Ligocka: sędziowie byli na imprezie

:
-
Paulina Ligocka 17. w zawodach halfpipe'u. Sędziowie byli w niedzielę na jakiejś imprezie. Chyba się źle poczuli, bo dziś wyraźnie polecieli sobie w jajko - narzekała Polka po zawodach w rynnie, która w Pucharze Świata w tej konkurencji zajmuje trzecie miejsce
Zawody halfpipe'u (nazwa od mającej wygląd półrynny, w której jeżdżą zawodniczki) przypominają łyżwiarstwo figurowe. Nazwy ewolucji mało kto odróżnia, ciężko od razu powiedzieć - czy był to obrót o 540, 720, czy 900 stopni, czy "grab" był chwycony dokładnie (czy, w powietrzu, złapała deski i zawisła na moment w powietrzu), no i czy haakon (salto przez głowę z obrotem) był podparty i czy deska nie zakantowała...

Na wieży sędziowskiej siedzi pięciu panów, którzy oceniają. Każdy może przyznać od 0 do 10 punktów. Czyli maksymalna nota wynosi 50. Takiej nie otrzymał nigdy nikt. Bo nigdy nie było i nie będzie przejazdu perfekcyjnego. Zawsze przecież można wymyślić coś nowego. Więcej niż 42-43 punkty to, tak naprawdę, nota marzeń.

Halfpipe to fantastycznie relaksująca konkurencja. Kilka godzin na świeżym powietrzu. Świeci słońce, z głośników nieustannie płynie muzyka. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, bo - na igrzyskach - zawodniczki mogły same wybrać, czy chcą fikać koziołki w rytm, hip-hopu, techno, country, disco czy rocka. Wybór ogromny, najczęściej jednak słychać hip-hop. Nic dziwnego - snowboardzistów i raperów łączy moda i krok spodni opuszczony do kolan. Zawody to sielanka. Słychać piski, krzyki, wrzawę podczas udanej ewolucji. Można też wygwizdać i wybuczeć sędziów (nikt tego nie zrobił po pierwszym przejeździe Ligockiej). Ci jednak nic sobie z tego nie robią. - Podpadli mi strasznie - powiedziała o sędziach Polka, której w pierwszym przejeździe towarzyszył MC Hammer, a w drugim - Kris Kross.

Zawodniczki są jakby spod kalki. Niewysokie i krępe - chodzi o dobrze umiejscowiony środek ciężkości, by po wykonaniu salta przez głowę bezpiecznie wylądować i utrzymać równowagę. Ligocka jest jedną z niewielu zawodniczek na świecie, która skacze wspomnianego haakona (z trikami). Skoczyła go w pierwszym przejeździe, zachwycony tłum westchnął z podziwu. Lądowanie nie było jednak zbyt czyste, a wcześniejsze "graby" oraz obroty nie zrobiły wrażenia. - Za taki sam przejazd w szwajcarskim Leysin dostałam ponad 39 punktów. A tutaj niespełna 32 - narzekała Polka.

Wtedy, w Leysin, wygrała zawody Pucharu Świata, ale na starcie zabrakło najlepszych Japonek i Amerykanek, które w PŚ startują, tylko jeśli potrzebują punktów do kwalifikacji olimpijskich. Niektórzy widzieli Ligocką przynajmniej w finale, jeśli nie na miejscu punktowanym (w ósemce), a znaleźli się i tacy, którym śniło się podium. To mniej więcej tak, jakby Marcina Bachledę po wygraniu zawodów PŚ bez Finów, Norwegów, Austriaków i Niemców typować do dziesiątki konkursu olimpijskiego.

W drugim przejeździe Ligocka, zamiast pójść na całość, spróbować się poprawić, powalczyć o miejsce w finałowej dwunastce, zaryzykować dynamiczniejszy przejazd, więcej obrotów, wyższe wyskoki, bardziej udane salto, pojechała zachowawczo. - Nie ryzykowała, bo mogłaby w ogóle nie dojechać do mety - tłumaczył trener Pauliny Władysław Ligocki. Z takim nastawieniem nie ma czego na igrzyskach szukać. Ligocka pojechała gorzej niż w pierwszym przejeździe, a i tak... dostała taką samą notę jak wcześniej. I odpadła.

Wczoraj wrażenie na sędziach robiły jednak wysokie na kilka metrów wyskoki, powietrzne piruety i czyste lądowania aniżeli salto przez głowę. Słońce świeciło, muzyka grała, kibice mieli fantastyczną zabawę. A sędziowie - oceniali. Wygrała Amerykanka Hannah Teter.