W IV lidze sport przegrał ze strachem

Terror w IV lidze piłkarskiej. Działacze Pomorzanina Toruń woleli oddać w sobotę walkowera i zaryzykować spadek do okręgówki, niż zorganizować mecz, któremu groził najazd bandytów w barwach Zawiszy Bydgoszcz
Chuligani z Bydgoszczy znani są z agresywności. Przed miesiącem zorganizowali - jak opisali to na stronie internetowej - "najazd na Brodnicę". Było ich 400. Zniszczyli stadion i przez kilka godzin bili się z policjantami i ochroniarzami. - Zastanawialiśmy się, czy nie odwołać w ogóle meczu, ale zaryzykowaliśmy. Szkoda - mówi prezes Sparty Brodnica Eugeniusz Perliński.

Podobny najazd był planowany na sobotnie popołudnie w Toruniu, ale działacze Pomorzanina oddali punkty bez walki. Według torunian chuligani z Bydgoszczy w porozumieniu z grupami pseudokibiców umówili się na zniszczenie oddanego rok temu Stadionu Miejskiego. Trener Pomorzanina Zbigniew Figurski: - Widziałem, jak podczas naszego poprzedniego meczu kilku chuliganów fotografowało już wejście na stadion, bramę, ogrodzenie. Wyraźnie szukali miejsca, przez które można wedrzeć się na boisko.

Działacze Pomorzanina są bezradni. Ręce wiąże im ustawa o zabezpieczeniu imprez masowych. Według niej organizator ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo, czyli wynająć ochroniarzy. Klubu na to nie stać - to wydatek 4 tys. zł. Nie może też liczyć na policję, bo według ustawy nie ma ona obowiązku zabezpieczania imprez masowych - może pilnować terenu np. dookoła stadionu.

- Co mamy zrobić? Nie chcemy narażać stadionu na zniszczenia. Lepiej zrezygnować z meczu. Wiemy, że to paradoks, ale takie są realia polskiego futbolu. Szczególnie tego w niższych klasach, na które nikt nie zwraca uwagi - mówi trener Figurski.

Działacze IV-ligowych klubów z Pomorza i Kujaw już przed sezonem rozmawiali o bojkocie meczów z Zawiszą - wszyscy obawiali się terroryzujących region pseudokibiców. Ale wtedy zwyciężyła nadzieja - uznali, że klub nie powinien być tak karany za wybryki chuliganów. Teraz przyznają, że popełnili błąd. Sprawa bojkotu Zawiszy wróciła.

- Jako klub chuliganom mówimy stanowcze nie, ale co możemy zrobić - mówi Maciej Pietrzak, prezes IV-ligowego Zawiszy. Jednak natychmiast dodaje: - Dlaczego jest tak, że jak Zawisza zrobi coś złego, to media to rozdmuchują. W Brodnicy nasi kibice zostali sprowokowani tym, że po podróży z Bydgoszczy zamknięto im przed nosem kasy z biletami.

Co na to szef Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej Eugeniusz Nowak, który jest też wiceprezesem PZPN? - Walkower w Toruniu to klęska idei sportu, ale jesteśmy bezradni, mamy ręce związane ustawą o imprezach masowych. Teraz trzeba dograć sezon do końca, a potem zastanowić się, co zrobić z takim klubem jak Zawisza, który ma tak kontrowersyjnych kibiców - mówi Nowak.

Po walkowerze w meczu z Zawiszą przedostatni w IV lidze Pomorzanin prawdopodobnie spadnie do okręgówki. Klub z Bydgoszczy pnie się w górę - ma szansę zająć drugie miejsce.

Komentarz

Jeśli w ciele jest nowotwór, trzeba go usunąć. Jeśli w lidze jest zespół, który przyznaje się do chuliganów terroryzujących stadiony i nie walczy z nimi - też nie powinno być dla niego miejsca. Inaczej PZPN stanie się organizatorem rozgrywek nie piłkarzy, ale przerośniętych bandytów.