Leniarski: Floyd był najlepszy

W wieku 71 lat zmarł w czwartek w swoim domu w New Paltz koło Nowego Jorku słynny bokser zawodowy Floyd Patterson. Od ośmiu lat cierpiał na chorobę Altzheimera.
Jako pierwszy zaprzeczył powiedzeniu "Oni nigdy nie wracają" i odzyskał tytuł mistrza świata wagi ciężkiej. W 1952 roku w Helsinkach Floyd Patterson miał 17 lat, gdy został pierwszym mistrzem olimpijskim wagi średniej, który zdobył tytuł przez nokaut. Miał 21 lat, gdy pokonał przez nokaut 39-letniego "starego łosia" Archie'go Moore'a i stał się najmłodszym wówczas zawodowym mistrzem wagi ciężkiej. W sumie stoczył 63 walki. 55 wygrał.

Stracił tytuł i go odzyskał w walkach ze Szwedem Ingmarem Johanssonem. Zwłaszcza rewanż był niezwykły: Floyd dwukrotnie leżał w pierwszej rundzie, ale i Johansson oberwał w tym starciu tak, że musiał być liczony. Ostatecznie padł w szóstej.

Patterson był uczniem Cusa d'Amato, który wprowadził też do boksu Tysona. Obaj - Tyson i Patterson - wychowali się w takich dzielnicach Nowego Jorku, przy których warszawska Praga jest żłobkiem. Jednak wiek i dzieciństwo to jedyne podobieństwa między dwoma mistrzami. Patterson - w odróżnieniu od "Bestii" - był rodzajem dżentelmena, delikatnym, wrażliwym skromnym człowiekiem. "Kiedy spotkałem go pierwszy raz, miał 17 lat i po każdym moim pytaniu opuszczał wzrok i patrzył na czubki butów" - wspomina Bill Gallo, komentator gazety "NY Daily News".

Dwie z ośmiu porażek były najbardziej bolesne. Mimo ostrzeżeń d'Amato Floyd podpisał kontrakt na walkę z Sonnym Listonem dysponującym ciosem kruszącym żelbeton. Ich pojedynek w Chicago w 1962 roku był bodaj pierwszym przypadkiem, kiedy bukmacherzy uważali, że mistrz nie jest faworytem. Listona bali się wszyscy, a strach był uzasadniony. Uważano, że Liston nie tylko jest gangsterem, ale też - że wspiera go włoska mafia. - Floyd boi się mnie tak, że nawet nie wejdzie na ring, aby na mnie spojrzeć - drwił Liston. Faktycznie, Floyd chyba się go bał. W pierwszej walce padł na deski i nie wstał już po 2 min pojedynku. - To było upokarzające - wspominał potem. Ze stadionu wyjechał z doklejoną brodą i wąsami, aby nie rozpoznali go fotoreporterzy i dziennikarze. Druga walka skończyła się identycznie - nokautem w pierwszej rundzie. Tyle że Liston w ciągu trzech minut kładł na deski Floyda trzy razy.

Wygląda na to, że Floyd był tchórzem?

Chyba jednak nie. W 1965 roku Liston został znokautowany przez 22-letniego Muhammada Alego w pierwszej rundzie. Patterson po walce poszedł do szatni, ale nie zastał Listona. Poszedł więc do hotelu, w którym mieszkał Liston z całą swoją kilkunastoosobową ekipą mafiosów. W pokoju zastał opuszczonego, pokonanego boksera. „Zacząłem mu mówić, żeby się nie przejmował, że podniesie się, jak mi się udało, mimo że dostałem od niego dwa ciężkie lania. A on nawet nie spojrzał na mnie. Więc mówię dalej, że mi przykro. Cisza. Nie wypowiedział nawet jednego złamanego słowa. W końcu odwróciłem się i wychodzę. Nagle słyszę ciche: »Floyd. Dzięki, Floyd «” - wspominał Patterson w „Sports Illustrated” z 1992 roku.

Patterson był miłym Murzynem, w którym nie było nic z buntownika, co mocno wkurzało uświadomionych czarnoskórych obywateli. Bo czasy były burzliwe. Kiedy walczył z Alim, ten prowokował go, wołając: - No chodź, Białasie! Po latach Ali powiedział: - Liston był najbardziej przerażającym bokserem, Foreman najpotężniejszym, Patterson najlepszym.