Lech Poznań - Wisła Płock 3:2: trzy ciosy Lecha w końcówce

Nie mogło być lepszego meczu na rozpoczęcie sezonu w Poznaniu. Lech przegrywał 0:2, zmarnował karnego, a jednak potrafił wygrać!
Lech Poznań - Wisła Płock 3:2 - protokół, relacja

Jeszcze w 73. min lechici przegrywali, grali tak sobie, a waleczni goście z Płocka wyprzedzali ich zawsze o ułamek sekundy. Trener Franciszek Smuda nie miał już możliwości zmiany, wszystkie wykorzystał w niewiele ponad kwadrans drugiej połowy. Mógł tylko czekać, aż wprowadzeni przez niego gracze podniosą zespół, który nie miał pomysłu na grę. I rzeczywiście, drużynę odmienił młody Jakub Wilk. To on wypracował dwa gole (pierwszego i trzeciego), a dzieła dokończył kolejny z rezerwowych - Marcin Zając. Jego występ był jakby wbrew logice, bo dopiero niedawno zaczął trenować.

Przed przerwą lepsza była Wisła, a efektem tej przewagi - piękny gol Pawła Sobczaka. Spudłowany karny z 50. min kompletnie podciął skrzydła lechitom. Chwilę później Lech przegrywał 0:2 i zapowiadało się na kompletną klapę. Kibice nie tracili jednak wiary - dopingowali Lecha, który w końcu zdobył kontaktowego gola - po ładnym strzale Marcina Wasilewskiego. Wcześniej prawy obrońca Lecha tylko sporadycznie próbował atakować swoją stroną boiska. Zdecydowanie za rzadko na bokach pomocy pokazywali się również Wachowicz i Zbigniew Zakrzewski. Po godzinie gry obu nie było już na murawie, bo Smuda musiał coś zmienić. W Lechu zadebiutował więc Zając, na boisko wszedł także Wilk, który miał współudział w golu dla Lecha. Obaj zostali ojcami tej dramatycznej wygranej.

Emocji było co niemiara - poznaniacy rzucili wszystkie siły do ataku. I udało się! W 88. min Wasilewski zagrał piłkę na lewą stronę, a kapitan "Kolejorza" Reiss wbił ją do siatki. Trybuny śpiewały - w końcu Lech pokazał charakter i meczu nie przegrał. - Jesteśmy lepsi - śpiewali kibice Lecha. Ale gospodarze wcale nie poprzestali na wyrównującym trafieniu. Mieli większą ochotę na gola, wciąż atakowali. W 93. min Wilk zagrał piłkę z lewej strony, błąd przed bramką popełnił Marco Colaković, któremu odskoczyła piłka, a czyhający na to Zając wbił ją do siatki. Trybunom więcej nie było już potrzeba...

Powiedzieli po meczu:

Josef Csaplar, trener Wisły: "Prowadząc 2:0 to spotkanie powinniśmy wygrać. Niestety, zaczęliśmy grać źle taktycznie. Daliśmy się zepchnąć pod własne pole karne, podczas gdy mieliśmy atakować przeciwnika na ich połowie. Fatalne błędy indywidualne zadecydowały o straconych golach."

Franciszek Smuda, trener Lecha: "Takich meczów gdzie przegrywając 0:2, wygrałem 3:2, przeżyłem już kilka. Nie wiem, może to szczęście. Nie ma jeszcze szkieletu zespołu, to widać było w środkowej strefie, gdzie ta gra nam się nie układała. Cieszę się, że przekonałem moich zawodników, że gra sie do końca. Ten zespół musi mieć dużo wiary, a to spotkanie nam w tym pomogło. Jeśli w następnym meczu będziemy przegrywać 0:1 czy 0:2, to wiem, że go już nie odpuszczą."

Gracz meczu

Marcin Zając - W debiucie w Lechu zdobył gola dającego w 93. min zwycięstwo jego drużynie

Gregorek w Rodzie

Karol Gregorek, były piłkarz Amiki Wronki, który przed sezonem znalazł się w kadrze nowego Lecha, jest na testach w holenderskim klubie Roda Kerkrade.