Boks. Białorusin odebrał tytuł Brewsterowi

53 sekundy wystarczyły Lamonowi Brewsterowi, aby w maju zeszłego roku położyć na amen Andrzeja Gołotę w ich walce o tytuł mistrz świata wagi ciężkiej wersji WBO. Ten sam Brewster przegrał w sobotę w Cleveland na punkty z Białorusinem Siergiejem Liachowiczem
Amerykanin przyjął setki uderzeń od Liachowicza, ale ustał na nogach do końca. I przegrał. Przegrał z walczącym i wyglądającym jak trochę bardziej otłuszczony klon Gołoty (193 cm wzrostu, 108 kg wagi). Po obejrzeniu tego pojedynku Polaka musi boleć głowa od wyrzutów sumienia - pas naprawdę był blisko, gdy walczył z Brewsterem.

30-letni "Biały Wilk" z Witebska (23 zwycięstwa, 1 porażka, 14 nokautów) został zaatakowany przez 33-letniego Brewstera (33 zwycięstw, 3 porażki, 29 nokautów) od pierwszych sekund, jednak nie tak szaleńczo jak Gołota. Widocznie nowy trener Amerykanina, znany niegdyś pięściarz wag lekkich i mistrz świata James "Buddy" McGirt, uznał wyjątkowość Polaka. A głównie to, że tylko on na całym świecie jest bezbronny w pierwszej rundzie jak osesek obudzony w środku nocy. "Buddy" McGirt zresztą zna dobrze Gołotę - mieszka w Nowym Jorku, często ćwiczy w gymie Ziggy Rozalskiego, a jego trenerem był sąsiad Rozalskiego Al Certo, który przygotowywał Gołotę do pojedynku z Mikiem Tysonem.

Decydujące w pojedynku z Cleveland okazały się rundy piąta, szósta i siódma, kiedy Brewster, widząc, że Liachowicz zbyt dobrze broni się lewymi prostymi utrzymującymi duży dystans, postawił wszystko na jedną kartę. Przypuścił szturm, który omal nie skończył się nokautem Białorusina. Jednak Liachowicz przetrzymał atak, w najgorszym momencie tylko przyklękając na jedno kolano i dając się wyliczyć do 8. A potem kontrował.

Brewster musiał wtedy zwątpić w zwycięstwo. Pięściarz, który wykazywał się dotąd wielką wolą walki - z niemieckim Albańczykiem Luanem Krasniqi przegrywał na punkty i znokautował go w dziewiątej rundzie; podobnie w było z Władimirem Kliczko, tyle że znokautował Ukraińca wcześniej - dawał się już tylko okładać. Dramatyczna była dziewiąta runda, w której Brewster przyjął dziesiątki ciosów, nie odpowiadając niemal na żaden. Jak to się stało, że jego szczęka to wszystko wytrzymała? Liachowicz wygrał u wszystkich sędziów - 117:110, 115:113, 115:112 - i natychmiast zniknął w ramionach promotora Dona Kinga.

Pojedynek miał kilka znaczących niuansów. Toczył się w Cleveland, mieście rodzinnym Kinga, co wskazuje na to, że Don ma wszędzie indziej kłopoty. W Cleveland nie było walki o mistrzostwo świata wagi ciężkiej od czasu starcia Michaela Dokesa z Gerrim Coetzee w 1983 roku; przekaz kupiła kablówka Showtime, jedyna, która jeszcze współpracuje z Kingiem.

Wschód bije Zachód, a Gołota nie szuka boksu

Sobotni pojedynek pokazał, czym niedługo zakończy się najazd bokserskich hord ze Wschodu - otóż pełnym zawojowaniem wagi ciężkiej. Tytuł WBO ma Białorusin Liachowicz, WBC - rosyjski gigant Nikołaj Wałujew, za trzy tygodnie Ukrainiec Władimir Kliczko będzie walczyć z Chrisem Byrdem o tytuł wersji IBF, a ponieważ walka odbędzie się w Niemczech, zwycięstwo Kliczki jest niemal pewne. Wreszcie Hasim Rahman musi bronić tytułu WBC z Olegiem Maskajewem z Kazachstanu. Gdzie jest Gołota, który zapoczątkował szturm ludzi ze Wschodu na wagę ciężką? - Nie szuka boksu. Jest spokojnym milionerem - powiedział "Gazecie" Tomasz Adamek, mistrz świata wagi półciężkiej.