Po ME w Trieście: Trudny czas królowania

11 medali w Trieście rozbudziło nadzieje na olimpijskie sukcesy, zwłaszcza że młodzież goni mistrzów. Czas na odważne posunięcia PZP, by utrzymać Polskę na pływackim tronie. Ośrodek w Warszawie to już za mało, potrzebne są kolejne.
Polscy pływacy wrócili z rekordowych dla nas mistrzostw Europy jak rzymscy wodzowie po podbojach. Władze PKOl podkreślały "oczarowanie ich występem", Ministerstwo Sportu dziękowało za "prezent pod choinkę".

Pływakomania

Nieznane dotąd, ładne buzie naszych pływaczek przewinęły się przez wszystkie dostępne w Polsce telewizje. W kraju tylko krok dzieli nas od pływakomanii. Czy nasi pływacy odnieśli aż tak wielki sukces? Tak, ale to, że został zauważony, zawdzięczają transmisjom telewizyjnym w "Jedynce" tuż po "Teleexpressie". Wreszcie każdy kibic w kapciach mógł się przekonać, że pływanie w Polsce istnieje i nieźle się trzyma.

Ci, którzy śledzili wcześniejsze starty Polaków w mistrzostwach Europy na krótkiej pływalni, wiedzą, że z tej imprezy zawsze przywoziliśmy medale (nigdy 11), mieliśmy mistrzów Europy (nigdy pięciu naraz), a nawet rekordzistów Starego Kontynentu. Jednak przy braku zainteresowania mediów tamte sukcesy mijały niezauważone.

Występ w Trieście przy odrobinie szczęścia mógł zakończyć się jednym srebrem więcej i zwycięstwem w klasyfikacji medalowej - już nie wspominając co by było, gdyby wystartowała mistrzyni olimpijska Otylia Jędrzejczak.

Jednak to był sukces mocnej drużyny, a nie jednej gwiazdy otoczonej grupą średniaków. Doczekaliśmy pływackich Galacticos, który już dyktują warunki na krótkiej pływalni w Europie. Szkoda, że mając taki potencjał, nadal boimy się sztafet, które są najgorętszymi konkurencjami w pływaniu i najlepiej motywują młodych, by walczyć o kadrę.

Zobaczyć Korzeniowskiego

Sukces w Trieście zobowiązuje. Pływanie wychodzi z zacisza basenów, zawodów rozgrywanych bez dziennikarzy i staje się liderem w polskim sporcie. Medaliści zostają gwiazdami i kibice będą teraz chcieli wiedzieć, jak popłynął w Grand Prix Polski mistrz świata i Europy Paweł Korzeniowski. A może nawet będą chcieli zobaczyć to na własne oczy na mikrych trybunkach pływalni. Przed PZP nowe wyzwania.

Nie ma co ukrywać, że ME na krótkim basenie są w światowej hierarchii najniżej. To 50-metrowa lub, jak kto woli, olimpijska pływalnia weryfikuje rzeczywisty układ sił. Dla Polaków jednak Triest powinien być początkiem królowania na kontynencie, które podtrzymają latem w Budapeszcie na dużym basenie. A jeśli bohaterowie nie pogubią się w przygotowaniach do igrzysk w Pekinie to rok 2008 będzie dobry. Co najmniej.

Potrzebna jest jednak odwaga PZN. Moment trzeba wykorzystać, by stworzyć warunki do treningów na poziomie kadry narodowej w kilku miejscach w kraju.

Monopol warszawski

Za przygotowanie naszych pływaków odpowiada Paweł Słomiński. Trener, który był na tyle twardy, że "grupę bankietową" pływaków studentów AWF w Warszawie potrafił zmienić w silny ośrodek akademicki. W 2001 r. klub przyciągnął Otylię Jędrzejczak. Słomiński i Otylia zdobyli dla Polski wszystko, co możliwe, a trener słusznie został szkoleniowcem kadry. Do pływania w stołecznej AZS AWF zaczęło garnąć się coraz więcej klasowych zawodników, którzy rozwijają tu talenty (Sławomir Kuczko, Korzeniowski). Zawodnicy po maturze nie muszą szukać miejsca do treningów w USA.

ME w Trieście pokazały, że w Polsce są jeszcze inni zdolni trenerzy i nie wszyscy dobrzy pływacy są z Warszawy. Jednak nie mają u siebie takich warunków jak Słomiński. Nie ma w Szczecinie (gdzie trenują Katarzyna Baranowska, Mateusz Sawrymowicz, Przemysław Stańczyk) szans, by studiować i uprawiać wyczynowo pływanie, choć trener Mirosław Drozd staje na głowie, by stworzyć warunki swym wychowankom. Ola Urbańczyk trzyma się trenera w Łodzi, a Agata Korc we Wrocławiu, bo to sprinterki i nie widzą się w grupie Słomińskiego - specjalisty od wytrzymałości. Kasia Dulian po maturze w Raciborzu będzie musiała opuścić najwybitniejszego fachowca od techniki pływania żabką Piotra Generalczyka. Ta zmiana przygotowań to duże ryzyko.

Konkurencja jest konieczna, na niej opierają swe potęgi pływacy USA i Australia, u nas Warszawa jest monopolistą.

Trener Słomiński przyjmuje na razie wszystkich studentów chcących z nim trenować. Jednak może się zdarzyć, że jedyny przystosowany do tego ośrodek w Polsce zakorkuje się. Wystarczy spojrzeć w tegoroczne tabele rekordów Polski, by przekonać się, że rośnie grupa zdolnych pływaków, bijących juniorskie osiągnięcia dzisiejszych mistrzów. Ośrodek w Warszawie dał polskiemu pływaniu sukces w Trieście, aby utrzymać się na tronie, potrzebne są kolejne.

Czy sukcesy na ME Europy przełożą się na medale olimpijskie w Pekinie?