Gorąca zima w Orange Ekstraklasie

Cantoro - najbogatszy, Gajtkowski - najdroższy, Kaźmierczak - bezrobotny kandydat na mundial, Stawowy - w Cracovii do 2016 roku. I tłum nikomu nieznanych obcokrajowców, których wiosną może być w lidze już ponad setka


Szefowie klubów znów sięgają do kieszeni, ale wciąż niechętnie. Choć nie dominują już transakcje bezgotówkowe, to nawet finansowi potentaci - jak Wisła, Legia, Groclin i Amica - szukają raczej piłkarzy bez kontraktu, za których nie trzeba płacić.

Pogoń: Polaków sobie nie życzą

Ta drużyna - kiedyś przeniesiona przecież z Piotrkowa! - to już kuriozum. Antoni Ptak psioczy, że utopił w piłce miliony, ale wciąż sponsoruje rozrywkę synowi Dawidowi. Tym razem umyślił sobie, że zafunduje mu w Szczecinie klub brazylijski. Dlaczego brazylijski? Nie, nie dlatego, że to tam urodził się Ronaldinho. Po prostu gracze z Ameryki Południowej zawsze byli przyjaciółmi Dawida, a jego niechęć do rodaków wzięła się jeszcze z ŁKS-u, gdy na zgrupowaniu Polacy dokuczali Julcimarowi, teraz kapitanowi Pogoni. Ptak senior tłumaczy co prawda wszystko czystą ekonomią, ale jakoś nie dowierzamy.

Wątpimy też, że 33-letnia gwiazda drugiej ligi brazylijskiej, niejaki Cleisson Edson Assuncao, który za pół roku gry zgarnie kilkadziesiąt tysięcy euro, zasługuje na zwycięstwo walkowerem w rywalizacji z Przemysławem Kaźmierczakiem i Rafałem Grzelakiem. Niewykluczone, że okaże się lepszy, ale ciekawiej byłoby przekonać się o tym na boisku. Tymczasem właściciel Pogoni a priori ogłosił, że dla obu rodaków miejsca w drużynie nie widzi.

W Szczecinie zostali tylko Boris Pesković, Bartosz Fabiniak (chce go Widzew), Grzegorz Matlak i Brazylijczycy, którym przyjdzie z pomocą kilkunastu rodaków. Nazwiska są tyleż liczne, co anonimowe. Wspomniany Cleisson ma zostać liderem drużyny.

Jedyny krajowy transfer Ptaka to Zbigniew Koźmiński, który zmienia kluby, ale wciąż jest prezesem. Ostatnio zostawił Górnika Zabrze na skraju bankructwa. Dziś zwierza się, że skoro kiedyś zdobył z Pogonią wicemistrzostwo, więc czas na mistrza.

W Szczecinie zmienił się też trener, oczywiście jest nim Brazylijczyk. - W innych klubach pójdą moim śladem - mówi Ptak i ostrzega: - W takim składzie jesteśmy w stanie zagrozić i Wiśle, i Legii.

Wypada dodać, że byłby to wyczyn nie z tej ziemi, bo Pogoń za żaden transfer nie dała ani jednego brazylijskiego reala.

Wisła: młodych zdolnych nie wzięła

Wisła chyba się nie przestraszyła, bo na razie nie sprowadziła nikogo, przedłużyła tylko za milion euro kontrakt z Mauro Cantoro do 2008 roku. To najlepiej opłacany piłkarz w lidze. Następny milion mistrzowie kraju mogą wydać na wzmocnienia.

Rumuński trener Dan Petrescu ma sprowadzić kilku rodaków. Pierwszy kandydat - stoper Norbert Varga - karierę miał podejrzanie nieprzekonującą. 26-latek, który w ekstraklasie zagrał ledwie 13 meczów? Oby to nie był kolejny Edno, Ouadja czy Omeonu, wymieniać dalej nie będziemy, bo można by długo - Wisła roztrwoniła już fortunę na obcokrajowców nieudaczników.

Grać w Krakowie mieli właśnie Kaźmierczak ("wcale nie żądałem 200 tys. euro" - twierdzi pomocnik) i Grzelak, czyli wieczni młodzi zdolni (tak, w Polsce w tej kategorii mieszczą się nawet 24-latkowie), ale mistrzowie Polski zaproponowali za niskie kontrakty i nie chcieli zapłacić menedżerowi prowizji. Grzelak może wyląduje w Koronie, nie wiadomo co z Kaźmierczakiem, bo Ptak żąda za niego pół miliona euro. Wisła dawała za obu 850 tysięcy, ale nikt inny porównywalnych pieniędzy nie wyłoży.

Najciekawiej zapowiada się więc transfer Mariusza Pawełka z Odry Wodzisław. Kibice śmieją się, słysząc, że ma zastąpić Radosława Majdana, ale to najlepszy, obok Łukasza Fabiańskiego, bramkarz w lidze. Mając przed sobą co najwyżej przeciętnych obrońców, w ośmiu jesiennych meczach zachował czyste konto (puścił 15 goli w 17 meczach).

Legia stawia na lewą stronę

Lider zatem dysponuje niezłym jak na polskie warunki - bo jak na Ligę Mistrzów, to raczej niewystarczającym - transferowym budżetem, wicelider natomiast obraca w palcach każdy grosz. Zapłacił (około 100 tys. euro) tylko za bocznego obrońcę Łęcznej Grzegorza Bronowickiego. Oprócz niego do Legii trafią dwaj Polacy, mało znani Artur Chałas (obrońca) i Maciej Gostomski (bramkarz).

Poza tym obcokrajowcy. Jesienią na Łazienkowską trafił słowacki napastnik Michal Gottwald, ale prawdziwymi wzmocnieniami mają być Edson Luiz da Silva i Roger Guerreiro. Obaj grają na lewej stronie. Czy Tomasz Kiełbowicz powinien drżeć o miejsce w składzie? Niekoniecznie, bo trener Dariusz Wdowczyk postawił już na graczy z Ameryki Południowej w Widzewie. Zapłacono im majątek, mieli olśnić ekstraklasę, a okazali się niewypałem.

Korona, Bełchatów i Płock grosza nie skąpią

Najwięcej wydała na razie Korona aspirująca do roli trzeciej siły w lidze. Za Krzysztofa Gajtkowskiego zapłaciła Lechowi milion złotych. Transfer tyleż kosztowny, co ryzykowny. Gajtkowski długo się aklimatyzuje, no i nie będzie miał obok Piotra Reissa, który asystował przy większości jesiennych goli Lecha.

Skąd ten transfer? Trener Ryszard Wieczorek chlapnął w telewizji, że chciałby takiego piłkarza jak Gajtkowski. Chciał - ma, tyle że latem zostanie rozliczony, bo ma zakończyć sezon na szóstym miejscu. Właściciel klubu Krzysztof Klicki na rynku nie szaleje, ale jak już się zdecyduje na transfer, to z pompą. Konsekwentnie zmierza do celu, czyli wprowadzenia Korony na europejskie salony. A przy tym nie idzie na łatwiznę, nie daje się omamić agentom ani wszelkiej maści doradcom, którzy wciskają klubom, nawet tak poważnym jak Wisła, piłkarzy emerytów, nigdzie niechcianych obcokrajowców etc.

W Bełchatowie czas bez rewolucji to czas stracony. Pięciu piłkarzy zostało wystawionych na listę transferową, a listę zakupów otworzyli trenerzy - Marek Zub (jesienią w Świcie Nowy Dwór) i Zbigniew Robakiewicz. Trzech nowych młodych graczy z niższych lig ekstraklasy nie uratują. Utrzymanie mają zagwarantować Tomasz Jarzębowski (Legia) i Tomasz Wróbel (Górnik Polkowice, czołowy pomocnik drugiej ligi). To początek, bo po piłkarzy z głośnymi nazwiskami bełchatowianie dopiero chcą sięgnąć - Mariusza Zganiacza (Odra), Pawła Strąka (Zagłębie, 100 tys. euro), a nawet Konrada Gołosia (Wisła K.). W GKS pieniędzy jest dużo, bo za 38-letniego bramkarza (mają w kadrze już trzech) Górnika Zabrze chcą zapłacić 100 tys. zł. Widać działacze nie rozumieją, że Piotr Lech to nie Edwin van der Saar, a Bełchatów to nie Manchester.

W Wiśle Płock zrozumieli za to, że jak piłkarz nie mówi po polsku, to niekoniecznie musi z sensem kopać piłkę. Po raz pierwszy od lat do klubu nie trafi żaden zawodnik z Bałkanów (czyżby wreszcie koniec współpracy z menedżerem Draganem Popoviciem?), przyjdzie za to Paweł Magdoń z Pogoni, Maciej Truszczyński z Kujawiaka Włocławek, a jeśli uda się mu pozyskać Golińskiego i zatrzymać Ireneusza Jelenia, to zostanie królem polowania.

Wielkopolska dusi każdy grosz

Hitem jest fuzja Lecha z Amicą, ale w obu miastach gospodarują ostrożnie. Klub z Wronek podpisał kontrakt z Przemysławem Pitrym (jeden z najlepszych napastników w drugiej lidze), oddał do Poznania bramkarza Arkadiusz Malarza i sprawdza kandydatów z niższych lig. Lech wypożyczył jeszcze z Korony napastnika Tomasza Szewczuka i na więcej transferów na razie się nie zapowiada. Na testy do Cardiff pojechał Maciej Scherfchen.

W Groclinie oszczędności idą jeszcze dalej - działacze myślą, jak zarobić, a nie wydać. Do Artmedii Petrżałka sprzedano Dusana Sninskiego, a najdroższy piłkarz - Michał Goliński - jeśli nie wyjedzie do Szkocji, to najprawdopodobniej odejdzie do Wisły Płock. - Trzeba zbilansować wydatki - mówi prezes Jerzy Kopa.

Mimo że średnia wieku zespołu zbliża się do trzydziestki, klub podpisał kontrakt z 35-letnim Dariuszem Gęsiorem. A przecież trener Marcel Liczka na młodzież stawiać lubi - jeśli coś mu się w Polsce udało, to umożliwienie rozwoju kilku nowicjuszom (Błaszczykowski!). Teraz ściągnął kolejnych Czechów - syna Marcela (pomocnik, rocznik 77) i Roberta Cachę (obrońca, 76). W tym tygodniu rozstrzygnie się, czy do Grodziska trafi gwiazdor Widzewa Jarosław Lato (77).

Zagłębie: drużyna ich nie obchodzi

Cisza przed burzą w Zagłębiu. Trener Franciszek Smuda chciał podbijać Europę, sprowadzając Brazylijczyka Fernandao (miał zarabiać około 300 tys. euro), ale na razie sam nie jest pewien posady. - Zmieniają wszystkich [rada nadzorcza, władze klubu - red.], zmienią i mnie - wypalił ostatnio Smuda.

Ponieważ klub sponsoruje spółka skarbu państwa, przewrót, jak to po wyborach, jest nieuchronny. Radykalne ruchy wydają się jednak mało prawdopodobne, zważywszy że Zagłębie awansowało, eliminując Wisłę Kraków, do półfinału Pucharu Polski, a w lidze wspięło się na piąte miejsce, czyli najwyższe od lat. A transfery? Na razie nie ma tematu. Działacze zajmują się transferami na górze, a Smuda nie chce się wtrącać, by nie zostać posądzonym o czerpanie zysków ze sprowadzania piłkarzy.

Polonia i Górnik: żywe trupy?

Czystka w Polonii. Klub wystawiono na sprzedaż, podobnie jak większość piłkarzy. Na razie wiadomo, że zostaną najbardziej doświadczeni (m.in. Dariusz Dźwigała, Igor Gołaszewski). Jest też nowy trener Jan Żurek (14. zmiana szkoleniowca w sezonie). Za 50 tys. zł klub pozbył się niesfornego Grzegorza Króla (Lechia Gdańsk), odeszli słabi obcokrajowcy, a także najlepszy jesienią Kelvin Igwe (duńskie Koge) i bramkarz Paweł Kieszek.

Kto będzie grał? Kandydatów jest kilkudziesięciu, najbardziej znani to 34-letni Rafał Kaczmarczyk z Górnika Łęczna i wciąż przybierający na wadze Maciej Terlecki z Radomiaka. Z Wisły Płock Polonia wypożyczyła pomocnika Predraga Vujovicia.

W Polonii byłoby najgorzej, gdyby liga nie miała Górnika Zabrze. Tam piłkarze na własną rękę szukają klubów, a jedynymi wzmocnieniami będą prawdopodobnie wypożyczenia piłkarzy, którzy nie mają miejsca w innych zespołach. O dziwo, Górnik wcale nie wygląda na głównego kandydata do spadku, zwłaszcza że rywale przebywający w strefie spadkowej transferowych Himalajów nie zdobywają. Arka Gdynia ściąga do bramki 35-letniego Jarosława Krupskiego, a Górnik Łęczna znów sięga po obcokrajowców, choć się na nich sparzył, oraz legionistów (chciałby m.in. Magierę, Chmiesta, Sokołowskiego II), których sprowadził już cały zastęp (Kucharski, Kubica, Wędzyński, Sokołowski I).

Cracovia: zawsze pod prąd

To klub unikat prowadzący politykę totalnie odmienną od reszty ligowców. Nie tylko ignoruje modę na obcokrajowców, ale też konsekwentnie stawia na wychowanków, co prezes Janusz Filipiak tłumaczy "niewielką podażą klasowych graczy w Polsce". Od trzech lat zmiany w składzie są kosmetyczne, np. w obronie drużyny aspirującej do europejskich pucharów grają ci sami ludzie, którzy awansowali z trzeciej do drugiej ligi.

Posadę utrzymuje też trener Wojciech Stawowy, choć nazywanie jego najświeższego kontraktu - wygasającego w 2016 roku - rekordowym to gruba przesada. Jeśli bowiem właściciel ma prawo zwolnić go bez odszkodowania w każdej chwili, to znaczy, że krakowski szkoleniowiec znajduje się w sytuacji mniej komfortowej niż jakikolwiek kolega po fachu w Orange Ekstraklasie. I znajdowałby się w niej nawet wtedy, gdyby umowa była ważna przez następne sto lat. Przecież nawet Dan Petrescu ma gwarancje pozostania na stanowisku, jeśli zdobędzie z Wisłą Kraków mistrzostwo Polski i awansuje do fazy grupowej Pucharu UEFA. Stawowemu pracy nie zapewni nawet triumf w Lidze Mistrzów.

Cracovia to więc ewenement pod każdym względem. Nie ryzykuje gigantycznym odszkodowaniem, gdyby trener się nie sprawdził, a zarazem efektownym, lecz nic nie kosztującym ruchem daje mu poczucie bezpieczeństwa. Nie skupuje weteranów, nie płaci piłkarzom z zagranicy, którzy jeśli przyjeżdżają do Polski, to zazwyczaj dlatego, że pozostają bez klubu. Czyli są beznadziejnie słabi. Czy gdyby Cleisson był w Brazylii rzeczywiście gwiazdą, nawet lokalną, to przyszedłby do Pogoni za darmo?

Wzrost liczby obcokrajowców w Orange Ekstraklasie to dla ligi...