Cracovia Kraków: nasza ocena 4

Mistrzostwo Polski na stulecie "Pasów" w 2006 roku? Tak deklarował przed sezonem trener Wojciech Stawowy. Trochę przesadził, ale awans do Pucharu UEFA jest całkiem realny. W końcu Stawowy chce być krakowskim Aleksem Fergusonem.
W czerwcu na finiszu poprzednich rozgrywek okrzyknięta rewelacją rozgrywek Cracovia w kilkanaście minut przegrała wygrany mecz z Amicą i straciła szansę na europejskie puchary. Winowajcy słono zapłacili. Z zespołem pożegnało się trzech piłkarzy, w tym filar i duchowy przywódca Kazimierz Węgrzyn. Mocno zachwiał się też stołek pod Stawowym.

Latem nie było więc zapowiadanych poważnych wzmocnień, które miały umożliwić walkę o fazę grupową Pucharu UEFA. Prezes Janusz Filipiak niespodziewanie obwieścił, że Cracovia będzie teraz "producentem piłkarzy netto".

Nie sprawdziło się. Kto nie słyszał o młodych gniewnych siedemnastolatkach Górnika Zabrze, Legii Warszawa czy Odry Wodzisław? Maciej Korzym, Marcin Siedlarz czy Grzegorz Goncerz i rok od nich starszy Dawid Janczyk wzięli szturmem pierwszą ligę. O takiej karierze ich teoretycznie nie mniej utalentowani rówieśnicy, sprowadzeni do Cracovii z całej Polski Kacper Tatara, Tomasz Baliga, Rafał Waksmundzki, Michał Gliwa czy Łukasz Uszalewski, mogą tylko pomarzyć.

Skład jeszcze bardziej się skurczył, gdy poważne kontuzje wyeliminowały Krzysztofa Przytułę i Michała Świstaka. "Pasy" zaczęły gorączkowe zakupy na łapu-capu. Z pięciu pozyskanych w ekspresowym tempie piłkarzy w miarę sprawdził się jedynie Michał Karwan. W miarę, bo błędów i straconych goli w końcówce rundy kibice jeszcze długo mu nie zapomną. Cracovia potwierdziła, że na własnym podwórku (poza mglistym i dziwnym meczem z Koroną) trudno ją pokonać. A także to, że jest drużyną chimeryczną. Po bezbarwnym (ale nie najgorszym) początku przyszła bolesna porażka w Grodzisku i niespodziewany remis z Kujawiakiem Włocławek oznaczający odpadnięcie z Pucharu Polski. Mocno zdenerwowany prezes klubu uderzył pięścią w stół i zagroził obcięciem pensji piłkarzom. A ci wygrali cztery mecze z rzędu! Niestety, przegrana z Wisłą w prestiżowych derbach Krakowa ponownie zepchnęła zespół w dołek.

Większość do niedawna trzecioligowych piłkarzy uczy się ekstraklasy, i to w szybkim tempie. Drugi sezon bywa ponoć dla beniaminka znacznie cięższy od pierwszego, i w Cracovii to się sprawdza. Najskuteczniejszy snajper Piotr Bania rok temu był czwartym strzelcem ligi, wcześniej triumfował bezapelacyjnie w klasyfikacjach II i III ligi. W tym sezonie, najdelikatniej mówiąc, nie błyszczy - trzy bramki to zdecydowanie poniżej oczekiwań. I pewnie nie wystarczy do przedłużenia kontraktu wygasającego w czerwcu przyszłego roku. Obudził się za to Tomasz Moskała, strzelec czterech bardzo ważnych bramek. Łukasz Szczoczarz pozostał niespełnioną nadzieją.

Z 20 strzelonych goli tylko osiem jest dziełem napastników i w tej formacji wzmocnienia są palącą potrzebą. Czy Cracovia nauczy się na własnych błędach i podpisze kontrakt z 22-letnim utalentowanym i perspektywicznym Mariuszem Mężykiem z Sandecji? Oby.

Pomoc? Wypadła poprawnie. Loty nieco obniżyli Marcin Bojarski i Piotr Giza, ale nieźle grał Paweł Nowak. Obrona? Bez Węgrzyna to już nie to. 23 stracone gole to "dużo za dużo". Mniej straciła tylko ostatnia Polonia Warszawa. Bramkarz Marcin Cabaj, który rok temu wskoczył przebojem do pierwszego składu i dostał szansę od Pawła Janasa, przeżywa kryzys. A przed parą stoperów Łukasz Skrzyński - Karwan jeszcze sporo rozmów i pracy. W debiutanckim sezonie Cracovia zwykła wygrywać z najlepszymi i gubić punkty ze słabymi. Jesienią było widać tendencję odwrotną.

Prezes Filipiak, tak jak trener Stawowy, bywa chimeryczny i często zmienia zdanie. Od 1 lipca 2003, gdy faktycznie przejął stery w Cracovii, mówił już: "Będę za wszelką cenę forsował wejście do ekstraklasy", "Cracovia, tak jak ComArch, musi być firmą przynoszącą zyski", a nawet "Nie interesuje mnie mistrzostwo Polski, a udział w europejskich pucharach, bo z tego są określone pieniądze". Po dwóch porażkach z "wybitnym" udziałem sędziów - jak to określił - prof. Filipiak się zniechęcił i zapowiedział zakręcenie kurka z pieniędzmi, a może i wycofanie się z piłki nożnej. Dla odmiany trener, wiecznie biorący na siebie winę za błędy piłkarzy, kilka razy bliski był złożenia dymisji. O tym, że obaj panowie tak naprawdę nie mogą bez siebie żyć, świadczy oferta przedłużenia kontraktu ze szkoleniowcem złożona - nomen omen - po porażce z Koroną!

Filipiak pokazał klasę i dorównał działaczom Lecha Poznań, którzy konsekwentnie stawiają na Czesława Michniewicza. Dzięki temu Stawowy wciąż może marzyć, by zostać Aleksem Fergusonem Cracovii i pracować dla niej 20 lat.

Bohater

Dlaczego został w Cracovii? Denerwuje mnie jego głupota - pieklił się prezes Filipiak. Mylił się. Ta jesień należała właśnie do niechcianego Tomasza Wacka.

Kraków, 17 września, 67. minuta meczu z GKS Bełchatów. Cracovia przegrywa 0:1. W drużynie plaga kontuzji. Trener Stawowy nie ma wyjścia i za Brazylijczyka Joao Paulo wprowadza Tomasza Wacka. Mija osiem minut, a prawy obrońca strzela fantastycznego gola z lewej nogi. Podrywa zespół do walki. Uskrzydlona Cracovia strzela drugiego gola i wygrywa 2:1! A "Witia" staje idolem dla kibiców, jeszcze długo po końcowym gwizdku skandujących jego nazwisko.

Los 29-letniego Wacka się odmienia. Trafia do podstawowej jedenastki, gra w ośmiu kolejnych spotkaniach. Gra zresztą bardzo dobrze, Groclinowi strzela nawet honorowego gola. Zabraknie go dopiero w przegranym meczu z Koroną Kielce 2:3. Tydzień wcześniej sędzia Piotr Siedlecki niesłusznie pokazał mu w Lubinie czerwoną kartkę.

A mogło być zupełnie inaczej. Wiosną 2004 roku Wacek zerwał kolanowe więzadła. Dla ambitnego i szalenie zżytego z Cracovią zawodnika był to prawdziwy dramat. Groziło mu nawet, że będzie musiał zakończyć karierę.

"Witia" się jednak nie poddał się i dzięki ciężkiej pracy wrócił do świetnej dyspozycji. Nie zrezygnował nawet wtedy, gdy prezes klubu Janusz Filipiak za wszelką cenę chciał go sprzedać do Górnika Zabrze.

- Jestem niezadowolony, Wacek zrobił źle, zrobił wbrew sobie, zrobił wbrew klubowi. W Cracovii, jeśli wejdzie na chwilę na boisko, to i tak nie zmieni swojej sytuacji. Za rok kończy mu się kontrakt, którego my na pewno nie przedłużymy, bo do tego czasu pozyskamy lepszych piłkarzy. Wacek za rok będzie miał 30 lat i dwa lata siedzenia na ławie. Kto go weźmie? Sam sobie zrobił krzywdę, denerwuje mnie jego głupota - nie przebierał w słowach prof. Filipiak.

Pomylił się. Przesunięty do rezerw Wacek w czwartoligowych rozgrywkach grał równie ambitnie. Kiedy wrócił do ekstraklasy, to wziął ją szturmem. I Filipiak musiał zmienić zdanie. Przyznał, że jest zainteresowany przedłużeniem kontraktu z wychowankiem Orląt Krosno. To najdłużej grający zawodnik w Cracovii (przyszedł 1 lipca 1999), który jako jeden z pierwszych odpowiedział na apel kibiców i przekazał jeden procent swojego podatku na potrzeby SKF Cracovia.

Antybohater

Gruppenführer Wolf

Oto najściślej strzeżona tajemnica Cracovii: kto kupuje dla niej piłkarzy?

Pamiętacie Wolfa? Hans Klos musiał kiedyś stawić czoło czterem oficerom niemieckim, którzy nazwali siebie Wolfem (od pierwszych liter nazwisk), by rozmyć odpowiedzialność za popełnione czyny. - To zrobił gruppenführer Wolf - mówili, choć każdy z nich maczał w tym palce.

W Cracovii nie do ustalenia jest sprawa odpowiedzialności za politykę transferową. Przed niedawnym meczem z Koroną porównaliśmy skład drużyny trzecioligowej "Pasów", która przegrała u siebie z Koroną w roku 2003. I co? Dziewięciu jest tych samych. Byli tacy mocni, że nie udało się znaleźć nikogo lepszego? Bez przesady. Gdyby tak było, to Cracovia nie przegrałaby kilku meczów w tym i poprzednim sezonie, rządziłaby w Krakowie, a o reprezentacji Polski marzyłby nie tylko Piotr Giza.

Wygląda to tak: odpowiedzialny (na papierze) za transfery dyrektor sportowy Albin Mikulski co jakiś czas podrzuca trenerowi Stawowemu piłkarzy - do testowania albo nawet "gotowych do gry". Za każdym razem trafia kulą w płot. Wygląda to tak, jakby Mikulski uparł się, by wcisnąć Stawowemu wszystkie niezagospodarowane beztalencia z Polski i Afryki (to jeden punkt widzenia), lub Stawowy chciał udowodnić trenerowi i byłemu piłkarzowi Mikulskiemu, że ten kompletnie nie zna się na piłce nożnej (to drugi punkt widzenia).

W politykę transferową lubią się też mieszać prezes Filipiak i wiceprezes Jakub Tabisz (choć oni akurat chyba lepiej znają się na biznesie niż na badaniu kwalifikacji piłkarskich juniorów młodszych). Współwłaściciel Filipiak lubi uderzyć ręką w stół i oświadczyć, że grosza nie da, a o Tabiszu mówi się, że szuka pieniędzy nawet tam, gdzie ich nie ma. Czasem Filipiak chce wydać kasę i uprze się na jakiegoś Citkę albo Świerczewskiego, to znów Stawowy staje na głowie, by i oni nie zagrzali miejsca przy Kałuży. Zresztą może i słusznie.

Efekt jest taki: Cracovia gra wciąż tym samym składem zmęczonych już sobą piłkarzy, ma króciutką ławkę rezerwowych, a zawodnicy z niej wchodzący nie wnoszą kompletnie nic.

- Nie mamy kim straszyć - mówią kibice. Chodzi im o to, że drużynie przydałaby się jakaś gwiazdka, może nawet drugi Piechna. Wzięci do szerokiej kadry utalentowani juniorzy nawet nie powąchali pierwszoligowego boiska, tymczasem ich rówieśnicy, chłopcy z małopolskich klubów, zdobywają bramki dla Legii, wychodzą w podstawowym składzie Górnika Zabrze.

Kto za to odpowiada? W "Stawce" był Wolf, a tu jest FILISTABIMI o czterech twarzach i czterech imionach: Janusz, Wojciech, Jakub i Albin.

Jerzy Chrzanowski

Wyniki i strzelcy goli

Korona (w) - 0:0

Amica (d) - 1:0 (Nowak)

Górnik Z. (w) - 0:3

Wisła K. (w) - 0:3

Legia (d) - 1:1 (Nowak)

Górnik Ł. (w) - 1:1 (Moskała)

GKS BOT (d) - 2:1 (Wacek, Baran)

Groclin (w) - 1:4 (Wacek)

Arka (d) - 2:1 (Bania, Bojarski)

Odra (d) - 1:0 (Pawlusiński)

Pogoń (w) - 2:1 (Giza, Moskała)

Polonia (d) - 3:0 (Bojarski, Bania, Pawlusiński)

Lech (w) - 0:1

Wisła P. (d) - 3:1 (Moskała, Bania, Szczoczarz)

Zagłębie (w) - 1:3 (Nowak)

Korona (d) - 2:3 (Moskała, Pawlusiński)

Amica (w) - 1:1

Ocena rundy jesiennej: 4