Sport.pl

Turów - Prokom 74:93

Tylko na pierwszych dziesięć minut meczu koszykarzom Turowa starczyło sił, umiejętności i szczęścia, aby toczyć wyrównaną walkę z Prokomem. Potem było już źle i coraz gorzej - w efekcie gospodarze zostali rozgromieni 74:93. - Na parkiecie zachowywaliśmy się jak dzieci we mgle - komentował po meczu skrzydłowy Turowa Hubert Radke.
:
-
Trudno nie przyznać mu racji, bo to, co Turów zaprezentował w niedzielnym pojedynku, to lekki wstyd. Mało kto oczekiwał od gospodarzy, że zwyciężą z wyżej notowanym rywalem, jednak gra i styl porażki zgorzeleckich koszykarzy był fatalny, momentami wręcz kompromitujący.

Zaczęło się nieźle, bo po siedmiu minutach Turów prowadził już 17:9 i wydawało się, że gospodarze są w stanie powtórzyć wyczyn z pierwszej rundy, gdy zgorzeleccy koszykarze niespodziewanie pokonali w Sopocie Prokom 92:78. W niedzielę do powtórki nie doszło. Ta początkowa przewaga Turowa była dość przypadkowa, gdyż nie wynikała z jakichś wyjątkowo przemyślanych akcji w ataku czy niesamowitej postawy w defensywie. Po pierwsze, gospodarze mieli po prostu dużo szczęścia, bo niemal każdy ich rzut oddany z trudnej czy łatwej pozycji lądował w koszu. Po drugie, gdy Turów przeważał, na ławce rezerwowej siedział jeszcze Adam Wójcik..

Jego wejście na parkiet odmieniło losy meczu, bo odkąd pojawił się na boisku, Prokom zaczął odrabiać straty, a następnie zdobywał przewagę, która już w trzeciej kwarcie sięgnęła ponad 20 punktów. W 27. minucie Prokom prowadził już 66:45. Wójcik usiadł wtedy na ławce i więcej na parkiecie już się nie pojawił. Nie było też takiej potrzeby, bo bez niego Prokom mógł spokojnie kontrolować mecz.

36-letni sopocki skrzydłowy zakończył mecz z dorobkiem 26 punktów (11 na 14 z gry) i uczynił to w ciągu niespełna 20 minut gry! - Był nie do zatrzymania dla moich zawodników - komplementował skrzydłowego Prokomu trener Turowa Wojciech Kamiński.

Wójcik wręcz ośmieszał zgorzeleckich zawodników, a pilnowali go Hubert Radke, Kevin Pinkney, a także Ernest Brown. Każdego z nich ogrywał niczym juniora.

- Miałem po prostu dobry dzień - skromnie tłumaczył swą dobrą postawę Wójcik. - A podkoszowi gracze Turowa? Na pewno nie są źli. Potrzebują czasu, aby zgrać się z zespołem - dyplomatycznie przekonywał zawodnik Prokomu.

Na tle Prokomu podkoszowi Turowa, jak i pozostali gracze zaprezentowali się bardzo słabo. Ernest Brown i Kevin Pinkney byli co prawda najskuteczniejsi w drużynie, ale większość punktów zdobyli w końcówce, gdy losy spotkania były już rozstrzygnięte.

Zawiódł po raz kolejny Yann Mollinari. Francuski rozgrywający, który w zeszłym sezonie był liderem zespołu i często niemal w pojedynkę wygrywał mecze, teraz jest cieniem samego siebie. Nie tylko zatracił skuteczność, ale także kiepsko radzi sobie z rozgrywaniem. W niedzielę więcej razy "podawał" piłkę kibicom i rywalom z Sopotu niż swoim partnerom z drużyny.

- Nie uważam, że spisuję się gorzej niż w tamtym sezonie. Gram inaczej, bo mam inne zadania - tłumaczył się po meczu Mollinari.

Niestety, gdy nie szło Francuzowi, to siadała gra całej drużyny i małym usprawiedliwieniem jest brak w Turowie kontuzjowanego Radosława Hyżego, bo goście przystąpili do pojedynku bez dwóch podstawowych graczy - Istvana Nemetha oraz Filipa Dylewicza.

Dodatkowo - dłużej, niż planowali - sopocianie wracali do Polski z Turcji, gdzie grali w czwartek mecz w Eurolidze. Jednak na parkiecie to Turów sprawiał wrażenie zespołu przemęczonego, wyczerpanego, bo gospodarze często nie mieli sił na powrót do obrony, co wykorzystywali rywale, którzy wiele akcji kończyli po kontratakach.

- Myśleliśmy, że będziemy mieć tu trudniejszą przeprawę - szczerze wyznał po meczu skrzydłowy Prokomu Jeff Nordgaard. - Czasem zachowywaliśmy się jak dzieci we mgle - samokrytycznie oceniał skrzydłowy Turowa Hubert Radke.

Swoją grą w niedzielę zgorzelecki zespół potwierdził, że jego niska pozycja w tabeli nie jest przypadkowa. - Za wysoko przegraliśmy, bo uważam, że mamy zawodników, którzy powinni z Prokomem prowadzić bardziej wyrównaną walkę - mówił po meczu prezes Turowa Zbigniew Kamiński. Zmian kadrowych w zespole nie zamierza jednak robić. - Wierzę, że ci chłopcy się zgrają i zaczną grać lepiej - zakończył prezes.

Cytat meczu

Jeff Norgaard

skrzydłowy Prokomu

Nie chciałbym, aby Prokom trafił w fazie play-off na Turów. Po pierwsze dlatego, że to niezły zespół, po drugie - nie chciałbym znów tu jeździć aż 11 godzin.. Ten drugi powód jest poważniejszy.