Płakała Jagna, płakała

:
-
Miała być walka o medale, a wyszła totalna klapa. Jagna Marczułajtis pojechała na igrzyskach najgorzej w sezonie, popełniła błąd, jaki nie zdarzył jej się od lat i przegrała awans do finału o 0,01 s . - Nie wiem, co się stało - mówiła zalewając się łzami
17. miejsce - znów piękna katastrofa, znów na oczach tłumu działaczy PKOl i wszystkich polskich dziennikarzy. Przyjechał nawet Zbigniew Boniek.

Zaczęło się dobrze. W kwalifikacjach, z których do finału awansuje 16. zawodniczek z najlepszymi czasami, Marczułajtis jechała w parze z Rosjanką Jekateriną Tudigeszczewą. Uzyskała dziewiąty czas na 30 startujących. Finał wydawał się formalnością, tym bardziej że czwarta zawodniczka z Salt Lake City eliminacje jeździła zawsze z rezerwą, bezpiecznie, sprężała się i ryzykowała dopiero w drugiej fazie, gdzie walczy się jeden na jeden, a przegrywająca odpada. Wystarczyło tylko spokojnie zjechać ze stoku po raz drugi. Marczułajtis zaczęła dobrze, pierwsze bramki mijała ciasno, nie traciła prędkości, dotrzymywała tempa Rosjance. Czar prysł gdzieś w jednej trzeciej trasy. Jagna minęła dwie bramki takimi łukami, jakby chciała na autostradzie wyminąć TIR-a, chwilę później zupełnie straciła prędkość, stanęła. Nim się znów rozpędziła, Rosjanka cieszyła się już na mecie z najlepszego czasu. Marczułajtis dojechała z 10. wynikiem. Ale na górze było jeszcze osiem rywalek. Polka stała więc na mecie i ze zrezygnowaną miną czekała na dwa cudy, czyli wywrotki przeciwniczek. Szczęśliwy awans był blisko, bo najpierw przewróciła się Kanadyjka Alexa Loo, a w ostatniej parze upadła Heidi Krings. Marczułajtis aż podskoczyła z wrażenia, obserwując spóźniony finisz Austriaczki, ale, niestety, strata była za mała, by uratować Jagnę. Przegrała awans o 0,01 s.

- Nie wiem, co się stało, nie rozumiem. Widzieliście, że zabrakło tylko jednej setnej? - powiedziała Marczułajtis, ale nie była w stanie rozmawiać, bo po policzkach lały się wielkie łzy. Musiała się uspokoić: - Pół godziny to za dużo, dajcie mi kwadrans.

Co się stało tam na górze? - Po prostu dziadowsko zjechała - po góralsku oceniła Zofia Rumińska, ciotka Jagny, która na igrzyskach pełniła rolę jej masażystki. - To trochę przez tę ogromną presję, wszyscy powtarzali, że ma być wysoko, że jest ostatnią nadzieją Polski - dodała Rumińska. Jej zdaniem o słabym występie mogła też zadecydować choroba, bo Marczułajtis przyjechała na igrzyska przeziębiona.

- To był najgorszy błąd Jagny od kilku lat, tak złego przejazdu dawno już nie miała, nawet na treningach - rozwiał jednak spekulacje trener Polki Piotr Paluch. Jego zdaniem Marczułajtis pojechała zbyt bezpiecznie. - Zbyt nerwowo - uważa z kolei Jagna. Zawodniczka i trener zgodni byli w jednym. - Nie wiemy, co się stało tam na górze, musimy to obejrzeć na wideo - stwierdzili.

Złoto zdobyła główna faworytka Szwajcarka Daniela Meuli, która w finale pokonała Niemkę Amelie Kober. Brąz dla Amerykanki Rosey Fletcher. Druga z Polek Blanka Isielonis zajęła 27., czwartą od końca lokatę.

17. miejsce Jagny Marczułajtis i przegranie kwalifikacji o 0,01 s. to efekt...