Cantoro: Kocham tylko Wisłę

Spoglądam na parking pod klubem i sobie myślę: kiedy piłkarz, który gra w Wiśle długo, jeździ bmw, to normalne. Ale jeśli najdroższe auto kupuje ten, kto do najlepszego polskiego klubu trafił cztery miesiące temu, to znaczy, że on już swoje marzenia zrealizował - mówi Cantoro.
Ja jako piłkarz w Polsce straciłem, ale nie żałuję. Jeśli odejdę z Wisły, to chcę, by na mnie zarobiła. Wiem jedno: nigdy nie zagram w innym polskim klubie.

Michał Białoński, Dariusz Wołowski: Tłum Argentyńczyków i Brazylijczyków przewinął się przez polską ligę w ostatnich latach, a jednak tylko wyjątki przetrwały. Mauro Cantoro to zupełny wyjątek, bo nie dość, że wytrwał, to jest zaliczany do gwiazd ligi.

Mauro Cantoro: Wielu piłkarzy w Ameryce Łacińskiej chce wyjechać do Europy i gdy przychodzi propozycja z Polski, myślą, że sobie poradzą, bo wiadomo, że polscy piłkarze są od nich technicznie gorzej wyszkoleni. Tymczasem z adaptacją jest trudniej, niż się można spodziewać. Trzeba grać na zmrożonych boiskach, czasem w błocie. Jak to ciężkie dla Latynosów, widzieliśmy podczas niedawnego meczu Polska - Ekwador, gdzie w deszczu Polacy potrafili się odnaleźć, a rywala woda i błoto zmogły zupełnie. Ale trudniej niż na boisku jest poza nim. Polska to dla nas daleki kraj, inny, niełatwo przetrwać zimę. Nam się udało, choć są koszty. Wynajmuję nauczyciela hiszpańskiego dla moich dzieci, bo one mówią po polsku. Sześcioletni Mauro nienawidzi piłki, bo przez nią ojca nie ma w domu. Kiedy wyjeżdżam do Polski sam, bez rodziny, to Mauro chodzi jak struty, a z nerwów wypadają mu włosy. Thiago, który ma cztery lata, znosi wszystko lepiej. Piłka jest jego ukochaną zabawką.

Sam Pan wywołał temat naszej reprezentacji. Czy to było duże rozczarowanie, że po ostatnich zmianach przepisów FIFA nie zagra Pan dla Polski, nie pojedzie na mundial do Niemiec?

- Kiedyś myślałem tylko o kadrze Argentyny, ale jestem w Polsce cztery lata, zżyłem się i gra dla niej byłaby dla mnie przyjemnością. Chciałbym jeszcze raz zagrać z Żurawskim, Szymkowiakiem, Kosowskim, Frankowskim, którzy już odeszli z Wisły. Polska ma naprawdę silną reprezentację. Jakiś czas temu prezes PZPN Michał Listkiewicz zapytał mnie, czy chciałbym grać dla Polski. Powiedziałem "tak". Zacząłem się starać o obywatelstwo i chyba niedługo je dostanę. Niedawno zaczęli jednak do mnie dzwonić dziennikarze, mówiąc, że z planów nici, że FIFA zmieniła przepisy i z reprezentacji Polski wyklucza mnie to, że grałem w kadrze Argentyny do lat 17. Z PZPN do mnie nie dzwonili, może jeszcze coś załatwiają?

Chyba nic się nie da załatwić. Tym bardziej szkoda, że ze słów selekcjonera Pawła Janasa i jego asystenta Macieja Skorży wynikało, że Cantoro miałby szansę nie tylko jechać na mundial, ale i grać w tej drużynie ważną rolę.

- Dla mnie byłoby to coś. Gdyby kiedyś ktoś mnie zapytał: "Jakim piłkarzem byłeś Mauro?", to mógłbym powiedzieć, że grałem na mundialu. Liga polska nikomu w Argentynie nic nie mówi, a do Ligi Mistrzów z Wisłą jak dotąd awansować się nie udało.

Dlaczego?

- To rozgrywki dla bogatych - dla Realu, Barcelony, dla Juventusu i Interu. Oczywiście jest margines dla takich klubów jak Wisła, ale ich udziałowi w Champions League musi pomóc szczęśliwy zbieg okoliczności. Słowacy z Perżalki mieli szczęście, za rok już go pewnie mieć nie będą. Ale ja nie chcę przez to powiedzieć, że porażki Wisły w eliminacjach Champions League mnie nie bolą. Bolą mnie bardzo. To moje wielkie niespełnione marzenie. I spójrzcie, jaki ten futbol jest przewrotny. Kiedy walczyliśmy o LM z Żurawskim, Szymkowiakiem i Kosowskim, nigdy nie byliśmy tak blisko jak ostatnio, gdy Wisła była osłabiona ich odejściem. Po zwycięstwie z Panathinaikosem 3:1 w Krakowie pojechałem do domu bardzo szczęśliwy. Do przerwy w Atenach nie było bramek. A potem nieoczekiwana katastrofa. Zabrakło doświadczenia. Panathinaikos miał go więcej.

Trener Jerzy Engel narzekał na sędziów...

- To prawda, że gol Penksy był prawidłowy. Oglądałem ten mecz na wideo kilka dni temu. Gdyby został uznany, gralibyśmy dziś w Champions. Ale poza tym straciliśmy aż cztery bramki. Mówię: doświadczenie było decydujące. Właśnie wtedy zabrakło nam "Żurawia" albo "Szymka". Wiem, że po porażce ciężko się mówi, wiem, że ten, kto przegrywa, nie ma żadnych argumentów. Zdaję sobie sprawę, że słowa o tym, że Wisła ma lepszych piłkarzy niż Vitoria Guimaraes, brzmiały śmiesznie, kiedy przegrywaliśmy 0:3 i 0:1 w Krakowie. A jednak myślę, że taki klub jak Wisła stać na awans do Champions League, a w Pucharze UEFA na walkę o finał albo nawet i o zwycięstwo. Dlatego rozumiem właściciela klubu, że był wściekły po naszych porażkach w II rundzie UEFA z Dinamo Tbilisi i Vitorią. Ja też byłem wściekły. Myślę, że przegrywaliśmy tamte mecze ze słabszymi od siebie, bo nie potrafiliśmy się podnieść po porażkach w bojach o LM.

Tomasz Frankowski, odchodząc z Wisły, stwierdził, że ma dość ligowej młócki, że nie chce już jeździć do Wodzisławia czy Łęcznej, nawet gdyby miał strzelać tam po trzy gole.

- Mnie się wygrywanie nie nudzi. Ja chciałbym wygrać wszystkie mecze w życiu po 5:0 i wtedy byłbym zupełnie szczęśliwy. Ale "Franka" rozumiem. Na koniec kariery chciał zarobić, potrzebował nowego wyzwania, więc pojechał.

Co Wisła powinna zrobić, żeby do Champions League jednak awansować?

- Najlepiej utrzymać "Żurawia", "Kosę", "Szymka" i "Franka".

W czerwcu kończy się kontrakt z Wisłą Mauro Cantoro. I?

- Bardzo chciałbym zostać. W Polsce jest mi dobrze, fani Wisły mnie lubią. Doceniają, że zawsze walczę do końca. Dla nich chciałbym grać, ale w Wiśle jestem tylko pracownikiem, nie wszystko zależy ode mnie.

Kiedyś po meczu z Polonią w Warszawie kibice Wisły odwrócili się nawet od reszty zespołu i skandowali: "Mauro Cantoro".

- Jeden z kolegów zapytał mnie wtedy: "Wracasz do Krakowa z nami czy z nimi?".

Na razie Wisła nie przedstawiła Panu nowej oferty, w czerwcu będzie Pan mógł odejść za darmo. Ma Pan jakieś propozycje z innych klubów?

- Jeśli już będę musiał odejść, to chciałbym, żeby Wisła zarobiła na moim transferze. Dlatego wolałbym podpisać nowy kontrakt, a o propozycjach z innych klubów nic mówić nie chcę. Wiadomo, że chętnie bierze się gracza za darmo, ale przez szacunek dla fanów Wisły nie będę mówił na ten temat. Niech wiedzą, że Cantoro chce grać dla nich, a nie straszy ich, że odejdzie, bo ktoś da mu więcej zarobić.

Czy wchodzi w grę Legia lub inny klub z ligi polskiej?

- Nie. Albo Wisła, albo wyjeżdżam za granicę.

Myśli Pan czasem o reprezentacji Argentyny?

- Zależy, w jakim sensie. Oglądam wszystkie mecze. Lubię patrzeć na Riquelme, który ma tę umiejętność, by rzeczy trudne zmieniać w łatwe. A co do siebie, to wszelkie nadzieje porzuciłem parę lat temu. Piłkarz, który gra w polskiej lidze, nie ma szans na powołanie do reprezentacji Argentyny.

No to może trzeba było z Polski wyjechać?

- Grałem w III lidze we Włoszech, gdy cztery lata temu przyszła propozycja z Wisły. Przyjąłem i niczego nie żałuję. W Krakowie mi dobrze. Rodzinie też. A jako piłkarz na pewno w Polsce nie straciłem.

Który z trenerów Wisły miał na Pana największy wpływ?

- Kasperczak. On mnie wycofał, zacząłem grać jako defensywny pomocnik. On dał drużynie Wisły najwięcej.

Niech Pan wyjaśni fenomen Kasperczaka. Przecież on wiele lat spędził za granicą, nie za dobrze nawet mówi po polsku, a wszyscy piłkarze Wisły twierdzą, że to świetny trener. Jak on się z Wami porozumiewał?

- Piłka to prosta gra, nie trzeba być krasomówcą. Są zasady, które trzeba zrozumieć, i schematy, które trzeba wypracować na treningach. Kasperczak wiedział, jak mamy grać, i potrafił sprawić, byśmy tak właśnie grali.

Dlaczego w Polsce nie ma tylu piłkarskich gwiazd, ile w Argentynie?

- Bo u nas futbol to religia. Przykład? Mój wujek pracuje na stacji benzynowej. Jest facetem, który nalewa paliwo klientom. Zarabia na polskie jakieś 600 zł na miesiąc, a ma troje dzieci. Nietrudno o wniosek, że w domu się nie przelewa. Ale żeby nie wiem co, żeby dzieci miały być głodne i obdarte, on co weekend idzie na stadion. Obok siedzą tacy sami zakochani w piłce biedacy jak on. W Argentynie jest kryzys, a nawet na najgorszym meczu jest 20 tys. kibiców. To naprawdę religia, ludzie idą na mecz jak do kościoła. I kiedy widzą, że któremuś z tych dobrze opłacanych piłkarzy nie chce się biegać, to biada mu. Gotowi spalić mu dom, samochód i Bóg jeden wie, co jeszcze. W Argentynie piłkarz nie ma prawa lekceważyć kibica. A jak sobie wbije cel do głowy, to idzie choćby po trupach. Reprezentacja, żeby nie wiem w jakim kryzysie był kraj, jedzie na mundial po mistrzostwo, a drugie miejsce to klęska - zwalnia się trenera, rozlicza piłkarzy.

W Polsce piłkarze nie są ambitni?

- Bywają bardzo ambitni, ale wystarczy spojrzeć na parking pod klubem. Kiedy piłkarz, który gra w Wiśle długo, ma bmw, to normalne. Ale jeśli najdroższe auto kupuje ten, kto do najlepszego polskiego klubu trafił cztery miesiące temu, to znaczy, że on już swoje marzenia zrealizował.

A Mauro Cantoro jakie ma auto?

- Pierwsze, które kupiłem, było dla rodziców. Ja drogiego samochodu i dziś nie mam, bo wolałem kupić dla dzieci mieszkanie w Argentynie. Kiedy byłem mały, marzyłem o butach Nike. Ojciec obiecał, że kupi mi je jutro. Kiedy zapytałem nazajutrz, to znów powiedział, że jutro. I nigdy ich nie dostałem. Ojca bardzo kocham, ale swoim dzieciom nie chcę mówić "jutro". Moi synowie buty Nike będą potrzebowali za jakieś sześć lat, więc nie mam wyjścia, muszę myśleć o przyszłości.

Jest w Polsce taki piłkarz, nazywa się Grzegorz Piechna. Od lat pomaga teściowej rozwozić węgiel, był królem strzelców w IV lidze, w III i w II. Jeszcze parę tygodni temu kibice ekstraklasy z nutką niedowierzania uczyli się jego pseudonimu - "Kiełbasa", a on zdobywał gola za golem. Wiśle strzelił dwa. Niedawno w wieku 29 lat zadebiutował w kadrze, zdobył piękną bramkę i marzenie o mundialu stało się realne.

- Piechna to dobry napastnik. Nie znam tej całej historii o nim, ale brzmi nieźle. Wspiął się wysoko, ale by jego marzenia się spełniły, musi się na szczycie utrzymać. To w piłce najtrudniejsze. Wahania formy bardzo drogo kosztowały Wisłę. Raz gramy świetnie, a za chwilę - klapa, taka jak z Vitorią Guimaraes. Utrzymanie się na pewnym poziomie to zadanie ze wszystkich najtrudniejsze.

Wisła dominowała w lidze od 2002 roku niepodzielnie. Teraz Legia kroczy za nią jak cień. Legia jest lepsza czy Wisła słabsza?

- Chyba jedno i drugie. My straciliśmy kilku piłkarzy. Takich jak Szymkowiak, Żurawski, Frankowski. Kiedyś, gdy stwarzaliśmy w meczu dziesięć okazji do zdobycia gola, to "Franek" z "Żurawiem" sprawiali, że wygrywaliśmy 4:0. A teraz wciąż mamy po dziesięć sytuacji, no może osiem, ale wygrywamy 1:0 lub nie wygrywamy w ogóle. A Legia ma dobrych zawodników: Włodarczyk, Janczyk, kilku innych jeszcze. Dla kibiców to lepiej, żeby Legia deptała Wiśle po piętach do końca, ale ja jako wiślak wolę, żeby ten scenariusz się nie zdarzył.

Wspomina Pan Szymkowiaka, Frankowskiego, Żurawskiego. Śledzi Pan, co się z nimi dzieje po wyjeździe z Wisły?

- Tak. Kiedyś przeczytałem w polskich gazetach, że "Szymka" obserwuje Juventus. Zadzwoniłem do Włoch, do znajomego menedżera, i pytam. On mówi, że Szymkowiaka nie zna. Tłumaczę mu, że to najlepszy polski pomocnik, że gra w Trabzonsporze, a on mówi, że na Juventus to za mało, że to wystarczy na Lecce. To prawda, że polscy piłkarze nie mają marki, a niektórzy na nią zasługują. Tyle że dopóki reprezentacja nie zdziała czegoś na mundialu, a polskie kluby nie będą wygrywać w pucharach, to nic się nie zmieni. Parę lat temu nikt nie cenił aż tak bardzo piłkarzy francuskich, ale udowodnili, że są najlepsi na świecie, i zaczął się boom. Dziś każdy klub chce Francuza.

Najlepszym piłkarzem świata jest dziś Brazylijczyk Ronaldinho. Argentyńczycy obrażają się, gdy porównuje się go do Diego Maradony?

- Obrażają? Nie ma za co. Uwielbiam patrzeć na Ronaldinho, na te jego triki, które odróżniają go od wszystkich innych. Nikt inny z dzisiejszych piłkarzy nie przypomina Diego tak bardzo jak on, ale rzeczywiście nawet Ronaldinho nie wytrzymuje porównania z Maradoną. Bardzo chciałbym się mylić, jednak za naszego życia drugiego takiego jak Diego raczej nie będzie.

Lionel Messi ma 18 lat, a już jest gwiazdą Barcelony.

- Messi to supertalent, zrobi karierę, ale Maradoną nie będzie. Mimo wszystko.

Był Pan bardzo szczęśliwy, gdy Maradona wyszedł z nałogu. Dziś prowadzi w Argentynie talk-show "La noche del 10".

- Diego to wielki idol. W Argentynie wszyscy byli szczęśliwi, gdy wrócił do życia. Matka nagrała mi wszystkie programy prowadzone przez Diego. Gdy przyjadę do Argentyny, obejrzę. Wiem, że zapraszał do siebie Fidela Castro i Mike'a Tysona. Ciekawe, jak mu to wyszło.