Fruwając pod koszem: Abecadło z pieca spadło

Piłka nożna, piłka nożna, piłka nożna - włączamy telewizor: piłka nożna; wyglądamy przez okno: flagi; spotykamy się z przyjaciółmi: wszyscy gadają o futbolu. Nikogo nie obchodzi, że trwają właśnie finały NBA. W trosce o popularność naszej ulubionej dyscypliny zamieszczamy krótki słowniczek, który ułatwi kibicom piłkarskim śledzenie rozgrywek NBA lub przynajmniej zabłyśnięcie wiedzą na tradycyjnym czerwcowym grillu u cioci.
A - jak Argentyna. W NBA też potęga, choć nie aż taka jak w futbolu. Wygrali olimpiadę, a w zeszłym roku Manu Ginobili (taki powiedzmy koszykarski Saviola) był jednym z najlepszych zawodników finałów. W tym roku w finale Argentyńczyków brak.

B - jak Brazylia. W NBA nie potęga. Najlepszy Brazylijczyk - Nene (brzmi niby jak Kaka, ale jednak nie Kaka), cały sezon leczył kontuzję kolana. Inny - Varejao - ma fajną fryzurę - prawie taką jak niegdyś Carlos Valderama (choć ten akurat był Kolumbijczykiem). Koszykarską Brazylią są Amerykanie - bo najwybitniejsi koszykarze w historii to Amerykanie i gdy Amerykanie coś przegrywają (ostatnie MŚ, olimpiada) - to wszyscy się dziwią.

C - jak Cesarz. Czyli Beckenbauer. Udowodnił światu, że Niemcy potrafią grać pięknie w piłkę. Kaiserem NBA jest Dirk Nowitzki, zwany też Ubermenschem. Gra piękną koszykówkę w przeciwieństwie do innego Niemca, swojego byłego kolegi klubowego, Shawna Bradleya.

D - jak hm dolna tylna część ciała. W piłce nożnej można nią zdobyć bramkę - ostatnio nawet zapowiadał to Artur Boruc. Nie życzymy Arturowi, żeby mu się taka sztuka udała. W NBA z tego, co wiemy, taki przypadek się dotąd nie zdarzył. Jedynie Shaq skarży się, że jest karany za rzekome faule dokonywane za pomocą pupy.

E - jak Ekwador. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Ten piątkowy mecz się nie odbył. Nie było go. Nie ma takiego państwa jak Ekwador. Są dwa państwa na E: Estonia i Egipt. Estończyk grał kiedyś w NBA - Martin Muursepp. Egipcjanin też - Alaa Abdelnaby. Ekwadorczyk nigdy - bo nie ma takiego kraju jak Ekwador.

F - jak Frankowski. W NBA też jest pewien złośliwy trener, który nie chce dać Polakowi szansy. Szymon Szewczyk kolejny sezon męczy się w ligach niemieckich i adriatyckich, choć mógłby wspomóc drużynę Milwaukee Bucks.

G - jak Grecja. Mistrz, który nawet się nie załapał na mistrzostwa. Tu będzie najłatwiej. Grecy też są mistrzami Europy i też żaden z nich nie gra w NBA. Jest tylko jeden pół-Grek (i pół-Gruzin) Iakovos Tsakalidis.

H - jak hat trick. W NBA nie honoruje się specjalnie zawodników, którzy zdobędą trzy punkty w meczu. A szkoda. Kilka hat tricków w NBA zaliczyli m.in. Maciek Lampe i Czarek Trybański. Nie musimy dodawać, że hat tricka nie zaliczył nigdy żaden Ekwadorczyk. Koszykarskim odpowiednikiem hat tricka jest triple double: zawodnik musi zaliczyć dwucyfrowe statystki w co najmniej trzech kategoriach (punkty, zbiórki, asysty, bloki, przechwyty). Maćkowi i Czarkowi jeszcze się to nie udało, ale przecież wszystko przed nimi.

I - jak I kto to mówi? W piłce wiadomo: Szpakowski, Borek i inni. Ale NBA też ma swoich komentatorów. Wojciech Michałowicz, Zenon Telman, Jerzy Świątek i Edward Durda. Trzej pierwsi komentują, czwarty prowadzi studio. Możliwe, że go państwo kojarzycie - to chyba on podkładał głos w reklamówce z Dudkiem (tej z Krystyną z gazowni).

J - jak Jop. W NBA nie ma Jopa, ale jest Diop.

K - jak karny. W NBA nie ma karnych. Rolę rzutów karnych grają rzuty wolne. Też się je wykonuje z bliska, też na wprost od kosza, też jak się nie trafi, to się z ciebie śmieją. Tylko bramkarza nie ma. I w przeciwieństwie do piłki nożnej przy rzucie wolnym obrońcy nie ustawiają muru w odległości 9 metrów i 15 centymetrów. Być może dlatego, że rzut oddaje się z odległości 4 metrów i 60 centymetrów od kosza. Rzuty wolne bywają nazywane rzutami osobistymi, prawdopodobnie dlatego, że wykonuje je osobiście faulowany zawodnik. W piłkarskich karnych i wolnych nie ma takiego obowiązku.

L - jak lewoskrzydłowy. W koszykówce nie ma lewo- i prawoskrzydłowych. Dzieli się ich nietypowo: na niskich i silnych. Dosyć bez sensu, prawda? Naszym zdaniem logiczny byłby podział na niskich i wysokich lub silnych i słabych. W tej ostatniej roli widzimy Kamila Kosowskiego.

M - jak Maradona. M jak Michael Jordan. I wszystko jasne.

N - jak nazwiska. Te, które wypada znać i wiedzieć, z jakiego kraju (klubu) się wywodzą. Takie jak np. Ronaldinho, Zidane, Beckham, Drogba, Gerrard, Adriano, Kaka, Ronaldo, Szewczenko, Henry, Van Nistelrooy, Rooney (lista przypadkowa i niepełna!). W NBA zamiast nazwisk używa się często imion, inicjałów - i tak wszyscy wiedzą, o kogo chodzi (kolejność równie przypadkowa): w finałach grają Dwyane, Shaq, 'Toine, J-Will, Zo, Dirk, Jet, Gana i Jo-Ho, inne gwiazdy to np. LeBron, Kobe, KG, Dirk, Sheed, Yao, Chauncey, Rip. A kiedyś był MJ.

O - jak offside, czyli spalony. W NBA nie ma przepisu o spalonym. Czyli: gdyby Krzynówek grał w NBA, to sędzia nie zagwizdałby mu tego spalonego, w 53. minucie byłoby 1-1 i mielibyśmy jeszcze 40 minut na strzelenie zwycięskiej bramki.

P - jak Polska. Podobnie jak piłkarze na MŚ nasi koszykarze pojawiają się na parkietach NBA rzadko, ale jednak się pojawiają - w przeciwieństwie np. do koszykarzy ekwadorskich. Podobnie jak w piłce nożnej wyczyny naszych koszykarzy skutkują eksplozją nowych polish jokes.

R - jak remis. W koszykówce nie ma remisów (podobnie jak nie ma Ekwadoru), gra się wtedy dodatkowe pięć minut. W dogrywkach nie obowiązuje zasada nagłej śmierci.

S - jak samobój. W NBA nie ma samobójów, jeśli zawodnik wrzuci piłkę do własnego kosza (co się zdarza), punkty zaliczane są temu z rywali, który był przy piłce jako ostatni. Gdyby ten przepis zastosować w futbolu, samobója Gamarry (w spotkaniu z Anglią) zaliczono by Davidowi Beckhamowi. Nie wiemy, komu przyznano by gola Janusza Jojki.

T - jak Trynidad, T jak Tobago. Państwo, w którym mieszka mniej ludzi niż w Warszawie, też miało swoje pięć minut w NBA. Niejaki Carl Herrera, dwukrotny mistrz NBA z Houston Rockets, urodził się na Trynidadzie.

U - jak upadek. Gracze NBA też się przewracają, ale w przeciwieństwie do piłkarzy po faulu nie leżą przez kwadrans na parkiecie, wijąc się w paroksyzmach fingowanego bólu. Być może dlatego, że z chwilą faulu czas jest zatrzymywany, więc nie można zyskać mitycznych „cennych sekund”.

W - jak Wybrzeże Kości Słoniowej, czyli czarne (nomen omen) konie z Afryki. W NBA Afrykanie pojawiają się regularnie. I mają równie dźwięczne nazwiska jak Bonaventore Kalou, Yaya Toure czy Aruna Dindane. Proszę posłuchać: Manute Bol (Sudan), Didier Ilunga Mbenga (Kongo), Ruben Bertrand Boumtje Boumtje (Kamerun), DeSagana N'gagne Diop (Senegal) czy Hakeem Abdul Olajuwon (Nigeria). Ten ostatni był nawet kiedyś całkiem niezły. Na koniec nasz ulubieniec: Dikembe Mutombo Mpolondo Mukamba Jean Jacque Wamutombo (Kongo).

Z - jak zebra, czyli sędzia. W NBA też jest i też lubi być w centrum zainteresowania. Odpowiednikiem najsłynniejszego sędziego piłkarskiego Pierluigiego Colliny jest w NBA niejaki Dick Bavetta. Jest łysy, kontrowersyjny, ma 66 lat (w tym ponad 30 lat jako sędzia NBA - bo nie ma limitów wiekowych dla sędziów), grubo ponad 2000 sędziowanych meczów na koncie i podobno zawsze gwiżdże tak, żeby wygrali Knicks.

Ż - jak Żurawski. Żurawski ma pseudonim Magic. W NBA też był Magic. I to by było na tyle.

Tako rzecze Shaq

"Nie jestem gruby. Jestem wielki, seksowny i pięknie się poruszam".

Niezłe numery

59-119 - taki wynik osiągnęła reprezentacja Ekwadoru w meczu mistrzostw Ameryki Południowej z Argentyną w 2001. W kolejnych mistrzostwach Ekwadorczycy już nie wzięli udziału. Prawdopodobnie dlatego, że nie ma takiego kraju jak Ekwador.

Ciekawostki

Koszykówkę wynalazł 115 lat temu w Ameryce dr James Naismith.

W koszykówkę najpierw grano piłką nożną. Ciekawe, prawda?

Złota myśl

„Znakomicie wyegzekwowana akcja, zabrakło tylko egzekucji” - komentarz w Canal+ podczas pierwszego meczu finałów.