Sport.pl

W nocy ze środy na czwartek zaczyna się finał NBA

Los Angeles Lakers są wielkimi faworytami do obrony mistrzowskiego tytułu w NBA przed rozpoczynającym się w nocy ze środy na czwartek polskiego czasu finałem z Philadelphią 76ers. Czy koszykarze z LA staną się pierwszym zespołem w historii tej ligi bez porażki w całym play off?
Prowadzony na ławce przez Phila Jacksona, a na boisku przez Shaquille'a O'Neala i Kobe Bryanta, zespół z LA ma już na koncie 11 kolejnych wygranych. Łącznie z ośmioma ostatnimi meczami rundy zasadniczej jest niepokonany od 1 kwietnia - w 19 kolejnych grach. Czy w finale także obędzie się bez przegranej? - Naprawdę o tym w ogóle nie myślimy. Cały czas interesujemy się tylko najbliższym meczem - zapewnia Kobe Bryant, ale jego uśmiech mówi co innego.

Przeciwko "czystemu" przejściu przez play off NBA przemawia wiele. Na przykład historia. Nigdy jeszcze nikomu się to nie udało. Najbliżej byli w 1983 roku Philadelphia 76ers, ale wspaniały zespół z Mosesem Malone'em i Juliusem Ervingiem na czele przegrał jeden mecz - w finale konferencji z Milwaukee Bucks. Sixers mieli jednak wtedy do przejścia tylko trzy rundy, a nie cztery jak obecnie. Wygrali 12 z 13 meczów.

Blisko podobnego osiągnięcia byli także w 1989 roku Lakers prowadzeni przez Pata Rileya. Po trzech rundach byli bez porażki i szykowali się do finału z Detroit Pistons. Jednak po finale konferencji mieli aż osiem dni odpoczynku przed wielkim finałem. Riley wywiózł zespół na obóz, trenował z koszykarzami ostro, dwa razy dziennie. Tuż przed rozpoczęciem finału ciężkich kontuzji doznali dwaj najważniejsi gracze obwodowi Magic Johnson i Byron Scott. Osłabieni Lakers przegrali finał 0:4!

Właśnie dłuższy odpoczynek może być także kłopotem zespołu Jacksona. Od ostatniego meczu w finale konferencji Lakers będą mieli aż dziewięć dni odpoczynku. Jackson starał się nie powtórzyć błędów Rileya i dał swoim zawodnikom odpoczywać. Kilka dni w ogóle mieli wolnych. - Teraz jesteśmy świezi i z entuzjazmem przystępujemy do finału - deklaruje Bryant. Najważniejsze - są zdrowi, choć O'Neal narzekał na jakieś drobne kłopoty ze stopą.

Na drodze obrońców tytułu mistrzów NBA staje teraz zespół z Filadelfii zbudowany wokół superstrzelca Allena Iversona. Już dawno w finale nie było zespołu tak bardzo zdominowanego przez jednego gracza. Jednak dzięki tej taktyce Iverson może powtórzyć osiągnięcie Shaquille'a O'Neala z poprzedniego sezonu, kiedy to center Lakers był kolejno MVP meczu gwiazd, rundy zasadniczej i finału. Do kompletu została mu tylko nagroda za finał. Jeśli tylko rzucający obrońca Sixers będzie zdrowy, można się spodziewać po nim co najmniej 30 rzutów w każdym meczu. Może padnie punktowy rekord finałów (61), który w 1962 roku ustanowił Elgin Baylor? Potrzebował do tego celu 46 rzutów z gry, a to dla Iversona pestka. Nawet w tym sezonie potrafił już oddać w meczu 40 rzutów.

To będzie nie tylko pojedynek wspaniałych graczy, ale także najlepszych trenerów. Obaj mają co prawda w swoim dorobku zaledwie po jednym tytule Trenera Roku w NBA (Jackson w 1996 roku, Larry Brown w tym sezonie), ale od lat są zaliczani do ścisłej czołówki. Swoje finałowe zespoły budowali w zupełnie różny sposób. Jackson - jak zwykle zresztą - przejął właściwie gotową drużynę, a na dodatek w kwestiach personalnych zdaje się często na inne osoby - choćby menedżera Mitcha Kupchaka, który w tym sezonie zastąpił Jerry'ego Westa. Jackson otoczył dwie gwiazdy specjalistami od "czarnej roboty" i zaufał ich boiskowej inteligencji. Buntujący się - jak w poprzednim sezonie Glen Rice czy w obecnym Isaiah Rider - zostali usunięci.

Brown sam podejmował decyzje i to wielokrotnie bardzo ryzykowne. Podczas jego czteroletniej pracy w Filadelfii klub opuścili Jerry Stackhouse, Larry Hughes i Tim Thomas - młode gwiazdy, które nie mogły znaleźć wspólnego języka z Iversonem. Niczym meteory przelecieli przez zespół Theo Ratliff i Toni Kukocz, najpierw pozyskani, potem oddani za Dikembe Mutombo. W zamian Brown nie ściągnął żadnych wielkich koszykarzy - poza Mutombo - ale "robotników", takich jak Aaron McKie, dziś kluczowy gracz Sixers (przyszedł w wymianie za Stackhouse'a z Detroit), albo Tyrone Hill (z Milwaukee za Thomasa). I ten zespół poprawiał się z roku na rok, stając się w końcu finalistą.



Pierwszy i drugi mecz finału 2001 odbędą się w Los Angeles. Lakers - choć na pewno nie planują - mają możliwość rozegrania też u siebie meczów numer 6 i 7. Przewagę własnego boiska obrońcy tytułu zawdzięczają wyłącznie zlekceważeniu przez 76ers ostatniego meczu sezonu zasadniczego z Chicago Bulls. Gdyby nie przegrali tamtego spotkania, mieliby bilans końcowy 57-25, o jedno zwycięstwo lepszy od Lakers i przewagę własnego boiska w finale. A tak, przy równym bilansie rundy zasadniczej i remisie w bezpośrednich meczach, decydował bilans spotkań z własnej konferencji - lepszy dla Lakers.

Historia finałów ostatnich 15 lat

1999/00 Los Angeles Lakers - Indiana Pacers 4:2, MVP O'Neal

1998/99 San Antonio Spurs - New York Knicks 4:1, MVP Duncan

1997/98 Chicago Bulls - Utah Jazz 4:2, MVP Jordan

1996/97 Chicago Bulls - Utah Jazz 4:2, MVP Jordan

1995/96 Chicago Bulls - Seattle SuperSonics 4:2, MVP Jordan

1994/95 Houston Rockets - Orlando Magic 4:0, MVP Olajuwon

1993/94 Houston Rockets - New York Knicks 4:3, MVP Olajuwon

1992/93 Chicago Bulls - Phoenix Suns 4:2, MVP Jordan

1991/92 Chicago Bulls - Portland Trail Blazers 4:2, MVP Jordan

1990/91 Chicago Bulls - Los Angeles Lakers 4:1, MVP Jordan

1989/90 Detroit Pistons - Portland Trail Blazers 4:1, MVP Thomas

1988/89 Detroit Pistons - Los Angeles Lakers 4:0, MVP Dumars

1987/88 Los Angeles Lakers - Detroit Pistons 4:3, MVP Worthy

1986/87 Los Angeles Lakers - Boston Celtics 4:2, MVP Johnson

1985/86 Boston Celtics - Houston Rockets 4:2, MVP Bird