Jacek Sarzało: Wyrzucać z ligi za głupotę

Im więcej meczów przekładanych jest w ekstraklasie, tym głośniejsze słychać narzekania.
Utyskują już właściwie wszyscy - piłkarze, trenerzy, działacze i kibice. Że to parodia nie liga, że warunki anormalne, że to bez sensu grać na takich boiskach. I obawa największa - jak tu się zmieścić z wszystkimi meczami w kalendarzu, który ze względu na mundial ma być radykalnie skrócony...

Co do tego ostatniego problemu sprawa jest prosta. Dopóki do zakończenia sezonu więcej jest dni niż kolejek do rozegrania - nie ma żadnej sprawy. Dopiero gdy proporcje się odwrócą, będzie można się zastanawiać. Na razie jest tak, że jeżeli najbardziej zagrożona wzmożoną częstotliwością występowania płocka Wisła - rundy jeszcze nie zaczęła, a w Pucharze Polski czekają ją jeszcze jedno lub trzy spotkania - wznowi ligę w najbliższą sobotę (a tak ma być według nie zmienionej jeszcze najnowszej rozpiski...), do 13 maja, czyli finiszu wiosny, czeka ją 14 lub 16 pojedynków. Ma na to 49 dni. A więc półtorej godziny pracy raz na trzy doby. Grać nie umierać, prawda? I przywoływanie przykładów z lig zagranicznych jest tu równie uprawnione, co banalne. Bo tak naprawdę chodzi o to, że dwa mecze w tygodniu to już w dzisiejszym futbolu żaden argument, to po prostu dawka standardowa. Polscy piłkarze i tak powinni się cieszyć, że sezon nie trwa u nas - dajmy na to - dziewięć miesięcy.

Czym innym jest za to mierzenie się z pogodą. To rzeczywiście irytujące i wręcz niesportowe, kiedy przygotowania trwają dwa razy dłużej niż sama runda, a i tak jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego piłkarzy pokonują lód, śnieg i mróz. Tylko że przy okazji powstają idee kosmiczne i komiczne. Jedni chcą zmiany systemu rozgrywek na sezon wiosna-jesień, od którego w pogoni za Europą odeszliśmy ponad 40 lat temu, inni postulują wydłużenie rozgrywek do lipca. I każdy, kto wymyśla abstrakcje, jest jak Koziołek Matołek - szuka po całym świecie tego, co jest bardzo blisko.

Bo rozwiązanie jest łatwiutkie. Popatrzmy - z kim zima rzeczywiście na razie wygrywa do zera. Z bezsilnymi, bo nieprzewidującymi. Dziś chyba wszyscy już zdają sobie sprawę, że jedynym ratunkiem jest system ogrzewania murawy. Kluby, które nie zainstalują go do następnych chłodów, powinny zostać karnie przeniesione do ligi futbolu halowego. Za głupotę.