Henryk Gruth w Galerii Sławy

Henryk Gruth jako pierwszy Polak znalazł się w Galerii Sławy, którą w 1997 roku powołała Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie (IIHF). W czwartek w Rydze dawny gracz GKS-u Katowice i GKS-u Tychy odbierze honory związane z tym prestiżowym wyróżnieniem


- Pod koniec grudnia zeszłego roku zadzwonił do mnie z wiadomością o nominacji Rene Fasel, prezydent IIHF. Gdy informacja pojawiła się w mediach, zewsząd zbierałem gratulacje. Nie tylko z klubu, ale z całej Szwajcarii - mówi 49-letni Gruth, najlepszy obrońca w historii polskiego hokeja. - Traktuję to wyróżnienie jako nagrodę dla całej generacji zawodników, z którymi grałem w czasach, gdy polski hokej bardziej liczył się na świecie - dodaje.

W Galerii Sławy znajduje się już 90 nazwisk zawodników (są tam także wybitni trenerzy, sędziowie i działacze), w tym tak znanych, jak: Rosjanie - Władysław Tretiak, Anatolij Firsow i Siergiej Makarow, Czesi - Jan Holecek i Jirzi Holik, Kanadyjczyk Wayne Gretzky, Słowak Peter Stastny, Szwed Boerje Salming czy Fin Jarri Kurri. W Rydze, podczas trwających właśnie mistrzostw świata, obok Grutha wyróżnieni zostali: Władimir Pietrow (Rosja), Juhani Wahlsten (Finlandia) i Kent Nilsson (Szwecja). Wahlsten grał w reprezentacji w latach 60., natomiast z dwoma pozostałymi Gruth miał okazję rywalizować na tafli. - W czasach świetności Pietrowa [był środkowym napastnikiem słynnego ataku "sbornej" ze skrzydłowymi Borysem Michajłowem i Walerym Charłamowem - przyp. red.] ja zaczynałem dopiero grać na przyzwoitym poziomie, a z Nilssonem występowałem na szwajcarskich lodowiskach, bo grał tam w tym samym czasie co ja - przypomina Gruth, który pojechał do Rygi odebrać nagrodę razem z najstarszą córką Katarzyną. Reszta rodziny (żona Danuta, córka Ania i syn Kuba) została w Tychach.



Miał talent do futbolu

Gruth pochodzi z Rudy Śląskiej. Jego ojciec Józef był działaczem sportowym i nawet prezesował Grunwaldowi, górniczemu klubowi z dzielnicy Halemba. Tam właśnie Heniek rozpoczął treningi jako trampkarz, ale szybko doszedł do wniosku, że woli zostać hokeistą niż piłkarzem. Zaczął dojeżdżać na treningi w GKS-ie Katowice. Talent do futbolu niewątpliwie jednak miał, w późniejszych latach wykorzystywał go głównie, wspomagając drużynę śląskich dziennikarzy.

W 1972 roku - jako 15-latek - zadebiutował w hokejowej I lidze. Do dzisiaj nikt nie pobił tego rekordu. - To było w Krynicy. W sobotę mecz grali juniorzy, w niedzielę seniorzy. Po sobotnim meczu okazało się, że obrońca pierwszej drużyny doznał kontuzji. Ktoś go musiał zastąpić. Wyszedłem na lód, strzeliłem nawet gola, ale przegraliśmy 1:4 - wspomina.

Kiedy ożenił się z Danutą Chrószcz, koszykarką AZS-u Katowice, stał się członkiem jednej z najbardziej usportowionych rodzin w Polsce. Szwagierki: Aleksandra Piechocka i Zofia Chrószcz były piłkarkami ręcznymi Ruchu Chorzów, jeden szwagier Janusz Chrószcz piłkarzem ręcznym Grunwaldu Halemba, a drugi Janusz Piechocki koszykarzem Baildonu Katowice. Wszyscy występowali w pierwszoligowych klubach! Teraz sportowe tradycje kontynuuje 15-letni syn Gruthów - Kuba. Uczy się w sportowej klasie tyskiego gimnazjum, jest w koszykarskiej kadrze Śląska kadetów. Ma już 190 cm wzrostu.



Z Fetisowem aż się popłakali



Gruth już jako nastolatek trafił do hokejowej reprezentacji. Zawsze podkreśla, jak wiele zawdzięczał wtedy Robertowi Góralczykowi, obrońcy konkurującego z jego GKS-em Baildonu Katowice. - Kiedy coś szło nie tak, wszyscy zwalali winę na mnie, bo byłem najmłodszy. Po jednym z meczów Robert, który grał ze mną w parze, krzyknął w szatni: "Stop. Od niego się odp... Tylko ja mogę zwracać mu uwagę".

Na tydzień przed wyjazdem na igrzyska w 1976 roku, podczas gry w koszykówkę, skręcił kolano. Olimpiadę w Innsbrucku i nieudane występy kolegów oglądał w telewizji, zagrał za to kilka tygodni później na mistrzostwach świata w Katowicach. Wyjechał na lód w trzeciej tercji historycznego meczu, w którym pokonaliśmy 6:4 ZSRR. - W ostatniej chwili zostałem dołączony do kadry jako siódmy, rezerwowy obrońca. Pamiętam, że w meczu z ZSRR ani razu nie wyjechałem z własnej tercji! Ich napór był ogromny. Nam chodziło tylko o to, żeby krążek wybić jak najdalej od własnej bramki - opowiada.

Chociaż Polacy spadli wtedy z grupy A, to i tak zostali narodowymi bohaterami. Gdy kilka tygodni później Gruth szykował się do egzaminów maturalnych, został wezwany do gabinetu ówczesnego I sekretarza partii w Katowicach Zdzisława Grudnia. - Gruth, ty maturę zdajesz w tym roku. Zadzwoń, jakby były jakieś problemy - rzucił dobrotliwie ówczesny władca Śląska i Zagłębia. Maturę hokeista zdał jednak bez zbędnej protekcji. Nie miał także kłopotów z ukończeniem studiów w katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego.

W reprezentacji Gruth grał bardzo długo. Wystąpił w 292 meczach (to krajowy rekord) i zdobył 54 bramki. Zagrał w 15 mistrzostwach świata (1975-93), czterokrotnie na igrzyskach olimpijskich. W Calgary i Albertville był chorążym polskiej ekipy. - W Calgary podczas uroczystości otwarcia stałem obok słynnego Wiaczesława Fetisowa. Obaj tak się wzruszyliśmy, że aż łzy nam poszły... - uśmiecha się.

Gruth najmilej wspomina właśnie kanadyjską olimpiadę. - To były ostatnie igrzyska, gdzie nie było komercji, tylko sport i radość - podkreśla. Biało-czerwoni przegrali wtedy z gospodarzami tylko 0:1 i zremisowali ze Szwecją 1:1. Niestety, afera dopingowa Jarosława Morawieckiego sprawiła, że załamani Polacy zakończyli turniej dopiero na 10. miejscu.

Trenerem Grutha w reprezentacji był przez osiem lat Leszek Lejczyk, dziś dyrektor sportowy w Polskim Związku Hokeja na Lodzie.

- Gruth to jeden z najlepszych graczy, z jakimi pracowałem. Doskonała orientacja w grze, świetne konstruowanie akcji. Poza tym dobry duch zespołu i jego autentyczny przywódca. Mieliśmy ze sobą bardzo dobry kontakt - chwali go.



Najstarsza para w historii igrzysk

W reprezentacji Gruth parę obrońców tworzył najczęściej z Robertem Szopińskim z Podhala Nowy Targ i Ludwikiem Synowcem, który grał w Naprzodzie Janów, a potem razem z Gruthem w GKS-ie Tychy.

- Szopiński to był twardy góral, świetny w destrukcji. Obaj z Heńkiem doskonale się uzupełniali. Na mistrzostwach w Canazei, gdzie wywalczyliśmy awans do grupy A, kiedy ta para przebywała na lodzie, straciliśmy tylko jedną bramkę. I to grając w osłabieniu - przypomina sobie Lejczyk.

Na igrzyskach w Calgary Gruthowi dodano do pary Jerzego Potza, który od lat grał w lidze niemieckiej. - To był mój przyjaciel. Rozumieliśmy się doskonale na lodzie i poza nim. Został nawet ojcem chrzestnym mojej najstarszej córki. W Calgary byliśmy chyba najstarszą parą w historii igrzysk - razem mieliśmy 66 lat! - śmieje się Gruth. Potz zmarł w 2000 roku. Przegrał kilkuletnią walkę z rakiem.

Lejczyk: - Jeśli już miałbym powiedzieć o Heńku coś na nie, to chyba tylko to, że nie miał najmocniejszego strzału. Bo obrońca musi mieć mocne uderzenie "z klepki". No i Heniek nie mógł się też pochwalić najlepszą wydolnością organizmu. Potrafił to jednak zniwelować dzięki doskonałej technice jazdy na łyżwach.

Słynny radziecki trener Wiktor Tichonow miał kiedyś stwierdzić, że para polskich obrońców Gruth - Potz miałaby miejsce w jego "kamandzie".

- Pod względem wyszkolenia technicznego i taktycznego Gruth z pewnością nie ustępował zawodnikom z czołowych ekip świata. Musiałby jednak przynajmniej trzy lata spędzić w ich reżimie treningowym. W najsilniejszych reprezentacjach są po prostu inne obciążenia treningowe - tłumaczy Lejczyk. Czy w swoich najlepszych latach Gruth miałby szansę na angaż w NHL? - Hm, odrobina więcej twardości w grze by mu się przydała - odpowiada Lejczyk.

Gruth: - Trudno porównywać mnie z Mariuszem Czerkawskim czy Krzysztofem Oliwą. Ja nie miałem możliwości wyjazdu do zagranicznego klubu w tak młodym wieku jak oni. Wyjechałem do szwajcarskiego ZSC Zurich dopiero, gdy miałem 28 lat. I tak zrobiono wtedy dla mnie wyjątek za zasługi. Mariusz i Krzysiek zaznaczyli swoją obecność w NHL, ale jednocześnie nie mogli zrobić takiej kariery w reprezentacji, bo po prostu nie mieli na to czasu.

Lejczyk: - Gra Heńka mogła się podobać. Jak jeszcze ktoś ma poczucie własnej wartości, to nie musi jej udowadniać na przykład za pomocą pięści. Ale Heniek nie dawał sobą pomiatać na lodzie. Chyba nawet pamiętam, że raz podjął walkę wręcz z agresywnym przeciwnikiem.

- Nie rwał się bitki, ale potrafił oddać i to tak, że sędzia tego nie widział - mówi Dariusz Wieczorek, jego bliski kolega z reprezentacji i GKS-u Tychy. - Dla mnie Heniek to wzór hokeisty i świetny organizator, także poza lodowiskiem - dodaje.

Gruth potrafił znaleźć się w towarzystwie. Tu opowiedział zabawną historyjkę, tam rzucił jakimś śląskim "wicem". Ale porażki go bolały. Rozmawiałem z nim podczas Igrzysk Olimpijskich w Albertville. Po słabym meczu przegraliśmy akurat ze Szwajcarią. - Brakuje nam pewności siebie. Idzie na przykład Włoch, o którym wiemy, że żaden z niego orzeł. Ale jak przystanie i rozmawia z nami, to traktuje nas z góry, z pozycji mistrza. My jesteśmy grzeczni i tacy cisi, a tylko podczas meczów rzucamy się do walki, ale przypomina to mi raczej walkę kogutów - narzekał z grobową miną. Albertville to były jego ostatnie igrzyska. Od tamtej pory polscy hokeiści nie potrafią zakwalifikować się do turnieju olimpijskiego.



Wróci do polskiego hokeja?

Na krajowych lodowiskach Gruth to była uznana firma. Wielokrotnie wygrywał plebiscyty na najlepszego zawodnika sezonu. Nigdy jednak nie został mistrzem Polski, ani w GKS-ie Katowice, ani w GKS-ie Tychy. W 1995 roku zakończył karierę. Został trenerem w Tychach. Krótko pracował z pierwszą reprezentacją kraju jako asystent Władimira Safonowa. Potem wyjechał trenować drużyny niemieckie i szwajcarskie. Miał kontakty i znał język, bo w drugiej połowie lat 80. grał w ZSC Zurich. Od 1997 roku mieszka i pracuje w Szwajcarii.

- A co miał innego zrobić? Takie jest życie. W Tychach wtedy nic się nie działo - mówi Wieczorek.

Gruth: - Chciałem wykonywać zawód szkoleniowca - nazwijmy to - normalnie. U nas było tymczasem za dużo przeróżnych układów. W Szwajcarii mam kontakt z czołówką światowego hokeja i ciągle mogę się rozwijać jako trener.

Za granicą prowadził kilka klubów, m.in. wielokrotnego mistrza Szwajcarii ZSC Zurich. Jego prezesi zatrudnili go, ponieważ docenili pracę Polaka w II-ligowym GCK Lions, który prezentował bardzo widowiskowy hokej.

- Szwajcarzy traktują mnie jak swojego. Polak wychodzi ze mnie tylko na treningach. Jak drużynie coś nie wychodzi, mówię: "Teraz spróbujemy po mojemu, po śląsku". Krzyknę, podkręcę tempo i efekty są od razu - opowiadał "Gazecie" Gruth. Obecnie jest znowu trenerem GCK Lions (Nationalliga B).

Z problemami polskiej ligi jest na bieżąco. - Kolega przysyła mi gazety, korzystam z internetu. Lekturę zawsze zaczynam od spotkań GKS-u Tychy - zaznacza. Od nowego sezonu w pracy będzie mu pomagał Wieczorek, który zajmie się w Lions szkoleniem bramkarzy. Wcześniej, dzięki pomocy Grutha, kilka razy przebywał w Szwajcarii na stażach trenerskich.

- Za każdym razem oczy mam ze zdziwienia szerzej otwarte. W Szwajcarii najmłodszy junior ma zagwarantowane lepsze odżywki niż u nas mistrzowie Polski - podkreśla Wieczorek.

Gruth: - Oczywiście bardzo tęsknię za rodziną, ale taki to już zawód. W życiu trzeba płacić różne ceny.

- Ostatnio Heniek wpadł do Tychów na święta wielkanocne. Na dłużej jesteśmy razem, kiedy liga ma wakacje. W roku uzbiera się tego jakieś dwa miesiące. A tak pozostaje głównie kontakt telefoniczny - mówi żona, Danuta Gruth.

Dyrektor Lejczyk święcie wierzy, że Gruth wróci do polskiego hokeja. - Ja sam składałem mu już kilka razy propozycję objęcia pierwszej reprezentacji. Kiedyś w końcu odpowie "tak".

Gruth: - Na razie odmawiam, bo i gdzie miałbym się pchać? Bałagan organizacyjny jakoś hamuje mój powrót do kraju. Jestem pełen podziwu dla polskich hokeistów, że w takich warunkach jeszcze chce im się grać.

Henryk Gruth

Ur. 2.09.1957 roku w Rudzie Śląskiej. Rozegrał 292 mecze w reprezentacji Polski. Grał na czterech igrzyskach olimpijskich (1980, 84, 88, 92).

Jako zawodnik

1969-1980 GKS Katowice

1980-1992 GKS Tychy

1985-86 i 1988-90 ZSC Zurich

1992-1995 Tysovia Tychy

Jako trener

1990-1991 grający trener GKS Tychy

1995-1996 Tysovia oraz asystent w reprezentacji Polski

1996-1997 EHC Salzgitter (2 Bundesliga )

1997-1998 EHC St. Moritz (1. liga )

1998-1999 HC Thurgau (Nationalliga B )

1999-2002 SC Kusnacht (1. liga )

2002-2003 GCK Lions (Nationalliga B )

2003-2006 ZSC Zurich (Nationalliga A)

2006 GCK Lions