Samobójstwo kolejnego żużlowca. Dlaczego?

Niespełna 23-letni żużlowiec RKM Rybnik Łukasz Romanek popełnił samobójstwo. - Chyba za bardzo przejął się krytyką - twierdzi jego dawny trener Jan Grabowski.
Romanek podczas piątkowego treningu spisywał się dobrze. Dlatego też trener Mirosław Korbel poinformował go, że wystartuje 15 czerwca w meczu z Unią Leszno. Ostatnio w lidze jeździł blisko miesiąc temu. Kilka godzin po zajęciach, ok. godz. 22 powiesił się w przydomowym garażu. Nie zostawił listu pożegnalnego. - Kiedy dowiedziałem się o śmierci Łukasza, ryczałem jak mały synek. Nie wiem dlaczego to zrobił - rozpacza Korbel.

Romanek już w drugim roku startów został mistrzem Europy juniorów. Był wtedy uważany za jednego z najzdolniejszych polskich żużlowców. W czerwcu 2002 roku brał udział w makabrycznie wyglądającej krasie. Podczas młodzieżowych mistrzostw Polski w Lesznie rybniczanin złączył się motocyklem z Robertem Miśkowiakiem i obaj na pełnej szybkości uderzyli w bandę. Byli poważnie poobijani. - Ten wypadek miał duży wpływ na jego życie. Mógł mieć jakiś ukryty uraz - twierdzi Piotr Pyszny, lider ROW Rybnik w latach 70. i 80, od kilku lat sponsor Romanka. Żużlowiec był bardzo z nim związany i nazywał go drugim ojcem. Po wypadku w Lesznie działacze chcieli, by Łukasz porozmawiał z psychologiem. - Ojciec się nie zgodził - mówi anonimowo jeden działaczy.

Zawodnik urodził się w Knurowie i przez całą karierę związany był z RKM. Mieszkał razem z rodzicami w dużym gospodarstwie w wiosce Wilcza (trzynaście kilometrów od rybnickiego stadionu). Miał tam swój warsztat oraz blisko dwustumetrowy tor na polu. Romanek już w poprzednim roku stał się dla niektórych kibiców synonimem nieporadności. Wygwizdywano go na meczach, a na internetowych forach określano żużlowym Grzegorzem Rasiakiem. - Ostatnio widziałem się z nim 20 kwietnia. Wspominał mi o nagonce kibiców. Grożono mu nawet spaleniem samochodu. Moich młodych zawodników przekonuję, by nie wchodzili na fora internetowe i nie czytali opinii na swój temat - mówi Jan Grabowski, który trenował go przez cztery lata. Działacze oraz trenerzy nie mieli z nim nigdy żadnych problemów. Nie pił alkoholu ani nie brał narkotyków. Był spokojny i sumienny. Wiele czasu spędzał w swoim warsztacie. Był bardzo związany ze swoją dziewczyną Sybillą. - To były papużki nierozłączki. Nic mi nie wiadomo, by ostatnio było coś między nimi nie tak - przekonuje Rafał Szombierski, lider drużyny. - Nie chcę oglądać go w trumnie. Chce zapamiętać go takiego, jakim był. To był wspaniały kolega - dodał zapłakany.

W sobotę wieczorem blisko czterystu fanów przyszło z zapalonymi zniczami na stadion RKM. Znicze postawiono również wzdłuż linii startowej, na której położono zdjęcie Romanka z napisem "Łukasz, Dziękujemy , Przepraszamy Kibice".

Łukasz Romanek to trzeci żużlowiec, który w ostatnich latach targnął się na swoje życie

Robert Dados - Wychowanek Motoru Lublin w 2001 roku przeżył ciężki wypadek motocyklowy. Z tym zajściem lekarze kojarzyli prześladujące go stany depresyjne. Zmarł 30 marca 2004 roku w szpitalu w Lublinie po trzeciej próbie samobójczej. Jego największym sukcesem było mistrzostwo świata juniorów w 1998 roku.

Rafał Kurmański - Zawodnik ZKŻ Zielona Góra popełnił samobójstwo 30 maja 2004 roku. Powiesił się w pokoju hotelowym w Zielonej Górze. W 2001 roku był wicemistrzem Europy juniorów.