Królewscy ośmieszeni przez Deportivo

- Tak się nie wygrywa nigdzie. Szczególnie wkurza mnie, gdy widzę odstawianie nogi - powiedział Sergio Ramos po porażce Realu 1:3 z Deportivo. Real nie wygrał na Estadio Riazor w La Coruni od 14 lat.
W środę w nocy właśnie bierne oczekiwanie było największym problemem "Królewskich". I doczekali się. Deportivo przetoczyło się przez pole karne Casillasa jak tajfun i atakując konsekwentnie od początku do końca, strzelało kolejne gole. Przy stanie 3:0 Raul zdobył honorowego gola w 86. min. "Porażka 1:3 nie jest jednak najgorsza, najgorszy był styl gry Realu" - pisze "Marca". Deportivo, które zaczęło rozgrywki ligowe słabo, zupełnie zdominowało sławnego rywala. - Zabrakło chęci zwycięstwa. Gdy grasz z kimś takim jak Deportivo na jego boisku, nie możesz się cofnąć, oddać inicjatywę i w trwodze czekać, co zrobi. Bo wtedy nie zdobywa się nawet punktu - mówił trener Realu Valderlei Luxemburgo.

O dziwo, najostrzej wypowiedział się Serio Ramos, defensywny pomocnik, nowy zakup Luxemburgo, który zaledwie walczy o miejsce w składzie "Galaktycznych". Tyle że sam zagrał słabo i w 66. min zmienił go Soldado z drużyny rezerw (2. mecz w Primera Division). Ta sama przyjemność spotkała Davida Beckhama, którego w 53. min zmienił Balboa (drużyna rezerw), a przecież tuż przed meczem Real bił się o anulowanie Anglikowi czerwonej kartki z meczu z Valencią, by mógł wzmocnić zespół. Luxemburgo nie miał nawet złudzeń, że porażka w La Coru?i nie była spowodowana kontuzjami Ronaldo, Zidane'a, Baptisty i Salgado. - Każda drużyna ma kłopoty z kontuzjami, to nie usprawiedliwia niczego - powiedział Luxemburgo. "Deportivo ośmiesza Real" - napisał barceloński "Sport". "Nic w niczym" - pisze "Marca", dodając, że Real po prostu zniknął na Riazor. "Sport" donosi, że lewy obrońca Roberto Carlos otrzymał propozycję nie do odrzucenia z Kataru, i Real szuka jego następcy, którym może być Fabio Aurelio z Valencii.

Real wyprzedziła już nawet broniąca tytułu Barcelona, która jeszcze dwie kolejki temu traciła do niego 5 pkt. Barca zagrała z Malagą bardzo dobrze, ale pierwszego gola zdobyła dopiero w 81. min, i to po wielkim błędzie arbitra. Ronaldinho wbiegł w pole karne atakowany przez obrońcę, po czym teatralnie się przewrócił. Arbiter podyktował karnego, którego Brazylijczyk wykorzystał bez skrupułów. Drugą bramkę zdobył Larsson tuż przed końcem gry. - Pomyłka czy nie, zasłużyliśmy na to zwycięstwo - powiedział trener Barcy Frank Rijkaard. A "Sport" pisze o zemście byłych bramkarzy Barcelony. Rzeczywiście, bohaterem spotkania był eksbarcelonista Arnau, który bronił w nieprawdopodobny sposób. Po meczu Rafael Marquez wyjechał do Meksyku, a Samuel Eto'o do Kamerunu. Obaj w sprawach prywatnych. Marquez dostał wiadomość, że zastrzelono ochroniarza jego żony. W Meksyku porwania dla okupu są na porządku dziennym.