Kuttin wszystko odwołał

- Jestem dumny ze skoczków, z tego piątego miejsca, tym bardziej, że pracowaliśmy ostatnio pod ogromną presją - powiedział po konkursie drużynowym trener Heinz Kuttin. Jego stosunki z dziennikarzami były ostatnio bardzo napięte, doszło do tego, że specjalną konferencję prasową, by mogli z nim porozmawiać, zwołał PKOl
- To chyba mój największy sukces od rozpoczęcia pracy w Polsce - stwierdził Austriak. Przyznał, że po pierwszym skoku Roberta Matei przez sekundę pomyślał nawet o medalu.

Kuttin przyszedł uśmiechnięty, przywitał się z Apoloniuszem Tajnerem (ale nie usiedli obok siebie), a potem odkręcał wszystko, co powiedział w sobotę po konkursie na dużej skoczni. Żalił się wówczas, że jest wypalony, że ciężko mu się pracuje w Polsce, odkąd rządy w PZN przejął Tajner, że ten bez porozumienia z nim nawiązał współpracę z profesorem Jerzym Żołądziem. Zarzucił też drugiemu trenerowi Łukaszowi Kruczkowi, że ten "przeszedł na stronę Tajnera".

W poniedziałek Kuttin powiedział, że już sobie z Kruczkiem wszystko wyjaśnili, a całe zamieszanie wynikało raczej z błędu w tłumaczeniu jego wypowiedzi. Austriakowi nie podobała się tylko forma nawiązania współpracy z Żołądziem, a nie sam fakt (wczoraj profesor zadzwonił z gratulacjami). Kuttin nie chciał rozmawiać na temat swych stosunków z Tajnerem i powtórzył, że nie podjął na razie żadnych decyzji co do swojej przyszłości. - Kontrakt mam do końca kwietnia, potem jestem wolnym człowiekiem. Nie wiem jeszcze, co będę robił - powiedział Kuttin. Wszystko wskazuje jednak na to, że kontraktu z PZN nie przedłuży.

Co Kuttin sądzi o Małyszu, który mówił, że brakuje mu motywacji? - Może Adamowi czasami przeszkadza to, że chce wszystko robić perfekcyjnie. Gdyby czasami trochę się wyluzował, być może odnalazłby z powrotem swoje dalekie skoki - zakończył trener Polaków.

Jak oceniasz występ naszych skoczków?