Tajner odejdzie, jak przegra

Oczyścić atmosferę, odzyskać reputację, sporządzić raport finansowy, ale też sportowy za ostatnie cztery lata - domagają się zgodnie najważniejsi kandydaci na nowego prezesa PZN-u Apoloniusz Tajner i Andrzej Kozak
Od marca 2005 r. krakowska prokuratura apelacyjna prowadzi dochodzenie w sprawie niegospodarności PZN-u w związku z umową, jaką zawarto z menedżerem Edim Federerem. W listopadzie prokuratura zarzuciła prezesowi Pawłowi Włodarczykowi działanie na szkodę federacji, a minister sportu Tomasz Lipiec zawiesił zarząd i ustanowił kuratorem Tajnera.

- Nie powinno się odgórnie narzucać nam prezesa. Już raz pod koniec lat 70. na zebraniu środowiska narciarskiego w Sali Kongresowej przedstawiano nam nowego prezesa na dwa tygodnie przed wyborami - mówi Kozak, który ma stuprocentowe poparcie Tatrzańskiego Związku Narciarskiego (22 delegatów na 60). Byłemu dyrektorowi COS-u nie podoba się klucz wyborczy, jaki przyjął Tajner jako jednoosobowy zarządca. - Poszedł po linii najmniejszego oporu - kombinacja norweska, obecna w Polsce w śladowych ilościach, ma osiem razy więcej głosów niż biegacze i zjazdowcy razem wzięci. To absurd - denerwuje się Andrzej Kozak.

Tajner: Wiem, że to niesprawiedliwe, myślałem nawet z Markiem Siderkiem, jak zmienić reguły, ale nie chciałem być posądzony o jakiekolwiek kombinacje. Dlatego przyjąłem ten sam system, który pozostawił mi poprzedni zarząd.

Kozak: Chcę wprowadzić czyste reguły gry, regularnie przedstawiać raporty z działalności sportowej i finansowej, bo stary zarząd do dzisiaj nie podsumował sezonu 2004/2005. Później ministerstwo ingeruje w nasze struktury, a nie może być tak, że wszystkich traktuje się jak złodziei, choć nikomu nie udowodniono winy.

Tajner: Po tym, jak działalność związku zaczął badać prokurator, straciliśmy wiarygodność. Chcę odzyskać utraconą reputację i już teraz mi się udaje, bo współpracują ze mną dotychczasowi sponsorzy. Jeśli nie wygram, wycofam się z działalności w PZN-ie, zrezygnuję z wszystkich funkcji.