Grzegorz Panfil 6:1, 6:3, Florian Mayer - Łukasz Kubot 6:1, 6:2, Jiri Vanek - Alessio di Mauro 7:6 (3), 6:0, Filippo Volandri - Daniel Gimeno-Traver 6:4, 6:1, Martin Vassallo Arguello - Marcos Daniel 6:4, 2:0 i krecz Daniela, Guillermo Garcia-Lopez - Mariano Zabaleta 7:6 (4), 7:5, Carlos Berloq - Philip Kohlschreiber 6:0, 6:2, Oliver Marach - Alexander Waske 6:4, 7:6 (6), Juan Ignacio Chela - Adrian Garcia 6:3, 6:2