Wystartowała Polska Liga Koszykówki

W piątek meczem Śląska Wrocław z Unią Tarnów (79:48) rozpoczął się sezon Polskiej Ligi Koszykówki. Po klęskach reprezentacji i utracie sponsora znakomita kiedyś liga obniża loty.
W 1997 roku Polska Liga Koszykówki przejęła rozgrywki od Polskiego Związku Koszykówki, czyli dokonała się rewolucja, o którą od lat walczy środowisko piłkarskie. PLK miała prowadzić rozgrywki profesjonalnie, znaleźć sponsorów, promować ligę w mediach. Po ośmiu latach i dwóch zakończonych przygodach z wielkimi sponsorami (Lech i ostatnio Era były w nazwie ligi) praca nad profesjonalizacją ligi zaczyna się od nowa.

Na oczach koszykarskich kibiców dochodzi do przemiany - z rywalizacji wielu silnych zespołów w rozgrywki, w których zwycięzcy są z góry znani. Prokom-Trefl Sopot i Anwil Włocławek mają budżety pięć, a może nawet 10 razy wyższe niż kluby ze środka tabeli. Nawet brązowi medaliści z poprzedniego sezonu na pensje dla zawodników wydają około miliona złotych, podczas gdy grający w Eurolidze Prokom może takie pieniądze dać jednemu zawodnikowi (niewiele mniej zarobi duński center z Sopotu Michael Andersen).

Być może do grona potentatów dołączą Turów Zgorzelec, utrzymywany przez znany z piłkarskiego GKS Bełchatów koncern BOT, oraz Śląsk Wrocław, jeśli właściciel klubu - trzeci polityk w Platformie Obywatelskiej Grzegorz Schetyna podpisze od dawna oczekiwaną umowę ze sponsorem. Pozostałe 10 klubów PLK funkcjonuje jak 10 lat temu. W składach mają dwóch lub trzech Amerykanów i wielu przeciętnych zawodników z Polski lub krajów sąsiednich. Prawdziwych gwiazd, zawodników kiedyś grających w NBA, trudno szukać. Wielu z koszykarzy, którzy kilka lat temu przyjeżdżali do Polski z Bałkanów lub krajów dawnego ZSRR, gra teraz w bogatej lidze rosyjskiej lub kilku najlepszych klubach Ukrainy.

Takie ligi jak nasza mają jednak w wielu lepszych koszykarsko krajach od Polski. Na Litwie poza dwoma klubami (Żalgiris, Lietuvos Rytas) są właściwie zespoły amatorskie. Podobnie w Chorwacji, Słowenii, na Łotwie. Tyle że w tych krajach, żeby uatrakcyjnić rozgrywki, połączyli siły z sąsiadami. W krajach dawnej Jugosławii powstała Liga Adriatycka, w której do niezłego poziomu sportowego dochodzą pojedynki serbsko-chorwackie czy z udziałem zespołów z różnych części Bośni. Od roku podobne rozgrywki istnieją na Litwie, Łotwie i w Estonii.

Polska jest dużym krajem, więc o podobny pomysł będzie trudno. Na razie zanosi się na to, że przewaga czołowych klubów nad coraz słabszą resztą będzie ogromna. Czy pasjonujące mecze o miejsca 5-14 będą w stanie przyciągnąć do PLK kibiców, sponsorów i telewidzów, których liga straciła ostatnio, choćby na rzecz siatkówki?

Mecze PLK pokazywać będzie TVP 3. W niedzielę o 14.35 pierwsza transmisja - z hitowego meczu Prokomu z Anwilem. Tak dziwny układ (hit już w pierwszej kolejce) wynika z losowania. Rządzące ligą kluby nie zgadzały się, żeby wyznaczać mecze potęg na koniec rozgrywek, więc o kolejności meczów zdecydował los. A ten był złośliwy.