Igrzyska w kapciach: Nie podskakuj naszemu!

Jakie cechy powinna mieć idealna dyscyplina sportu? Sporo emocji, niewiadomą wygranej, jaskrawe kolory, kilka upadków i dramatyczne zwroty akcji. I zupełnie niespodziewanie coś takiego można było odkryć w czwartkowe popołudnie - podczas zawodów snowcrossu snowboardzistów
Samo to, że w nazwie tej konkurencji są tylko zagraniczne słowa i na dodatek aż dwa razy "snow", świadczy o tym, że te niebywałe emocje Międzynarodowy Komitet Olimpijski skrywał przed nami celowo przez wiele lat. Najwyraźniej szefowie światowego sportu postanowili, że zmagania wariatów na deskach trzeba wprowadzić do igrzysk, udowodnić, że to bez sensu, a potem szybko zlikwidować. Dlatego w snowboardzie były najpierw takie sobie slalomy, a ostatnio dziwaczne akrobacje w półrurce, o których już w tej rubryce było.

Tymczasem okazało się, że można zrobić z tą deską coś, co jest ciekawe. Kolega Darek też nie przeoczył snowcrossu. - To zupełnie jak żużel, tylko w innych kolorach i ciekawsze - zauważył. No tak - a także z górki i to stromo. W żużlu, jak jeden zawodnik skasuje drugiego, powtarzanie biegów staje się czasami zmorą telewizyjnych transmisji. A tu? Prosta sprawa. Leży - jego wina.

Takiego pecha miał jeden z faworytów. Nie wiedział, biedaczek, że obok niego jedzie ambitny Polak. Naszego zawodnika poniosła fantazja, poleciał wysoko, zamachał rękami jak wrona w okresie godowym i spadł prosto na rywala, wysyłając go w buraki. Ha! Uważaj, frajerze, jak nasi szarżują!

Drugiemu naszemu reprezentantowi nie udało się nikogo skasować, choć też przyjechał ostatni po dramatycznym ataku na jednym z ostatnich wiraży. Za to dzień później prasa w całej Polsce zamieściła całostronicowe ogłoszenia opłacone przez sponsora z hasłem: "Matys! Dziękujemy za start w igrzyskach". Baron de Coubertin mógł być zadowolony. Idea startu dla startu po wielu latach znów zwycięża.

Pewna dawna mistrzyni sportów zimowych niedawno stwierdziła, że do Turynu się nie wybiera. Dlaczego? - Bo to wszystko najlepiej widać w telewizji, a na miejscu są odległości - mówiła. I nic nie widać - powinna dodać. Dlatego taki sport jak snowcross jest stworzony do telewizji. Gorzej z komentowaniem. Mało widoczne kolorowe kamizelki zmyliły niejeden raz komentatora Burnosa z Eurosportu, a szybko biegnące sekundy wytrącały z rytmu komentatora Uznańskiego z TVP. - Będzie dobry wynik!!! A nie, jednak nie... - mówił wiele razy.

Tak czy owak, zabawa była znakomita. Kogo interesuje Jagna Marczułajtis i jej czerwony biustonosz na okładce "CKM"? Ona już jest passé ze swoim slalomem gigantem równoległym. Równoległość już nikogo nie rusza. Poprosimy więcej szaleńców na desce prujących po bandach!

Która ze snowboardowych konkurencji jest najciekawsza?