Finał NBA: wygrana Lakers w drugim meczu

Koszykarze Los Angeles Lakers wykorzystali wreszcie swoje atuty i w drugim meczu finału NBA pokonali Philadelphia 76ers 98:89. W rywalizacji jest remis 1:1, trzeci mecz odbędzie się w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu w Filadelfii.
Ten mecz tylko w jednym był podobny do pierwszego: filadelfijczycy nie poddali się i walczyli o zwycięstwo przez całe spotkanie. Tym razem jednak nie mogli liczyć na swoją gwiazdę numer 1 - Allena Iversona. MVP tego sezonu rzucał bardzo nieskutecznie i większość swojej energii marnował na wywalczenie dostępu do piłki. W całym meczu spudłował aż 19 z 29 rzutów, a także wszystkie cztery wolne - wszystkie w czwartej kwarcie.

Spudłowane wolne - tak jak w pierwszym meczu - bardzo zaszkodziły 76ers w końcówce. Dwa dni wcześniej, gdyby w ostatniej minucie choć raz trafił Dikembe Mutombo, Sixers mogli wygrać bez dogrywki. Tym razem, gdyby nie fatalna seria w czwartej kwarcie - po cztery wolne spudłowali Iverson i Raja Bell, a dwa Aaron McKie, byłaby szansa na wygranie przez niedoceniany zespół z Filadelfii drugiego kolejnego meczu z obrońcami mistrzowskiego tytułu na ich terenie.

Tym razem za to znakomicie zagrały wszystkie dwie i pół gwiazdy Lakers. Dwie - bo Shaquille O'Neal dominował pod koszami, a Kobe Bryant był bardzo skuteczny w rzutach z dystansu i kontrach. Pół - bo znakomicie wspomagający dwóch gwiazdorów w play off rozgrywający Derek Fisher otrząsnął się z kompromitacji w pierwszym meczu (0 punktów) i nie tylko trafiał (14 pkt.), ale także znakomicie pilnował Iversona.

Dzięki tym trzem graczom na początku czwartej kwarty Lakers prowadzili już nawet 13 punktami. Rzut za trzy Iversona i trafienie hakiem Mutombo spowodowały, że przewaga zmalała do zaledwie trzech punktów (89:86). Jednak w decydujących momentach gwiazdy lakers wspomógł zmożony kontuzjami weteran Ron Harper, który po raz pierwszy w tegorocznym finale pojawił się na boisku - na bardzo krótko. W ostatnich dwóch minutach zdobył jednak punkty spod kosza, a potem wykorzystał jeden rzut wolny.

Wcześniej wydawało się, że bohaterem meczu może niespodziewanie zostać kanadyjski środkowy Todd MacCulloch. Wybrany z dalekim numerem w drafcie 1999 roku koszykarz kończący wówczas naukę na uniwersytecie Washington do ostatnich chwil przed naborem rywalizował o miejsce w składzie 76ers z Polakiem Rafałem Bigusem (wtedy świeżo po uniwersytecie Villanova). Obaj są podobni sylwetkami i sposobem gry, ale zdecydowanie większa skuteczność nieco niższego MacCullocha ostatecznie przekonała do niego trenera Larry'ego Browna. To właśnie dlatego zamiast reprezentanta Polski oglądamy w tegorocznym finale reprezentanta Kanady.

MacCulloch w piątek nadspodziewanie odważnie walczył z Shaqiem, ale także potrafił go ograć w ataku. Zdobył aż 13 punktów, wszystkie w drugiej i trzeciej kwarcie. W decydujących momentach trener Brown zdecydował się jednak na wystawienie na boisko czterech graczy obwodowych i Mutombo. Rywal Bigusa pozostał na ławce.

Kiedy już wynik meczu był rozstrzygnięty, Allen Iverson i Kobe Bryant wdali się w mało przyjacielską pogawędkę na boisku. Iverson chodził wokół boiska, klaszcząc w ręce i kiwając głową, jakby chcąc pokazać rywalom, że swój plan i tak wykonał. Teraz oba zespoły czekają trzy mecze w Filadelfii. Jeśli 76ers wygrają wszystkie, zostaną mistrzami NBA. Ale kłopot w tym, że takiej serii we własnej hali jeszcze nikt w historii NBA nie miał.

Los Angeles Lakers 98

Philadelphia 76ers 89

Stan rywalizacji 1:1, trzeci mecz w niedzielę w Filadelfii.

Kwarty: 25:24, 24:23, 28:20, 21:22.

Lakers: Bryant 31 (1), O'Neal 28, Fisher 14 (2), Grant 6, Fox 0 oraz Horry 8, Harper 5, Shaw 4 (1), Lue 2.

Sixers: Iverson 23 (3), McKie 14 (2), Mutombo 16, Jones 3 (1), Hill 2 oraz MacCulloch 13, Snow 12, Geiger 4, Bell 2, Ollie 0, Buford 0.

Najwięcej zbiórek: O'Neal 20, Bryant 8, Horry 7 - Mutombo 13, McKie 6.

Najwięcej asyst: O'Neal 9, Bryant 6, Shaw 5 - McKie 6, Snow 4.

Najwięcej przechwytów: Bryant i Fisher po 2 - Bell 3, McKie i Snow po 2.

Najwięcej strat: Fox i O'Neal po 5 - Iverson i Snow po 3.

Najwięcej bloków: O'Neal 8 - Hill 3.



Bohater meczu: Shaquille O'Neal

Center Lakers gra pewnie i spokojnie i jest zupełnie nie do zatrzymania dla rywali. W meczu nr 2 imponował asystami (9), dzięki którym Lakers łatwo zdobywali punkty. Mógł pobić w tym spotkaniu parę niesamowitych rekordów. Wyrównał rekord finałów w liczbie bloków (8), który od ponad 20 lat należy do legendarnego Billa Waltona. Co prawda kilka z tych "czap" było mocno kontrowersyjnych, ale sędziowie zawsze przychylniej patrzą na zagrania środkowego Lakers. Tym bardziej, że w meczu nr 1 nie zanotował on żadnego bloku. Ale występ Shaqa mógł być jeszcze bardziej efektowny. Zaledwie 1 asysty i 2 bloków zabrakło mu do pierwszego w historii play off NBA quadruple-double, czyli co najmniej dwucyfrowych osiągnięć w czterech kategoriach statystycznych. Bo że zaliczy co najmniej 10 punktów i zbiórek (w meczu nr 2 odpowiednio 28 i 20) można być zawsze pewnym.

Statystyki Shaquille'a O'Neala z meczu nr 2: 45 minut, 28 punktów, 12/19 z gry, 4/10 wolne, 20 zbiórek (8 w ataku), 9 asyst, 5 fauli, 1 przechwyt, 5 strat, 8 bloków.



Liczby finału NBA

4/10

Rzuty wolne Shaquille'a O'Neala (40 procent). Po dwóch meczach: 14/32 (44 procent). Tym razem pudła O'Neala nie miały znaczenia. Częściej podawał niż wpychał się pod kosz, więc nie był tak często faulowany.

10/29

Skuteczność Allena Iversona z gry (34 procent). Po dwóch meczach: 28/70 (40 procent). 34 procent to aż o 10 mniej niż w meczu numer 1. To nie był dobry dzień króla strzelców.

20:13

Pojedynek na zbiórki O'Neal - Mutombo. Po dwóch meczach: 40:29. Tym razem pojedynek zdecydowanie wygrany przez gracza z LA.

31:19

Punkty rezerwowych na korzyść 76ers. Po dwóch meczach: 40:34. Tym razem przewaga 76ers w tym elemencie (głównie dzięki Toddowi MacCullochowi) nie wpłynęła na wynik. Także dlatego, że punkty Rona Harpera i Roberta Horry'ego padały w najważniejszych momentach.