Real Madryt

Fiasko najśmielszego marketingowego przedsięwzięcia w futbolu ogłoszono już kilkanaście miesięcy temu, ale prezes Florentino Perez przyznał się do klęski dopiero tego lata. Koniec z polityką „Zidanów i Pavonów", koniec ze ściąganiem jednego galactico co sezon i wypełnianiem luk w drużynie najzdolniejszymi wychowankami. Tym razem „Królewscy" nie kupili ani jednej w pełni ukształtowanej gwiazdy, a dwóch - Figo i Owena - nawet się pozbyli.

Ściągnięci Urugwajczycy Carlos Diogo i Pablo Garcia są graczami w Europie słabo rozpoznawalnymi, sława Julio Baptisty wyjdzie poza Hiszpanię dopiero w Realu, a Robinho to na razie tylko kandydat na kolejnego gracza wszech czasów, choć bezsprzecznie fantastycznie utalentowany. Wręcz sensacyjnie wybrzmiał jednak dopiero transfer Sergio Ramosa z Sevilli. Oto prezes, który twierdził, że na obrońców nie warto dać eurocenta, bo można samemu wyszkolić juniorów, wyłożył za 19-letniego defensora 27 milionów euro! Porównywalne pieniądze kosztowało tylko trzech nastolatków - Cassano, Saviola i Robinho, ale to napastnicy...

Najbliższą przyszłość Realu trudno wywróżyć, bo przechodzi radykalne zmiany. Nad wszystkim czuwa Vanderley Luxemburgo, który trochę wolności gwiazdom, owszem, da, ale nigdy bez przesady. Niech symbolem będzie tu ów słynny już sparing, podczas którego Raul biegał ze słuchawką w uchu, słuchając trenerskich wskazówek. By zbudować drużynę trochę czasu trzeba, a "Królewscy" nie mają go nigdy. Dwa lata temu odpadli w półfinale LM, rok temu - w ćwierćfinale, wiosną - w 1/8 finału. A kibicom i działaczom z Madrytu zatrzymanie tego trendu na pewno nie wystarczy. Oni chcą trofeum.

KANDYDAT NA GWIAZDĘ: Robinho. Kiedy uprawia te swoje dziwaczne wygibasy nad piłką, trudno uwierzyć, że jest zbudowany jak my - z kości, stawów etc. Kolejny następca Pelego. Był ich cały zastęp, żaden poprzednika nie doścignął, ale tego namaścił sam król futbolu. W najgorszym razie zostanie następnym genialnym brazylijskim panem „R" - po Romario, Rivaldo, Ronaldo i Ronaldinho.

ZAGADKA: Zinedine Zidane. Wielki sezon czy łabędzi śpiew piłkarza coraz częściej łapiącego kontuzje? To wydaje się niemożliwe, ale Real poza nim nie ma żadnego rozgrywającego.