Mistrzowie z łódzkich Bałut

Po trzech kolejnych srebrnych medalach łódzcy rugbiści zostali mistrzami Polski. A decydujący mecz był niesłychanie zacięty i emocjonujący
Spotkanie Blach Pruszyński z Folcem Warszawa było doskonałą promocją rugby. Niemal do ostatniego gwizdka sędziego z Francji wynik nie był rozstrzygnięty. Kibice, którzy wypełnili stadion, oglądali widowiskowe akcje obu zespołów, walkę i wielkie zaangażowanie zawodników. Odwdzięczyli się stworzeniem wspaniałej atmosfery. Przez cały czas znakomicie dopingowali, a po zakończeniu gry długo wiwatowali. Nikt nie miał wątpliwości, że spotkały się dwie najlepsze drużyny w Polsce. Lepsi okazali się Budowlani, ale minimalnie...

Mecz zaczął się dla gospodarzy świetnie. Po indywidualnej akcji Krzysztofa Hotowskiego i przewinieniu warszawiaków rzut karny wykorzystał Tomasz Grodecki.

Po kwadransie było już 8:0. Tym razem goście sfaulowali pędzącego z piłką Michała Królikowskiego. Kapitan drużyny, Maciej Pabjańczyk, szybko wznowił grę, czym zupełnie zaskoczył warszawiaków, i sam wbiegł na pole punktowe gości.

Ale emocje dopiero się zaczynały. Zawodnicy Folca prezentowali się tego dnia nie gorzej niż łodzianie. Imponowali zwłaszcza warunkami fizycznymi i szybkością w ataku. Dwa razy przedarli się przez obronę łodzian, która nie była tak szczelna, jak w poprzednim meczu z Arką Gdynia i wyszli na prowadzenie.

Jednak przed przerwą to Budowlani wykonali najpiękniejszą akcję meczu. Jeszcze na swojej połowie rozpoczął ją Pabjańczyk. Podał do Kacpra Ławskiego, a ten pomknął lewą stroną boiska, mijając i przewracając próbujących go zatrzymać obrońców. Na końcu oddał piłkę Maciejowi Maciejewskiemu, który tylko dopełnił formalności.

Druga połowa to popis gry łódzkiego młyna i Tomasza Grodeckiego. Kopacz gospodarzy nie tylko wykorzystywał rzuty karne, ale dwa razy pogrążył warszawiaków tzw. drop golami, strzelając z gry między słupy z kilkudziesięciu metrów. - Nie umawialiśmy się na te zagrania przed meczem - mówił szczęśliwy po odebraniu nagrody dla zawodnika meczu. - Chłopaki stwarzali mi czyste sytuacje, więc je wykorzystałem.

Jednak Folc nie poddawał się. Na kwadrans przed końcem meczu dzięki akcji młyna zdobył nawet przyłożenie, które zbliżyło ich na cztery punkty do łodzian. I zaczął się horror. Goście cisnęli, a Budowlani próbowali kontrować. Kilka razy goście byli już bardzo blisko pola punktowego... Raz nawet położyli piłkę, ale sędzia dopatrzył się - słusznie zresztą - zagrania do przodu.

O ogromnych emocjach świadczy ostatnia akcja meczu, już po upływie szóstej doliczonej minuty. Francuski arbiter pokazał, że gra będzie się toczyć do tzw. martwej piłki, czyli np. do wybicia jej na aut. Wydawało się to formalnością, bo piłkę mieli podopieczni trenera Ryszarda Wiejskiego. Ale ci chcieli jeszcze przypieczętować sukces przyłożeniem. Pabjańczyk urwał się lewą stroną, jednak został powstrzymany przez obrońców. Jego sportowa ambicja mogła obrócić się przeciwko Budowlanym, lecz warszawiacy popełnili błąd. Sędzia zakończył grę, a stadion wręcz oszalał ze szczęścia.

Kiedy na szyjach rugbistów zawisły złote medale, w górę pofrunęli trenerzy: Ryszard Wiejski i Mieczysław Bogusławski. Szampan lał się strumieniami. Warszawianie gratulowali Budowlanym zwycięstwa.

- To mój czwarty finał. Nie wyobrażałem sobie, żebyśmy mogli go przegrać - mówi Krzysztof Hotowski. - Nie można powiedzieć, że jeden z tych finałów był lepszy, a inny gorszy. Dzisiejszy był najbardziej wyrównany. Świetny mecz. Folc to zbliżony do naszego zespół. Grają szybkie rugby, szeroko prowadzą akcje. Cieszę się, że udało mi się pomóc zespołowi wygrać to spotkanie, choć biegałem z niezaleczoną kontuzją.

- Oczywiście, że bardzo mi zależało na mistrzostwie, ale chłopaki trzymali mnie w niepewności do końca - cieszył się Wiejski.

Feta trwała do późnej nocy, a we wspólnym grillu uczestniczyli goście z Warszawy.



Dla Gazety

Tomasz Putra

trener reprezentacji Polski

To były dwie wyrównane i bardzo dobre drużyny. Na pewno na graczach z tych klubów będę chciał oprzeć kadrę. Jedni i drudzy imponowali mi głównie zaangażowaniem. Oba zespoły były też dobrze ułożone taktycznie, choć pod koniec pierwszej połowy trochę zapomnieli o wskazówkach swoich trenerów.



Krzysztof Folc

trener wicemistrzów Polski

Jesteśmy zrozpaczeni, bo zagraliśmy dobre zawody. Mecz był bardzo wyrównany, ale ktoś musiał wygrać. Łódź zgarnęła całą pulę, bo pokazaliście, jak należy grać nogą. My zdobywaliśmy punkty głównie z przyłożeń. Pocieszam się, że przegraliśmy z potentatem w polskim rugby. Budowlani to dobrze ułożony, profesjonalny klub. U nas panuje amatorka. Nadrabialiśmy walecznością, ale musimy wzmocnić się organizacyjnie.



Jan Kozłowski

prezes Polskiego Związku Rugby

Fantastyczne zawody. Jako marszałek województwa pomorskiego nie powinienem tego mówić, ale cieszę się, że złoto wyszło z Trójmiasta. To dobrze zrobi dla popularności tej dyscypliny sportu. A kibice w Łodzi pokazali, że mistrzostwo im się należało. Mam nadzieję, że kolejne miasta - Warszawa czy Kraków, też wypracują sobie takich fanów.

not. jg



Blachy Pruszyński Budowlani Łódź - Folc AZS Warszawa 28:24 (16:12)

Punkty dla Blach Pruszyński: Grodecki 18, Maciejewski i Pabjańczyk po 5; dla Folca: Pałyska 14, Szwarc i Liedel po 5.

Blachy Pruszyński: Kiełbik - Pisarek, Zamerski, Hotowski, Maciejewski - Grodecki - Pabjańczyk - Zieliński, Szyburski, Królikowski, Rawecki, Ławski, Sajur, Maros, Brażuk oraz Sachrajda, Fortuna, Wieczorek, Kata, Szulc, Milczak, Gil.

Folc: Łukszewicz - Miśkiewicz, Gołąb, Nowosz, Szwarc - Pałyska - Pazio - Bartoszewicz, Domański, Jamroz, J. Jendral, Liedel, Niemczyk, Miskiewicz, Kwiatkowski oraz Praszek, Banasiak, Gołaszewski, T. Jendral, Zagozda, Greguło, Sienkiwicz.