Adam Małysz: Żadnego kombinowania

Miejsce na podium TCS? Już chyba nie. Strata jest za duża. A skoki rywali znakomite. Może w poszczególnych konkursach będzie lepiej? Ale jeśli chcę o tym marzyć, muszę skakać o niebo lepiej. Bo widzę, co wyrabiają inni - powiedział "Gazecie" Adam Małysz po konkursie w Oberstdorfie, gdzie zajął 13, miejsce.
Pana dzisiejsze skoki...

- Jak się nie ma formy, to nie zawsze się udaje. Pierwszy skok był przyzwoity. Drugi wydawał mi się niezły. Może kierunek odbicia na progu był za bardzo do przodu. A przy tylnym wietrze ciężko jest odlecieć tak, jak się chce.

Przestraszył nas Pan na treningu. Ze 117,5 m zajął Pan ledwie 32. miejsce.

- Nie wiem, skąd się wziął. Nie jestem w formie i skoki są różne. Nie ma stabilizacji, raz jest lepiej, raz gorzej. Mam pewne cele, które tu realizuję, czyli dojazd do progu i odbicie. Pracuję nad tym. Muszę do wszystkiego podchodzić ze spokojem. Nie ma się co denerwować czy robić coś na siłę. A już na pewno nie w konkursie. Bo wtedy to na pewno nic się nie uda.

Czy Ahonen jest w stanie wygrać Turniej Czterech Skoczni po raz czwarty i dogonić Jensa Weissfloga?

- Jestem trochę zaskoczony jego wygraną. Bo nie był w formie na zwycięstwo. Kilku zawodników wydawało mi się lepszych i dawałem im więcej szans. Jak Kuettel, Janda czy nieobliczalny Uhrmann. Nie wiem, co dziś zrobił Widhoelzl. Austriak, który wczoraj w kwalifikacjach znokautował rywali, wziął dziś na zawody inny kombinezon. Podobno taki, który lepiej sprawdza się, gdy wieje z tyłu. Przekombinował.

Co z Pana kolegami?

- Nie wiem. Nie jestem trenerem... Jest takie coś, że zawodnik chce, a nic nie idzie. I nikt nic nie może zrobić. Choćby nie wiem, jak się starał. A im więcej będzie próbował, tym gorzej pójdzie. Oni skaczą lepiej na treningach. A na zawodach tak, jakby się deprymowali...

A czego Panu brakuje? W Harrachovie był Pan trzeci po pierwszej serii, a potem jeden nieudany skok i od tamtej pory nie ma Pana nawet w czołówce.

- Nie wiem, naprawdę nie wiem dlaczego. Na początku do podium brakowało ciut-ciut, jakiegoś impulsu, podmuchu, który by mnie wrzucił na szczyt... Engelberg mnie rozgregulował. Na treningu były trudne warunki, wiedziałem, że coś jest nie tak i w zawodach chciałem to poprawić. Nie udało się, było nawet gorzej. Potem w Zakopanem forma zaczęła wracać małymi kroczkami. W świątecznym konkursie nie skakałem źle. Teraz realizuję to, co założyliśmy przed Wigilią. I nie chcę nic zmieniać pod żadnym pozorem. Żadnych gwałtownych ruchów. Bo jak człowiekowi nie idzie, to lubi kombinować: może to wina kombinezonu, może nart... Chcę tego uniknąć.

Teraz Ga-Pa.

- Skocznia bardziej mi odpowiada. Ale nie powiem, że będę na lepszej pozycji niż tutaj, bo później napiszecie, że obiecał, a było gorzej (śmiech). Mam nadzieję, że będzie lepiej.

Małysz w Turnieju Czterech Skoczni...