Fruwając pod koszem: W tym tygodniu nie piszemy...

...o ciężkich losach New York Knicks (9 porażek w ostatnich 10 meczach) i koszykarzach, którzy buntują się przeciw nieustannej krytyce ze strony swojego trenera Larry Browna. Bo Larry i tak najchętniej by ich wszystkich powymieniał - tak jak wcześniej zmieniał żony (trzykrotnie) i pracodawców (jedenastokrotnie).
...o kolejnym fantastycznym transferze Knicks, w którym Nowy Jork opuści Antonio Davis, a trafi tam z Toronto Jalen Rose. Bo prędzej jesteśmy skłonni uwierzyć, że menedżer Knicks Isiah Thomas wykonał ten ruch, żeby odwrócić uwagę mediów od oskarżenia o molestowanie seksualne, niż w to, że wierzy, że Rose odmieni losy nowojorczyków.

...o Antonio Davisie, który trafia do Toronto, miasta, którego nie znosi, w którym nie chce mieszkać, i do klubu, w którym nie chce grać. Bo przypuszczamy, że dogada się z menedżerem Raptors, błyskawicznie opuści Toronto i powróci do Chicago, gdzie skończy karierę.

...o Kendrze Davis, żonie Antonio, która najpierw wymusiła pierwszeństwo na skrzyżowaniu, a potem oblała kobietę kierującą drugim samochodem gorącą kawą. Bo wiemy, że pani Davis uwielbia, gdy się o niej mówi i pisze.

...o Kobe Bryancie. Bo okazuje się, że prawdziwym MVP Los Angeles jest Lamar Odom. Doznał kontuzji i Lakers od razu przegrali z Charlotte - mimo że Bobcats też byli poważnie osłabieni (ich maskotka - Rufus, złamała rękę). Dzień później Lakers przegrali również z Nowym Orleanem.

...o pierwszych piątkach All Stars wybranych przez kibiców, którzy zdecydowali, że w drużynie Zachodu zagrają Tracy McGrady i Yao Ming. Bo skoro Houston Rockets legitymują się najgorszym bilansem na Zachodzie, a obaj panowie raczej leczyli kontuzje, niż grali, to znowu okazało się, że takie głosowanie to raczej konkurs piękności niż umiejętności.

...o drużynie Atlanta Hawks. Bo (przepraszamy wszystkich trzech kibiców Atlanty w naszym kraju) odkąd zaczęliśmy interesować się NBA, zawsze była to najbardziej nudna i bezbarwna drużyna w lidze. I pojawienie się Joe Johnsona i Zazy Pachulii nie zmieniło naszej opinii w tym względzie.

...o drużynie Milwaukee Bucks. Bo już raz napisaliśmy o Milwaukee i do tej pory żałujemy.

...o Nate Robinsonie z Knicks, który bardzo poważnie przyjął zaproszenie na konkurs slam dunków i codziennie trenuje swój popisowy numer - stoi tyłem do kosza na linii rzutów wolnych, nagle podrzuca piłkę nogami do góry, odwraca się, kopie nią wysoko w tablicę, kiedy ta się odbija, chwyta ją w powietrzu i widowiskowo pakuje od góry do kosza. Bo choć próbuje uparcie już od tygodni, to jeszcze ani razu mu się nie udało.

...o Chrisie Andersenie, któremu też się nie udawało w ubiegłorocznym konkursie wsadów, ale teraz będzie miał dwa lata na treningi i aż strach pomyśleć, jakimi numerami zaskoczy nas podczas All Star Weekend 2008.

...o Chucku Norrisie. Bo wszyscy o nim piszą.

...o Latrellu Sprewellu. Bo nie chcemy zakłócać mu wypoczynku.

...o tym, że formułę felietonu ściągnęliśmy z "Przekroju". Bo to chyba oczywiste.

...o Macieju Lampe i Krystynie Łybackiej. Bo nie bardzo byłoby co.

Kronika towarzyska

Lamar Odom doznał kontuzji żeber. Powiedział, że tak go bolą żebra, że przestał używać dezodorantu, bo nie jest w stanie go podnieść. Może to i lepiej, że nie gra, bo koledzy w samolocie powrotnym mieliby niezbyt fajnie.

Kilku koszykarzy Milwaukee przejęło od Kobe modę na czarne rajtuzy. Zakładali je Michael Redd, Joe Smith, Andrew Bogut i Mo Williams. Któregoś dnia trenerzy Milwaukee przyszli na trening w takich samych rajtkach. "Chcieli nam pokazać, jak głupio wyglądamy" - przyznał Redd.

Ron Artest trafił do Sacramento Kings, wreszcie może przerwać milczenie i trochę pogwiazdorować. "To było niesamowite - dzwonili do mnie najlepsi koszykarze w lidze. Zadzwonił Kevin Garnett. O rany, Garnett chce ze mną grać! Może trafię do Minnesoty? Potem dzwoni Kobe. O Jezu, Kobe chce, żebym z nim grał. Jadę do Lakers? Potem dzwoni Elton (Brand). Do Clippers? A potem 'Melo (Carmelo Anthony). Nie sądziłem, że jestem aż tak dobry".

Jak co roku trener Lakers Phil Jackson rozdał swoim podopiecznym książki. Efekty też będą chyba takie jak co roku. Smush Parker dostał "Małego żółtego pieska" Waltera Mosleya. Pytany, co w ten sposób Jackson chciał mu przekazać, odpowiada: "Wiecie co? Nie mam pojęcia". Ale książeczkę przeczytał.

Andrew Bynum z Lakers ma pseudonim "Skarpetki". Z pewnością zastanawiacie się dlaczego. Otóż Bynum nie ma klapek i w obawie przed grzybicą wchodzi pod prysznic w skarpetkach.

Tako rzecze Shaq

Macie szansę, żeby Shaq rzekł do Was coś osobiście! Trwa aukcja charytatywna "have a Shaq at your event", w której możecie wygrać udział Shaqa w organizowanym przez Was przyjęciu. Shaq pojawi się na pół godziny, będzie szczerzył zęby, mówił "cześć" i przybijał piątkę Twoim gościom (nie może ich być więcej niż 30). Warunek: impreza ma się odbyć nie dalej niż 50 kilometrów od Miami (Shaq musi przecież brać udział w treningach i meczach). Aukcja potrwa jeszcze przez tydzień, w tej chwili najwyższa oferta to 5529 dolarów.

http://www.nba.com/heat

Niezłe numery

11 - tyle spotkań z rzędu wygrali, cichuteńko i bez rozgłosu, Dallas Mavericks, zrównując się w tabeli Konferencji Zachodniej z faworytami - San Antonio Spurs.

43,4 - średnia punktowa Kobe Bryanta w styczniu. W historii NBA tylko Wilt Chamberlain miewał średnią miesięczną ponad 40 punktów.

Ciekawostki

Shaq rozegrał w Miami już 100 meczów, zdobywając średnio 21,8 punktów i 10,2 zbiórek. Wcześniej w Orlando Magic zdobywał 27,2 pkt. i 12,5 zb., a w Lakers 27 pkt. i 11,8 zb.. Shaq jest piątym zawodnikiem w historii, który zdobywa średnio ponad 20 punktów w trzech różnych drużynach - przed nim dokonali tego jeszcze Bernard King, World B. Free, Moses Malone i Stephon Marbury.

Kobe Bryant pobił ostatnio wiele rekordów. Oto kolejny z nich: największy "spadek" liczby zdobytych punktów z meczu na mecz. W spotkaniu z Toronto rzucił 81 pkt., w meczu z Golden State 30 - czyli zjechał aż o 51 pkt. Dalej w tej ciekawej klasyfikacji są Rick Barry (48 - spadek z 64 na 16 w 1974 roku) i Vernon Maxwell (47: z 51 na 4). Ciekawe, prawda?

Złota myśl

"To tak, jakby zaprosić zawodowego zabójcę na zjazd wszystkich żyjących prezydentów. Jest możliwe, że zakończy się to wielką rzezią" - trener Indiany Rick Carlisle o Kobe Bryancie.