Sport.pl

Vieri - dookoła globu

Kiedyś najdroższy na świecie, ostatnio najgorszy piłkarz roku 2005 we Włoszech. Christian Vieri uciekł z Milanu do Monaco, by wreszcie grać w piłkę i walczyć o mundial
"La Gazzetta dello Sport" skrupulatnie wyliczyła, że 32-letni napastnik za podpisanie kilku papierków od czerwca ubiegłego roku zainkasował 12,5 mln euro (rozwiązanie umowy z Interem i zawarcie z Milanem), choć rozegrał w tym czasie ledwie osiem meczów, strzelając dwa gole. Przez najbliższe 18 miesięcy dostanie kolejne 5,5 mln, nawet jeśli nie wybiegnie na boisko choćby na chwilę. A przecież Włosi wołają na niego "Bobo", bo na pytania odpowiada monosylabami, każde zdanie zaczyna od "eehm" i ponoć inteligencją nie grzeszy...

Jak na mało rozgarniętego radził sobie znakomicie i na boisku, i poza nim. W poprzedniej dekadzie uchodził za czołowego napastnika w Europie, choć wychował się w Australii, więc stawiał na krykieta i kopać piłkę na serio zaczął dość późno. Pele umieścił go na liście 125 najwybitniejszych żyjących futbolistów. Zdarzały się mecze, w których Vieri trzykrotnie - fenomenalną lewą nogą lub głową - dotykał piłki i zdobywał trzy bramki. Był największym obieżyświatem wśród gwiazd, zanim spędził sześć sezonów w Interze (120 goli w 142 meczach!), zmieniał klub co rok, grając w Prato, Torino, Pizie, Ravennie, Venezii, Atalancie, Juventusie, Atletico Madryt i rzymskim Lazio. Tytuł króla strzelców zdobywał i w lidze hiszpańskiej, i włoskiej, kiedy Inter zapłacił za niego rekordowe 50 mln dol., wywołał wzburzenie oficjalnego watykańskiego dziennika "L'Osservatore Romano", który uznał wydawanie takich sum na idoli boiska za niemoralne i obrażające ubogich. Kibice Lazio też rozpaczali - jeden z nich rzucił się nawet z powodu jego odejścia pod pociąg.

Z czasem Vieri coraz dłużej przesiadywał jednak w gabinetach lekarskich. W Interze przegrał rywalizację ze wschodzącymi gwiazdami Brazylijczykiem Adriano i Nigeryjczykiem Martinsem, w Milanie - z Ukraińcem Szewczenką i Włochem Gilardino, najskuteczniejszym duetem napastników w Serie A. A przecież kiedy ten pierwszy klub pozbywał się jego klasowego partnera - i rywala do miejsca w składzie - Hernana Crespo, publicznie groził, że "przybije działaczy do ściany". Potem prasa i kibice zaczęli z niego drwić, zwłaszcza że z dziennikarzami na pieńku miał od zawsze, wyzywał ich od tępaków, oskarżał o zmyślanie, kłamstwa, a nawet umyślne psucie atmosfery w reprezentacji kraju (to podczas Euro 2004). Nic dziwnego, że ostatnio został wybrany na najgorszego gracza minionego roku w Italii.

Monaco może okazać się dobrym wyborem, by złapać drugi oddech i uniknąć ponurego schyłku kariery, bo to klub z bogatą tradycją pomagania upadłym sławom lub graczom niechcianym gdzie indziej. To tam po kiepskim czasie we Włoszech odradzał się Jürgen Klinsmann, to tam Real Madryt wypchnął Fernando Morientesa, a ten się zrewanżował golami, które wyeliminowały hiszpańską potęgę z Ligi Mistrzów, i dotarł z Francuzami do finału tych rozgrywek. Teraz Vieri stworzy snajperski tandem ze swoim rodakiem Marco Di Vaio, którym wzgardziła Valencia. Włosi - jest jeszcze trener Francesco Guidolin - mają wydźwignąć książęcy klub ze środka tabeli na podium ligi francuskiej, co da szansę na awans do Ligi Mistrzów.

A Vieri marzy o powołaniu na mundial, o które będzie bardzo trudno, bo we Włoszech znów obrodziło w świetnych snajperów. Zdobywający dopiero europejską sławę Luca Toni, Gilardino i Vincenzo Iaquinta rywalizują o miejsce w drużynie z takimi tuzami jak Antonio Cassano, Francesco Totti czy Alessandro Del Piero. Ten ostatni ustrzelił we wtorkowym meczu Pucharu Włoch hat tricka i ze 185 golami został najskuteczniejszym piłkarzem w historii Juventusu Turyn.