Kobiety chcą poskakać

Pędzą na złamanie karku na nartach, strzelają i biegają w biatlonie, zjeżdżają z ogromną prędkością na sankach i robią akrobatyczne ewolucje na snowboardzie. Kobiety na igrzyskach nie mogą tylko skakać na nartach. Ale to ma się zmienić.
O żeńskich skokach narciarskich mówi się w kontekście igrzysk od olimpiady w Nagano w 1998 roku. Ale Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) na razie odmawia podejmowania poważnych negocjacji w sprawie włączenia kobiecych skoków w program olimpiad. Jednak ostatnio FIS ponoć zgodziła się na włączenie tej dyscypliny do narciarskich mistrzostw świata, które odbędą się w 2007 roku w japońskim Saporro. Kongres FIS ma to ogłosić w maju i jeśli projekt zostanie zaakceptowany, to otworzy to furtkę do konkretnych ustaleń odnośnie igrzysk. A plan "skoczkiń" jest prosty - występ w Vancouver w 2010 roku.

Najbardziej zależy na tym zawodniczkom z trzech państw - Kanady, Norwegii i USA, bo to właśnie zawodniczki z tych państw zajmują czołowe miejsca w Pucharze Kontynentalnym. Głównym argumentem przeciwko włączeniu kobiecych skoków do programu igrzysk jest to, że w obecnej rywalizacji uczestniczy za mało krajów - w Pucharze Kontynentalnym sklasyfikowane jest 50 zawodniczek z 14 państw. Prezydent FIS Gian-Franco Kasper uważa, że to za mało na olimpijską rywalizację. Działaczom skoków kobiecych kompletnie to nie przeszkadza.

- Załóżmy, że dostaniemy się do igrzysk w 2010 roku - zastanawia się Deedee Corradini, działacz z USA. - Skoro już teraz mamy tyle zawodniczek, to wyobraźmy sobie jak się ten sport rozwinie, jeśli zapadnie korzystna dla nas decyzja. To kwestia czasu.

Drugim argumentem FIS przeciwko kobiecym skokom jest bezpieczeństwo zawodniczek. Ale ten argument zwolennicy żeńskiej odmiany tego sportu zbywają łatwo twierdząc, że takie samo niebezpieczeństwo i ryzyko upadku, czy kontuzji dotyczy mężczyzn.

Czy skoki narciarskie kobiet powiny się znaleźć w programie igrzysk?