Sport.pl

Wierzę w to co mówią Kuttin i Żołądź

- Forma powoli wraca. Nabieram mocy, a na progu widać błysk. Wierzę, w to co robię, i na igrzyskach w Turynie chcę odegrać znaczącą rolę - mówi po zawodach w Zakopanem najlepszy polski skoczek.
"Gazeta": Czy niedzielny konkurs powinien w ogóle się odbyć?

Adam Małysz: Bardzo ładnie powiedział Szwajcar Andreas Kuettel: "Dziś skaczemy dla ofiar katastrofy, wszystkich poszkodowanych i ich rodzin. Dla tych, którzy przeżywają tragedię. I chcemy to uczcić". Ale nam, Polakom, skakało się trudniej niż obcokrajowcom. Bardzo ciężko... Możemy być dumni z kibiców. Zachowali się wspaniale, mimo że nie było kapitalnej atmosfery, do jakiej przywykliśmy. W spokoju uczcili sobotnią tragedię, byli z ofiarami.

A osobiście nie wolałby Pan jednak, żeby ten konkurs się nie odbył?

- Ciężko było wszystkim. Nam, zawodnikom - skakać, a kibicom - usiedzieć w ciszy. Oni tu przyszli dopingować. Przynieśli trąby, flagi... Ale w takiej sytuacji to byłoby nie na miejscu. Nie wiem, czy odwołałbym zawody. Słyszałem przed konkursem - po odprawie trenerów - że jeśli prezydent wprowadzi żałobę narodową, zawody zostaną przerwane po kwalifikacjach. Tak się nie stało, więc skakaliśmy. Ale było mi ciężko skakać.

Jak Pan oceni konkursy?

- W sobotę skakałem lepiej. Atmosfera była inna, lepsza. Dopingowała mnie do skakania, dawania z siebie jak najwięcej. W niedzielę byłem przybity, przytłumiony. Nie było błysku z wcześniejszych dni. Ale jestem na dobrej drodze, by na olimpiadzie walczyć. Zostały nam dwa tygodnie, ja nie startuję za tydzień w Willingen... Jest czas, by dopracować i poprawić pewne elementy. Cieszę się, że wzrosła mi szybkość i nie odstaję od innych zawodników. Kondycja jest dobra, technika i moc wraca. Ze skoku na skok, z dnia na dzień jest lepiej. Błysk powinien przyjść lada moment...

Starczy czasu do olimpiady?

- Bardzo wierzę w to, co powiedzieli trener Kuttin i profesor Żołądź: "Jest jeszcze sporo czasu, byś wrócił do wielkiej formy".

Czy jest Pan sprawiedliwie oceniany? Odległości miał Pan takie jak kilku innych zawodników, ale przegrywał z nimi notami.

- Też się zastanawiam, jakie błędy popełniam. Ale sędziowie widzą i wiedzą najlepiej. Za nisko podchodzę do lądowania. Odjeżdża mi narta, no i podczas lotu mam skrzyżowane narty. Muszę nad tym popracować.

Jak zagraniczni rywale zareagowali na Pana powrót do formy?

- Klepali po plecach i mówili, że "jest lepiej". To miłe gesty. My, skoczkowie, to jedna wielka rodzina. Zachowujemy się wobec siebie fair. Na zawodach wszyscy są skupieni, walczą o wygraną. Ale poza skocznią doskonale się rozumiemy i lubimy. Jesteśmy wyluzowani, żartujemy... Wszyscy widzą, że wróciłem do swojego skakania.

Pana skocznia, Pana kibice, ale na podium brakuje Adama Małysza. Żal, że wygrali inni?

- Raczej zadowolenie, że jest lepiej, niż było. W Kulm, na mistrzostwach świata w lotach było bardzo źle. To, że nie kompromitowałem się w zawodach, wynikało z mojego doświadczenia. W zawodach umiem się zmobilizować, ale nie szło mi, bo nogi nie pracowały.

Jest jeszcze jedna teoria. Że te Pana wyniki to zaciemnienie obrazu. Bo to Pana skocznia, Pana kibice... I w Zakopanem zawsze skakał Pan świetnie. A gdzie indziej byłoby gorzej.

- W zeszłym tygodniu w Ruhpolding skakałem na początku słabo. A jak wyjeżdżałem, lądowałem dużo dalej. Z optymizmem przyjechałem do Zakopanego.

Długo trzeba było przekonywać trenera Kuttina do zgody na współpracę z profesorem? Nie był zadowolony z tego pomysłu...

- Nie o to chodziło... Heinz nie był zadowolony z tego, że nikt z nim nie uzgadniał decyzji o zatrudnieniu profesora w roli konsultanta. Ale my rozmawialiśmy z profesorem na temat powrotu już wiosną. Zakończyło się tym, że strony, które miały płacić, nie doszły do porozumienia. Podczas Turnieju Czterech Skoczni było kiepsko. Nie było świeżości, "poweru"... Nasza inicjatywa była taka, by skonsultować się z profesorem i zapytać, dlaczego tak jest, i co można wykonać, by to poprawić. Profesor się zgodził pomóc na zasadzie koleżeńskiej.

Czuje się Pan pewniej z powodu obecności profesora? Będzie też Pana psychologiem...

- Każdy w naszym teamie jest psychologiem, trenerzy też. Ale muszą być pewni tego, co robią. Gdy jest zwątpienie, zawodnik również to czuje. A teraz wszyscy jesteśmy pewni i wiemy, że wracam...

Jakie plany na najbliższe dni?

- We wtorek jedziemy trenować do Ruhpolding. Będziemy tam do piątku. Potem wracamy, w następny wtorek ślubowanie olimpijskie w Warszawie, a w środę wyjeżdżamy do Turynu.

Czy do Ruhpolding nie powinien pojechać profesor Żołądź?

- Mamy z nim sporo konsultacji, a plan ustalony. Wiemy, co robić, by moc przyszła. I jest coraz lepiej. Ja co drugi trzeci dzień dzwonię do profesora. Mówię, jak się czuję, no opowiadam o wszystkim. Jak tylko coś jest nie tak, szukamy rozwiązania.

Następny raz, kiedy Pana zobaczymy na skoczni, w zawodach, to będzie walka o olimpijski medal...

- Ja przeciwników zobaczę za tydzień, w Willingen.

Wielka trójka faworytów na igrzyska?

- Nie ma. Poziom jest bardzo wyrównany, ale wydarzyć się może wszystko. Na pewno Hautamaeki jest w znakomitej formie, ale wyjazd na igrzyska w roli faworyta nie jest łatwy.

Czwarty w Zakopanem, to najwyższa lokata w tym sezonie. Będzie podium w Turynie?

- Wiem, chcielibyście, bym powiedział, iż zdobędę medal. I to najlepiej złoty. Trzeba walczyć. Zawodnik po to trenuje, by jechać na igrzyska i zrobić wszystko, by zdobyć medal. Ja też to robię. Jestem optymistą po skokach w Zakopanem. Mam jeszcze coś do poprawienia, do zrobienia. I chcę to zrealizować.

not. w Zakopanem rb, qbi, dw



Kadra na igrzyska

Adam Małysz, Robert Mateja, Stefan Hula, Kamil Stoch i Rafał Śliż. W ostatniej chwili trenerzy zdecydowali, by nie brać Marcina Bachledy



Powiedzieli "Gazecie"

Kamil Stoch: Oba konkursy bardzo dobre, bo zdobyłem punkty. Nie umiem powiedzieć, czy to dobrze, że te konkursy były. Żałujemy bardzo tego, co się stało. Oglądaliśmy w telewizji i odczucia były różne...

Stefan Hula: Jestem zadowolony z zawodów. To moje pierwsze punkty w PŚ. Wcześniej zdobywałem je tylko latem. To nie była nasza decyzja o tym, by skakać. Gdybym ja miał ją podjąć, raczej bym nie startował. Profesor Żołądź pomaga całej grupie, nie tylko Adamowi. Czy widzimy postępy? Współpraca trwa dopiero kilka dni.

Matti Hautamaeki: Bardzo się cieszę z tak dalekich skoków, ale ciągle jest nad czym pracować przed igrzyskami w Turynie. Adam? Pokazał w sobotę, że wraca do formy i znów trzeba zacząć się z nim liczyć. Bardzo mi przykro z powodu tragedii, jaka wydarzyła się w Polsce w sobotę, ale życie toczy się przecież dalej, więc konkurs chyba nie powinien być odwołany.

Janne Ahonen: To były dobre skoki, ale nie byłem z nich do końca zadowolony. Najważniejsze są igrzyska, ważniejsze niż moja rywalizacja z Jakubem Jandą w PŚ. Odwołanie konkursu w niedzielę? Bardzo mi przykro z powodu tragedii, ale nie ja podejmuję decyzji. Życie toczy się dalej.

Czy Małysz zdąży odzyskać mistrzowską formę na Igrzyska Olimpijskie w Turynie?