Prof. Smorawiński: Tłumaczenie Landisa jest mało wiarygodne

- Zdarzają się oczywiście przypadki, że podwyższony poziom testosteronu jest naturalny, ale wówczas każda z ośmiu kontroli, które miał Landis, a nie tylko jedna, wykazałaby zaburzenia - mówi "Gazecie" profesor Jerzy Smorawiński, szef katedry medycyny sportu na AWF w Poznaniu, specjalista od walki z dopingiem.
Tłumaczenia Landisa są mało wiarygodne. Zdarzają się oczywiście przypadki, że podwyższony poziom testosteronu jest naturalny. Mieliśmy takie sytuacje także w Polsce, ale wówczas każda z ośmiu kontroli, które miał Landis, a nie tylko jedna, wykazałaby zaburzenia.

Na pewno wpływu na wysoki testosteron nie miało też piwo, które Landis wypił dzień wcześniej. Mówi też, że bierze leki na tarczycę? Z medycznego punktu widzenia to też nie ma wpływu. Jasne, że znajdą się lekarze, którzy będą dowodzić, że tak mogło być, ale w dzisiejszych czasach za pieniądze można mieć każdą ekspertyzę. Kortyzon, który brał na biodro? Pochodne kortyzonu faktycznie mogą nieco zaburzać stosunek testosteronu do epitestosteronu, czyli tzw. profil sterydowy, ale to też wykazałoby kilka kontroli, a nie jedna.

Niestety, mogło być tak, że po etapie, na którym Landis miał kryzys, podano mu tzw. wcierkę z jakiejś pochodnej testosteronu [wcierka to rodzaj specjalnego nasiąkniętego plastra, który kładzie się np. na mosznie, gdzie jest dobre wchłanianie]. W ten sposób testosteron jest trudniejszy w wykryciu, bo krócej utrzymuje się w organizmie. Taka jednorazowa dawka pozwala szybciej zregenerować organizm i zwiększa agresję, daje kopa. Inne metody to zastrzyki, maści i pastylki, ale oszuści już ich raczej nie stosują, bo długo utrzymują się w organizmie.

Zbadanie próbki B musi mieć miejsce w ciągu tygodnia w obecności zawodnika i jego lekarza oraz przedstawiciel ekipy, w której się ściga. Prawdopodobieństwo, że wynik testu będzie negatywny, jest bliskie zeru. To raczej formalność, bo badany jest ten sam mocz. Jedyne, co może zakłócić badanie, to złe przechowywanie próbek, np. w zbyt wysokiej temperaturze. Władze antydopingowe federacji kolarskiej są jednak pewne, że wszystko odbyło się prawidłowo. Badanie próbki B niemal na pewno potwierdzi więc doping u Landisa.