RC Lens - mały klub, ale wielki

Chcielibyśmy w Lens polskich piłkarzy. Czuliby się jak u siebie, bo to polski region we Francji. Ale Jacek Bąk nam powiedział, że młodzi Polacy są źle wyszkoleni - mówi dyrektor generalny RC Lens Serge Dore.
- Dzień dobry - wita nas recepcjonista w bramie klubowego ośrodka treningowego La Gaillette. Wcale nie słychać w jego głosie charakterystycznego rrrrr..., a jest przecież Francuzem w trzecim pokoleniu. Oprowadzający nas później po stadionie pracownik klubu również opowiada o swojej babce Franckowiakowej, a w podpisach zdjęć drużyny Lens z lat 50. czytam: Wolniak, Wiszniewski, Sowinski... Ten klub tworzyli Polacy, w jakimś stopniu tworzą go nadal ich potomkowie. Jest powód do dumy, bo Lens to jeden z najlepiej zorganizowanych klubów europejskich.

Sól ziemi czarnej

Nie najbogatszy, prowincjonalny (200 km na północny-wschód od Paryża), ale na ligowych meczach najczęściej jest komplet - 42 tys. kibiców. Lens liczy zaledwie 35 tys. mieszkańców, ale klub do granic możliwości wykorzystuje popularność w regionie, w którym w promieniu 50 km od miasta mieszka 2 mln ludzi. - Tu jest największy spektakl na północy Francji. Pobiliśmy na głowę Lille i Valenciennes - z dumą mówi prezes Gervais Martel.

Spektakl odbywa się na Stade Felix Bollaert. - Dla mnie stadion to przede wszystkim murawa, obojętne, czy ładna, czy brzydka. Ona jest najważniejsza. Nie chcę tu operetki jak w Monaco - powiedział do architekta projektującego obiekt mer Lens. Dzięki tym wskazówkom powstał stadion prosty, ale funkcjonalny, w którym Anglik czułby się jak u siebie. Trybuny są blisko boiska, a kibice podczas meczu nie przestają śpiewać.

- Jestem tu już 30 lat, a ten stadion był budowany od nowa trzykrotnie. Przyjechałem niedawno do mojego Ruchu Chorzów, tam się nic nie zmieniło, tylko trawa jest jeszcze gorsza - wspomina były piłkarz reprezentacji Polski Joachim Marx. Ostatnia modernizacja w Lens nastąpiła z okazji MŚ w 1998 roku.

I niemal co roku stadion, dzierżawiony przez klub od miasta na 50 lat, jest unowocześniany. Kilka miesięcy temu oddano do użytku "Espace Prestige" (Prestiżową przestrzeń), gdzie na zapleczu trybun VIP-y, dla których przeznaczono dwa tysiące miejsc, mogą pójść na dyskotekę i spróbować dań kuchni z wielu regionów świata - Afryki, Antyli, Ameryki Płd., Azji, basenu Morza Śródziemnego czy północy Francji.

Nie wszystkim to się podoba. Kibice, w większości potomkowie rodzin górniczych, krytykują wzrastającą elitarność klubu, utratę jego proletariackiej duszy. - Nowi kibice przychodzą na mecz tylko po to, aby wypić szampana - mówią. - Nie. Duszy ten klub nie stracił, być może swoją rodzinną atmosferę, ale nie mamy wyjścia - mówi w wywiadzie dla "France Football" Martel. - To klub dla wszystkich klas społecznych - twierdzi mer miasta.

Futbol ponad wszystko

Racing Club Lens to najważniejsze ze względu na swoją medialność przedsiębiorstwo regionalne. "Gdyby nie było tu futbolu, nie byłoby niczego" - mówią we Francji. Zastój, bankructwo takiej firmy spowodowałoby konsekwencje porównywalne z zamykaniem kopalń.

- Zatrudniamy 200 osób - mówi dyrektor administracyjny Francis Collado. Pracują w holdingu, które tworzy sześć firm - zarządzające stadionem, ośrodkiem treningowym, ochroną i kwestiami bezpieczeństwa, rozprowadzająca gadżety, multimedialna i księgowa. Każda musi na siebie zarobić. Dochody z wynajmowania stadionu (na konferencje, koncerty) to 1,5 mln euro. Osobno liczone są wpływy z transferów - w tym roku największe dała sprzedaż Nigeryjczyka Johna Utaki do Rennes - i praw telewizyjnych.

- I one są dla nas najważniejsze, bo zapewniają największy dochód (40 proc. całkowitego) - twierdzi dyrektor generalny Lens Serge Dore. - Szczególnie ważny w tym kontekście jest wynik sportowy. Można zarobić 50 proc. więcej, jeśli zajmie się drugie miejsce w lidze, a nie dopiero 13.

Tegoroczny budżet klubu wynosi 45 mln euro. - Jesteśmy gdzieś na piątym, szóstym miejscu we Francji. Ale nie wszystkie kluby mają jawną księgowość. O Monaco mówimy, że za swoich piłkarzy płaci żetonami z kasyna. Nie wiadomo, skąd oni mają forsę na takich zawodników. Ale patrzymy na siebie, a Monaco lubimy, jeśli jest za nami w tabeli, jeśli przed nami, to nie, i wtedy pytamy o ich finanse - dodaje Dore.

Perła w koronie

Aż 5 mln euro Lens wydaje rocznie na eksploatację ośrodka treningowo-szkoleniowego La Gaillette, perły w koronie klubowego miniimperium. 5 mln to roczny budżet Wisły Kraków.

"La Gaillette" po francusku znaczy bryłka węgla. Półtorametrowa bryłka czarnego kruszcu schowana jest za szkłem jak cenny eksponat tuż za progiem budynku klubowego Lens. To pomysł prezesa Martela, który wychował się w górniczym rejonie.

- Oglądali nasz ośrodek dziennikarze z Włoch, Anglii, Hiszpanii. I to oni sklasyfikowali go na trzecim, czwartym miejscu na świecie. Wyprzedzają nas pewnie inne ośrodki szkoleniowe we Francji, bo na przykład w Anglii nie ma tradycji ich budowania - przyznaje Dore.

Budynek klubowy, gdzie mieści się hotel dla piłkarzy zawodowych i amatorów, sale konferencyjne, pomieszczenia do odnowy biologicznej, gabinety lekarskie otacza dziesięć boisk - pełnowymiarowych i niewielkich do ćwiczeń taktycznych. Najmłodsi, dopiero uczący się gry w piłkę, ćwiczą na "Wembley" i "Old Trafford". Starsi i zawodnicy z pierwszej drużyny trenują na "San Siro", "Maracanie", "Camp Nou"...., ale prawdziwym rarytasem jest katedra, La Dome. We Francji nie ma hali piłkarskiej, w której dach wznosiłby się na wysokość 18 metrów, a trenować można na sztucznej trawie przedostatniej generacji. Przez cały rok, bez względu na pogodę.

Weźcie się w garść

I pomyśleć, że pierwszy raz od wielu lat, może pierwszy raz w historii klubu na Felix Bollaert zabraknie piłkarza z pierwszego składu o polskim nazwisku. Ten stan może, niestety, trwać dłużej. - Lubimy tu Polaków. Kiedyś w reprezentacji grało ośmiu zawodników z polskimi korzeniami, większość z Lens. Potem zatrudnialiśmy w zespole zawodników z Polski w wieku przedemerytalnym - Maculewicza, Tłokińskiego, Ogazę.

- Chcielibyśmy tu Polaków. Nie mieliby problemów z aklimatyzacją. To polski rejon. Czuliby się jak u siebie. Ale nie ma w tej chwili w Polsce dobrych, prawidłowo wyszkolonych zawodników. Długo rozmawiałem na ten temat z Jackiem Bąkiem przed jego odejściem do Kataru. Polska piłka musi się pozbierać. Wtedy znów będziemy do was przyjeżdżać po zawodników - kończy Serge Dore.

Liczba Lens

35

tylu skautów do wyszukiwania talentów zatrudnia francuski klub.