Klubowy Puchar Europy w rugby - Nada Split - Arka Gdynia 13:10

Mistrzowie Polski przegrali pierwszy mecz w europejskich rozgrywkach. W turnieju finałowym Klubowego Pucharu Europy ulegli Nadzie Split 10:13.
Jeszcze przed śniadaniem trener, kapitan i łącznik młyna Arki Dariusz Komisarczuk mobilizował kolegów przed spotkaniem z Chorwatami. - Panowie, sprężamy się już teraz, bo mamy napięty rozkład dnia - mówił.

Po śniadaniu mistrzowie Polski nie mieli dużo czasu na trawienie. Już o godz. 10 majestatycznie przeszli przez starą część Splitu na stadion, który od hotelu dzieli 10 minut drogi, aby potrenować przed popołudniowym meczem. Rugbiści nie mieli również czasu, aby podziwiać uroki starówki w Splicie, ale pokusa wolnej soboty była dla nich dodatkowym argumentem, by postarać się o wygraną z Chorwatami.

Po treningu nastroje były stonowane. - Trochę nam się gra na treningu nie kleiła - mówił Maciej Stachura, trener formacji ataku Arki. Marek Skindel kręcił nosem na stan boiska. - Jest fatalne, bo bardzo grząskie i nierówne - ocenił rugbista Arki.

Dla gdyńskiej drużyny zwycięstwo oznaczałoby pierwszy sukces w europejskich rozgrywkach odniesiony przez drużynę z Polski. Ale niepewność pogłębiała także nieznajomość rywala. - Wiemy tylko, że mają siedmiu, może ośmiu reprezentantów Chorwacji - mówili gdynianie. To tyle, ilu reprezentantów Polski dała Arka naszej kadrze w przegranym meczu eliminacji finałów Pucharu Świata 2007 z Hiszpanią w Madrycie. Dla nich ta klęska (12:68) to bodziec, aby się zrehabilitować za ubiegłotygodniową wpadkę.

Ponad godzinę przed meczem gdynianie znów przespacerowali się na kameralny stadion w Splicie. Kolorytu obiektowi dodawał kamienny mur porośnięty winoroślą za jedną z bramek.

- Nie możecie zbyt mocno strzelać - mówił przed meczem Komisarczuk. - Nieodzowne będą także pewne szarże [zatrzymanie rywala w biegu - red.] - motywował kolegów. - Musimy też grać blisko młyna, bo Chorwaci mogą być ruchliwi. Pamiętajcie, że reprezentujemy Polskę, Gdynię i Arkę.

W pierwszym okresie spotkania Arka zdecydowanie przeważała, ale w 20. minucie grający w nowych strojach gdynianie przegrywali już 0:7. W końcówce pierwszej połowy arkowcy znów przycisnęli, ale nic z tego nie wynikało. - Jesteśmy lepsi, możemy ten mecz wygrać - Komisarczuk głośno przekonywał w przerwie swoich kolegów. Mimo że gdynianie od początku drugiej połowy znów przeważali, to w 65. minucie przegrywali już 0:10. Pierwsze przyłożenie dla Arki zdobył Wojciech Ruszkiewicz, ale Januszowi Urbanowiczowi nie udało się podwyższyć. Zrobili to gospodarze, którzy powiększyli przewagę do wyniku 13:5. Ukrainiec Siergiej Garkawyj zrehabilitował się za trzy niecelne kopy z rzutów karnych efektownym wbiegnięciem z piłką na pole punktowe rywali i zdobył pięć punktów dla Arki. Mimo olbrzymiej przewagi gdynian w końcówce meczu mistrzowi Polski nie udało się wygrać. - Zabrakło silniejszego ataku i punktów z kopów - ocenił Stachura. - Szkoda, że nie udało nam się przyłożyć na początku spotkania, bo byśmy wygrali - dodał Komisarczuk.

W sobotę Arka zagra z mistrzem Niemiec - SC Neuenheim.

RK Nada Split 13 (7)

Arka Gdynia 10 (0)

Arka: Wojciech Ruszkiewicz 5, Siergiej Garkawyj 5.

Arka: Urbanowicz, Wojaczek, Ruszkiewicz, Zdunek, Dąbrowski, Raszpunda, Pruński, Nowak, Komisarczuk, Gajewski, Garkawyj, Chromiński, Skrzyński, Skindel, Szostek oraz Głuszek, Bury, Madajewski, Kałduński, Bartkowiak.