Rok w pływaniu. Cud się zdarzył

Nagle okazało się, że recepta na sukces w sporcie to nie dwumian Newtona, ani teoria kwarków. Udowodnili to polscy pływacy.
Już przed igrzyskami w Atenach podskórnie można było wyczuć, że coś dobrego dzieje się w pływaniu. Do olimpiady wyglądało to trochę jak w skokach narciarskich - impreza z jednym bohaterem, czyli z Otylią Jędrzejczak. Pozostali byli jednak wartościowym tłem, bardziej wartościowym niż koledzy dla Małysza w jego najlepszych czasach. Działacze i trenerzy pływania kazali się cieszyć z miejsc w finale, albo z rekordów życiowych zawodników. Dziwili się, że poza zawodnikami, ich rodzinami i samymi trenerami nie wywołuje to entuzjazmu w narodzie. Może też trenerzy wymagali radości z rekordów życiowych, bo sami nie byli na sto procent przekonani, że można zawojować świat, trenując w Polsce.

Powiedzenie, że dzięki Otylii i trenerowi Pawłowi Słomińskiemu pływanie w Polsce eksplodowało, jest truizmem.

Otylia oczywiście jest wspaniała jako gwiazda. Czy zabrzmi to okropnie, jeśli napiszę, że również dlatego tak jest, iż wokół niej tyle się dzieje: potrafi się zachować jak wielki bohater, wzór do naśladowania, jak w historii ze złotym medalem igrzysk w Atenach. Ale też potrafi narazić swą szlachetność na szwank, jak podczas mistrzostw świata w Montrealu, gdzie nie przyznała się do złamania przepisów. Potrafi walczyć w basenie jak lwica, jak w tym samym Montrealu, kiedy nie była przygotowana do sezonu jak należy. I potrafi dzielnie znieść osobistą tragedię. To bohater, który porusza wyobraźnię.

Słomiński jako organizator i trener jest geniuszem. Tak jak zapowiadał w Montrealu po mistrzostwach świata, udało mu się stworzyć dużą grupę, która gra jak orkiestra von Karajana. Największą jego zasługą jest przekonanie środowiska, że można osiągnąć sukces ćwicząc w Polsce. Że rekordy życiowe można bić o 6, 10 i więcej sekund. Że można wedrzeć się na podium mistrzostw świata i Europy. Stało się to dzięki Otylii Jędrzejczak, która trenując na 25-metrowym basenie warszawskiej AWF, wywalczyła złoty medal olimpijski, tytuły mistrzyni świata, mistrzyni Europy i rekordy świata.

Do niedawna była to orkiestra kameralna, ale zaraz będzie symfoniczna. Pojawił się Paweł Korzeniowski, Paulina Barzycka, Przemysław Stańczak, Łukasz Drzewiński.

Tak więc rozwój pływania jest ich sukcesem, Otylii i Słomińskiego, kropka.

Ale przecież na mistrzostwach Europy w Trieście wśród 11 medali były też te, które zdobyli żabkarka, zmiennistka Katarzyna Baranowska, żabkarka Beata Kamińska, żabkarka Katarzyna Dulian, żabkarz Sławomir Kuczko. Słomiński miał nikły wkład w wychowanie powyższych. Medal zdobył również Mateusz Sawrymowicz, który jest perełką wychowaną w Szczecinie przez Mirosława Drozda, są sprinterki. I Sawrymowicz, i Agata Korc, czy Ola Urbańczyk pływają na dystansach, które nie leżą Słomińskiemu. W kadrze jest kilku pływaków, którzy mogą zrobić furorę na ważniejszych mistrzostwach Europy w Budapeszcie na otwartym basenie, ćwiczących pod okiem innych trenerów w całej Polsce.

Sam Słomiński często to podkreśla.

Tak więc szukając przyczyn sukcesu, trzeba by sięgnąć głębiej, a nie stwierdzać po prostu, że jest on autorstwa tylko Słomińskiego i Jędrzejczak. Te przyczyny sukcesów są może mniej efektowne, bo bardziej podstawowe, strukturalne, opokowe.

Pływanie korzysta z tego, że pływalnie mnożą się w niemal każdym mieście (choć nie ma ani jednego ośrodka ściśle sportowego, z 50-metrowym basenem, pływalnia na AWF-ie w Warszawie została zaprojektowana w 1926 roku). W Warszawie jest obecnie 18 basenów. W Berlinie po zamknięciu kilku nierentownych zostało dziewięć!

OK, wstęp na te pływalnie jest często bardzo drogi, ale baseny podpisują umowy z uczniowskimi klubami sportowymi, które są najbardziej popularną formą organizowania sportu. I druga rzecz - w miarę powszechna nauka pływania w szkołach podstawowych. Przecież na basen jeżdżą już nie tylko dzieciaki z prywatnych szkół, ale niemal wszystkie ze średnich i dużych miast. Stąd już tylko chwila, aby medale zaczęli zdobywać pływacy z roczników nie1986-89 (jak Sawrymowicz, Gąsior - choć nie wiadomo, jak długo potrwa jego dyskwalifikacja za marihuanę i jak sobie z nią poradzi, Staszak, Urbańczyk i inni/inne), ale za dwa lata nawet młodsi, korzystający z początków boomu.

Szczęście, że kilka nitek połączyło się w jednym czasie. Jest Otylia, Słomiński, sa baseny, kilku zdolnych trenerów, inteligentny szef związku, który potrafi z siermiężnej zbudować organizację nowoczesną, z marketingiem, promocją, PR-em.

Do Pekinu tych nitek będzie znacznie więcej.