Drugie dno Wisły Kraków

Po klęsce Wisły 0:3 w Guimaraes w I rundzie Pucharu UEFA. Wydawało się, że niżej już nie można upaść niż rok temu po blamażu z Dinamem Tbilisi. Wisła sięgnęła jednak drugiego dna.
Trenera Jerzego Engela nie tłumaczą kłopoty kadrowe (odejście Frankowskiego i Uche, kontuzja Kłosa, kara dla Sobolewskiego). Wisła to przecież wciąż zbiór najlepiej opłacanych graczy ligi polskiej. Trener Wisły opowiada ze swadą o ofensywnym "futbolu na tak", a tymczasem w Guimaraes Wisła nie grała nawet na "nie", bo i nie potrafiła się w sposób zorganizowany bronić.

Jeżeli nie zdajesz sobie sprawy z problemu, nie zdołasz go rozwiązać - tej zasady piłkarze Wisły nie znają. Marcin Baszczyński i inni wiślacy nie mają sobie wiele do zarzucenia po blamażu w Guimaraes. Uciekają w slogan "wypadek przy pracy", "nie wyszedł nam ten mecz".

- Czego ode mnie chcecie? Nie mogę pracować za swojego pomocnika. Strzelać goli i asystować - mówił Baszczyński. Do niedawna jeden z mocniejszych punktów zespołu najwyraźniej nie potrafi pogodzić się z tym, że jego paczka rozpadła się i w Wiśle został sam. Najlepsi koledzy Maciej Żurawski i Kamil Kosowski mają nowych pracodawców, nowe kontrakty, a on tkwi w Krakowie, choć pytały się o niego Celtic Glasgow i Middlesbrough. Dawniej był jednym z najwaleczniejszych piłkarzy, a teraz jest cieniem. To nie przypadek, że właśnie jemu zdarzył się kiks - wypadła mu piłka z rąk przy wyrzucaniu autu, a zaraz potem było 0:3.

Marek Zieńczuk może poprowadzić zespół do zwycięstwa w lidze, ale w starciu z niekoniecznie silniejszymi zespołami europejskimi pożytek z niego niewielki. Przed chwilą strzelił dwa piękne gole Pogoni, a jego beznadziejny występ w Guimaraes nie da się wytłumaczyć wyłącznie atakiem grypy.

Na dobrą sprawę, odkąd z Wisły odszedł lider z prawdziwego zdarzenia Kamil Kosowski, zespół pęka. Zmienia się w objazdową trupę pocieszycieli biednych i pognębionych przez los. Stojącej na krawędzi bankructwa i spadku z I ligi norweskiej Valerengi Oslo, Dinama Tbilisi, które nie wygrało w I rundzie Pucharu UEFA meczu od momentu rozpadu ZSRR. I wreszcie Vitorii Guimaraes, która, zanim nie odwiedziła Portugalii Wisła, była uznana za największe rozczarowanie początku sezonu w tutejszej ekstraklasie.

Problem jest głębszy - braku lidera na boisku, a autorytetu w klubie. Piłkarze nie będą czuli respektu przed szefostwem klubu, jeśli przed nazwiskiem prezesa będzie w nieskończoność figurowało p.o. Właściciel klubu Bogusław Cupiał musi zrozumieć, że im wcześniej przy Reymonta pojawi się zarządca z autorytetem, tym lepiej.

Najbardziej porażkę w Guimaraes przeżyli chyba dyrektor sportowy Grzegorz Mielcarski, a także byli kapitanowie Wisły, obecnie asystenci Engela Tomasz Kulawik i Kazimierz Moskal. Za ich czasów przejście obok meczu było nie do pomyślenia. Kulawik nosił koszulkę z białą gwiazdą, gdy w klubie brakowało na wodę mineralną, więc gdy pojawił się właściciel, który zapewnił stabilizację finansową, potrafił to docenić. Smak biedy obecnym piłkarzom jest obcy. Traktują klub jak zakład pracy, z którym nie wiąże ich nic oprócz kontraktów.

Porażki Wisły w pucharach i ich konsekwencje spadają na właściciela, trenerów czy zarząd. Paradoksalnie piłkarzy czekał zwykle lepszy los (nie licząc stosunkowo niewielkich premii za przejście kolejnej fazy rozgrywek). Tomasz Frankowski i Kalu Uche mogli wyjechać do klubów, w których lepiej płacą tylko dlatego, że zespół nie awansował do Ligi Mistrzów. Natychmiast po "kraksie" z Dinamem Tbilisi do bogatszej ligi rosyjskiej mógł się przenieść Damian Gorawski. Chwilę po nim zielone światło na odejście do Trabzonsporu dostał Mirosław Szymkowiak. Parę miesięcy później ze zmiany klubu cieszył się Maciej Żurawski. Tak samo problemy Wisły niekoniecznie muszą interesować dziś Baszczyńskiego, bo zimą będzie miał już je pewnie z głowy. Wartościowymi następcami tych, którzy odeszli, można nazwać tylko Radosława Sobolewskiego i kontuzjowanego Jakuba Błaszczykowskiego.

- Gdzie jest ta nasza młodzieżówka, w której występują Dudka, Brożkowie. W którym miejscu? Niech ten mecz będzie ostrzeżeniem nie tylko dla Wisły, ale i dla całej polskiej piłki - zwraca uwagę Grzegorz Mielcarski.

Engel jest motywatorem, ale nawet on nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego większość piłkarzy zapomniała jak się gra, a niemal wszyscy stracili serce do walki. - Skończył się czas, gdy wygrywaliśmy w lidze 5:0, teraz każde zwycięstwo trzeba będzie wydrzeć rywalom. Nasi chłopcy uważają się za mistrzów, tylko na boisku tego nie widać - mówił jeden z działaczy.

Wisła jeszcze z Pucharu UEFA 2005-06 nie odpadła (rewanż z Vitorią w Krakowie za dwa tygodnie), ale już zeszła poniżej poziomu, który doprowadził ją do katastrofy w 2003 roku z Valerengą i w 2004 z Dinamo Tbilisi. Wspomnienia Schalke, Parmy i Lazio sprzed trzech lat, kiedy klub z Krakowa był dumną wizytówką polskiej piłki, to już wyłącznie historia, z którą zespół Engela nie ma wspólnego nic a nic.

Jak przyszłość proponujesz Wiśle?