Adamek: Ja chcę walczyć!

Mówię do Kinga: ?Don, daj Royowi Jonesowi tyle, ile chce - 2 mln dol. Pokonam go i w następnej walce zgarniemy 6 mln!?. Nie zgodził się - mówi najlepszy polski bokser Tomasz Adamek.
Tomasz Adamek od pojedynku w Dusseldorfie z Thomasem Ullrichem 15 października 2005 nie miał okazji do walki i procesuje się o to ze swoim promotorem, słynnym Donem Kingiem. Stawką jest przyszłość 30-letniego mistrza świata (30 walk, 30 zwycięstw, 21 nokautów). 74-letni King, jeszcze niedawno potęga, nie ma już w swojej stajni wielkich bokserów, bo amerykańskie stacje TV nie chcą z nim współpracować. Polak liczy na uwolnienie się od kontraktu - King obiecywał w nim cztery walki rocznie, tymczasem Adamek stoczył dwie w półtora roku i nie widzi perspektyw.

Radosław Leniarski, Michał Pol: Dlaczego mistrz świata trenuje w salce na Rozbrat w Warszawie, a nie w mistrzowskich gymach w USA?

Tomasz Adamek: A po co mam siedzieć w Stanach, skoro wiadomo, że w najbliższych dwóch miesiącach nie dostanę walki w obronie tytułu. Obijać worki mogę i w Polsce. Tu mam rodzinę. Kolegów, z którymi mogę potrenować, pomóc im trochę, wesprzeć duchowo. Tymczasem staram się rozwiązać kontrakt z Donem Kingiem. Jak się uda, natychmiast lecę szykować jakiś pojedynek. Kiedy to będzie? Musiałbym być prorokiem, żeby odpowiedzieć, ale mam nadzieję, że niebawem. Wszystko wskazuje na to, że wygramy sprawę z Kingiem w sądzie.

Dlaczego nie chce Pan już współpracować z legendarnym Kingiem, tylko wracać do starego promotora - Boxing Europe i Ziggy Promotions Ziggy'iego Rozalskiego?

- Bo wtedy wreszcie będzie łatwo o walkę. Przecież King nie jest w stanie mi nic zorganizować od tylu miesięcy, choć mam to zapisane w kontrakcie. O tytuł mistrza świata w USA chce walczyć każdy. I my się z nimi dogadamy na pewno. Ziggy zna dobrze najlepszych menedżerów. Chcemy walczyć z jakąś wielką postacią w USA, obojętnie, czy będzie to Glen Johnson, czy Antonio Tarver. Wygrywam, robi mnie to milionerem i ustawia jako boksera numer 1 w USA. Jeśli przegram, oddaję mu pas. To będzie moje ryzyko. I to jest cała polityka.

King nie może Wam zorganizować walki, a Wy sami sobie poradzicie?

- King powiedział mi ostatnio, że Roy Jones chciał od niego 2 mln dol. za walkę ze mną. King powiedział mu, że tyle nie da. Ja mu mówię: "Don, daj mu 2 mln. Za następną walkę weźmiemy 6 mln!". Nie zgodził się. A ja nie mogę czekać. Czekanie to wieczność. Roy Jones i inni skończą niebawem karierę i trudno będzie zarobić dobre pieniądze. Ja zresztą zadowoliłbym się mniejszą sumą, byle walczyć. Jak nie z Jonesem, jak nie z Tarverem, który ma walkę z Bernardem Hopkinsem w czerwcu, to z Glenem Johnsonem.

Nie mam do Kinga pretensji. Ale jest skłócony z telewizjami. Żadna nie chce z nim gadać. A telewizja to pieniądze. King ma własną stację pay-per-view i sprzedaje transmisje walk swoich zawodników, ale nie ma konia pociągowego, który przyciągnie widownię do transmisji za 50 dol. od gniazdka. Takim koniem byłby Andrzej [Gołota], ale przegrał z Lamonem Brewsterem. Takim koniem mógłbym być ja, ale King nawet nie pokazał w USA mojej walki z Briggsem. Potem mówił, że bardzo żałuje. King nie ma pięściarzy, nie ma telewizji - dlatego nie zorganizuje mi walki, jestem tego pewien.

Jeśli będę wolny, jeśli wszystko pójdzie dobrze, uda się zorganizować walkę w czerwcu, a następna powinna się odbyć w sierpniu. Bo przecież nie będę bąków zbijał. Chcę walczyć co trzy miesiące. Czyli chwila odpoczynku i znowu praca, bo kariera nie trwa długo. Nadchodzi czas, żeby zarobić duże pieniądze, i trzeba będzie posiedzieć w USA. Przy okazji moi koledzy z Polski zarobią, bo będą walczyć na tych samych galach co ja.

King słynie z trudnego charakteru. Jak zareagował na to, że chcecie z nim rozwiązać kontrakt?

- Przyjechaliśmy do niego jako przyjaciele. Ale jak wychodziliśmy, to myślę, że w jego głowie byliśmy wrogami. Poszło o przetarg. King powiedział, ile chce nam dać za walkę z Paulem Briggsem [Adamek musi obowiązkowo stoczyć walkę w obronie tytułu mistrza świata wagi półciężkiej wersji WBC, kontrakt musi zostać podpisany do 15 lipca, zaś walka odbyć się w ciągu 90 dni od tej daty - red.]. Tymczasem wiemy, że Briggs nie jest jeszcze gotowy do walki. Nie chce ze mną teraz walczyć. A ja nie chcę walczyć za małe pieniądze. Wolę iść na przetarg [przetargi są przeprowadzane zwykle wtedy, gdy walka jest obowiązkową obroną, a pięściarz nie ma podpisanej umowy np. z telewizją lub innym dużym sponsorem i szuka źródeł, aby ją sfinansować - red.]. W takim przetargu może uczestniczyć polska telewizja, może australijska, może amerykańska. Będę walczyć u tego, kto da więcej. Według przepisów dostaję 75 proc. pieniędzy z przetargu. Więc to mogą być niezłe pieniądze. Nie będę walczył za ochłapy. Przecież gdyby do hali w Chicago weszło 20 tys. osób, to już są 2 mln z biletów. Rozmawiałem z Sethem Abrahamem, jednym z szefów HBO. Powiedział, że od ręki podpisałby ze mną kontrakt!

Jak oznajmiłem o tym przetargu Kingowi, to krzyczał, wygrażał. Ale to jego gra. Myślał widocznie, że jesteśmy głupi Polacy. A my mamy najlepszego prawnika - Pata Englisha, który reprezentował już wielu znanych bokserów i wygrał z Kingiem wszystkie sądowe pojedynki. Jak Kingowi powiedzieliśmy, że English dla mnie pracuje, to zbladł.

Jak wygląda Pana dzień w USA?

- Trenowałem sobie w gymie u Ziggy'ego w New Jersey. W międzyczasie załatwiałem sprawy z Kingiem. Byłem na Florydzie, trenowaliśmy i tam. Najgorzej, że po treningu nie miałem co robić i się nudziłem troszeczkę. Bo tak jest, kiedy bokser nie ma na oku walki.

Lubi Pan Amerykę?

- Nawet jakbym nie lubił, to taką mam pracę. USA to mekka boksu - największe pieniądze, najlepsi zawodnicy, sparingpartnerzy, największe telewizje: HBO, ESPN, Showtime, cała śmietanka. Andrzej Gołota, trenując w Polsce, nigdy nie osiągnąłby tego co tam. Musi pokazywać się w telewizji, nakręcać zainteresowanie. Nie, żeby źle mi było w Polsce, tylko tu się nie zrobi kariery. Stany są OK. Mieszkałem w Jersey City, koło Ziggy'ego. Jak człowiek ma przy sobie rodzinę, to wszystko mu się podoba. Do wszystkiego się przyzwyczai. Moja żona była w USA kilka razy i jej się podoba.

Mógłby Pan tam zamieszkać na stałe jak Gołota?

- Jakbym miał walczyć w USA tak długo jak on, to trzeba się będzie przenieść. Jeśli tam jest chleb, jeśli w Polsce nie ma perspektyw, to czemu mam się nie przenosić? Co moje dzieci będą robić w Polsce bez ojca? Mieszkać trzeba tam, gdzie się zarabia pieniądze. Jak dostanę walkę, wygram i zarobię, to tam zainwestuję. Mnie jest zresztą wszystko jedno, gdzie mieszkam - w Polsce czy w USA - byle tylko, jak wracam wieczorem z pracy, w domu była rodzina. Ale nie jest powiedziane, że na stare lata osiądę w USA, że już tu nie wrócę.

Czego w USA najbardziej Panu z Polski brakuje?

- Powiem po chrześcijańsku - wiary. Ludzie tam nie chodzą do kościoła. Nie szanują Boga, zapomnieli o nim. Niby wszyscy są bardzo religijni, w tym prawie wszyscy pięściarze, bo przecież jak się stanie na ringu, to skądś trzeba wziąć siły. Ale kościoły są puste. Z drugiej strony ostatnio znów szanuje się w USA księży. W Polsce ludzie boją się księdza. A w USA wszyscy zaczepiają na ulicy i pytają: "Co z nami będzie?". Bo rzeczywiście, co będzie? Zmarł nasz Papież, nie ma już świętych na ziemi. Ksiądz Józef, mój przyjaciel z miejscowości Eureca, był w Nowym Orleanie, który nawiedził huragan "Katrina", i mówił, że nadchodzą apokaliptyczne czasy. I Nowy Orlean, miasto rozpusty, został ukarany jako pierwszy. Wielu ludzi się z tego powodu nawróciło. Nie chcę o tym zbyt wiele mówić. Napiszę o tym w książce, która powstaje. Będzie bardzo religijna.

W wolnym czasie pewnie Pan chodził do kina. Widział Pan może ten oscarowy film Clinta Eastwooda "Za wszelką cenę" o tragicznej historii bokserki?

- Nie oglądałem. Nie lubię oglądać fabularnych filmów o boksie, bo śmieszy mnie aktorstwo. To nie boks, wszystko udawane, co łatwo wychwytuję. Nie cierpię tego. Jako mały dzieciak oglądałem "Rocky'ego" i podobał mi się. Jak ostatnio był w telewizji, wyłączyłem telewizor.

Czy przez taką długą przerwę nie zapomni Pan boksu? Dziś [we wtorek] Piotr Wilczewski kilka razy porządnie sprawdził Pana w sparingu.

- I tak myślałem, że będzie gorzej, bo to mój pierwszy sparing po walce w Düsseldorfie. Trenowałem przez ten czas, biegałem, łapałem trochę techniki z Andrzejem Gmitrukiem, ale dziś był pierwszy sparing. Jest przyzwoicie i myślę, że szybko dojdę do formy, tylko muszę częściej sparować. Chciałem to zrobić - choć bokserzy sparują, kiedy już mają jakąś walkę na oku. Zostanę jeszcze dwa tygodnie w Polsce, jadę do Gilowic, gdzie będę trenował w mojej salce.

Najbliższym rywalem Adamka powinien być: