Marczułajtis: Przepraszam, że zawiodłam

Miała być walka o medale, a wyszła totalna klapa. Jagna Marczułajtis pojechała na igrzyskach najgorzej w sezonie, popełniła błąd, jaki nie zdarzył jej się od lat i przegrała awans do finału o 0,01 s . - Nie wiem, co się stało - mówiła zalewając się łzami
Robert Błoński, Jakub Ciastoń: Co się stało w tym drugim przejeździe?

Jagna Marczułajtis: - Po prostu nie wyszło. Raz się udaje, raz nie.

Ale co dokładnie, popełniła Pani jakiś błąd techniczny?

- Nie wiem. Pierwszy przejazd pojechałam bardzo dobrze, uzyskałam niezły czas. Wiedziałam już, że finał jest na wyciągnięcie ręki. W drugim miało być tak samo, chciałam po prostu powtórzyć to, co już raz zrobiłam dobrze... może trochę za bardzo chciałam. Czasem jak się chce za bardzo, to nie wychodzi.

Ciocia mówi, że mogło decydować przeziębienie.

- Nie ma co zwalać na chorobę. Doszłam już do siebie, czułam się silna, nie narzekałam na problemy ze zdrowiem. Co więcej, tu naprawdę można było powalczyć, były świetne warunki, bardzo dobry śnieg, dobrze przygotowana trasa, choć ja wolę zwykły slalom, gdzie bramki są poustawiane jeszcze ciaśniej.

Jeździ Pani od niedawna na nowych deskach, może to ich wina...

- Nie, deski są OK. Nie szukajmy już tych błędów, po prostu się nie udało. To jest sport! Trzeba się podnieść i iść dalej.

Czy może Pani zdjąć gogle (nie widać w nich zapłakanych oczu)?

- Gogle zdejmę najwcześniej jutro, czyli jak wrócę do Polski.

Start olimpijski był jednak najważniejszy, a akurat w nim wypadła Pani poniżej oczekiwań.

- To nie jest takie proste. Z punktu widzenia zawodnika igrzyska to start jak każdy inny, tylko inaczej się nazywa. Różnica jest w oczekiwaniach kibiców i mediów. Liczyli, że będzie medal. Przepraszam więc, że zawiodłam, ale na tych igrzyskach zawiodła większość polskich sportowców.