Larry Brown trenerem roku w NBA

Philadelphia 76ers wygrywa w tym roku wszystkie najważniejsze nagrody. Po tym, jak Allen Iverson został MVP Meczu Gwiazd, najlepszym strzelcem sezonu zasadniczego i MVP tamtej części rozgrywek, w środę szkoleniowiec Sixers Larry Brown został nominowany na trenera roku.
Brown zebrał 85 ze 124 głosów dziennikarzy. Drugie miejsce zajął Rick Adelman z Sacramento Kings (11 głosów), a trzecie Don Nelson z Dallas Mavericks (8).

Dodatkowo Sixers zgarnęli także dwie pomniejsze nagrody. Obrońca Aaron McKie został najlepszym rezerwowym roku, a center Dikembe Mutombo - najlepszym obrońcą. Taki przypadek (cztery najważniejsze nagrody dla jednego klubu) zdarzył się po raz pierwszy w historii NBA. Z pozostałych ważniejszych nagród Sixers nie uzyskali tylko trofeów dla debiutanta roku (Mike Miller z Orlando) i dla gracza, który zrobił największe postępy (Tracy McGrady z Orlando).

Brown od czterech lat pracuje w Filadelfii i jak sam wiele razy przyznawał, kilka razy był bliski rezygnacji. Główną przyczyną stresu znakomitego szkoleniowca była zawsze postawa absolutnej gwiazdy zespołu - Iversona. Niesforny rzucający obrońca wiele razy buntował się przeciwko trenerowi, awanturował się z nim podczas treningów i meczów, usiłował walczyć z Brownem o władzę w zespole. Wreszcie zrozumiał, jak wiele ma do zawdzięczenia trenerowi, który jako pierwszy w NBA miał odwagę przestawić go na pozycję rzucającego obrońcy. Właśnie jako shooting guard Iverson grał w college'u (Georgetown), ale w lidze zawodowej uznano, że jest za niski na rzucanie i musi rozgrywać. Pomysł Browna pomógł Iversonowi zdobyć tytuły króla strzelców (pierwszy w 1999 roku), ale także ekipie z Filadelfii wygrywać.

Mimo to dopiero podczas tegorocznego Meczu Gwiazd w Waszyngtonie okazało się, że konflikt Browna z Iversonem jest przeszłością. Trener, który nade wszystko ceni sobie dyscyplinę, podczas tego pokazowego spotkania pozwolił Iversonowi na pełną swobodę i dzięki temu prowadzony przez Browna Wschód sensacyjnie pokonał Zachód. Po meczu, odbierając nagrodę dla MVP, Iverson długo się rozglądał i wołał do mikrofonu: "Gdzie jest mój trener, gdzie jest mój trener!". - To była chyba najprzyjemniejsza chwila w mojej karierze trenerskiej. Zawsze będę to pamiętał - mówił Brown, odbierając w środę nagrodę dla trenera roku.

A niewiele brakowało, żeby nic z tego nie wyszło. Latem Sixers mieli już dość Iversona i chcieli go oddać do innego klubu. Razem z nim miał odejść Matt Geiger, ale żeby transfer był do zaakceptowania dla drugiego klubu (najprawdopodobniej Detroit Pistons), biały środkowy musiał zrezygnować z premii finansowej, jaką miał zapewnioną w kontrakcie na wypadek odejścia z Filadelfii. Geiger nie zgodził się na to. - Do dziś jestem niesłychanie wdzięczny Mattowi za to, że w ten sposób umożliwił nam to wszystko - żartuje teraz Larry Brown.

Podczas środowej ceremonii Brown był w dobrym nastroju i sypał dowcipami. Jednak ze wzruszenia stracił na chwilę głos, kiedy na podium pojawił się jego mentor i były trener z uniwersytetu North Carolina Dean Smith. Przebywający obecnie na emeryturze legendarny trener pofatygował się specjalnie z Jacksonville na Florydzie, żeby pogratulować swojemu ulubionemu uczniowi. - O mój Boże! - wyszeptał tylko Brown, gdy zobaczył Smitha.

Trzy lata temu, kiedy Smith odszedł na emeryturę, pierwszym kandydatem do objęcia jego stanowiska był właśnie Brown. Jednak wtedy wybrał pozostanie w Filadelfii i dzisiaj nie żałuje. - Jestem zadowolony, że zostałem. To był fantastyczny rok - powiedział trener, dla którego była to pierwsza nagroda w 18-letniej karierze szkoleniowca w NBA. - Trener zasłużył na ten zaszczyt. Pomógł mi bardzo na boisku, ale także pokazał drogę poza nim. Dzięki niemu wiem, jak być zawodowcem - skomentował Iverson.

Sixers mają teraz szansę udowodnić, że ten wysyp nagród nie był przypadkowy. W rywalizacji finałowej na Wschodzie prowadzą 1:0 z Milwaukee Bucks. W czwartek w nocy czasy polskiego odbył się mecz nr 2. Para najlepszych na Zachodzie (LA Lakers - San Antonio) pauzuje aż do piątku.



Kto to jest Larry Brown

60-letni obecnie szkoleniowiec zaczynał swoją trenerską karierę w nieistniejącej lidze ABA, w której także grał jako zawodnik (mimo wzrostu zaledwie 176 cm był tam trzykrotnie najlepszym podającym ligi). W NBA pracował w Denver Nuggets, New Jersy Nets, San Antonio Spurs, Los Angeles Clippers i Indiana Pacers. Był także trenerem na uniwersytetach UCLA i Kansas. W 25 z 29 sezonów w zespołach zawodowych notował więcej zwycięstw niż porażek.