Koźmiński - akcje Górnika - śledztwo policji

Marek Koźmiński sprzedał najlepszych piłkarzy Górnika Zabrze i oddał klub w ręce bankruta. Ale czy kiedykolwiek był właścicielem 14-krotnego mistrza Polski? Sprawdzi to śląska policja w specjalnym śledztwie.
Kiedy latem 2003 roku były reprezentacyjny obrońca, uczestnik mistrzostw świata i medalista olimpijski z Barcelony przejmował większościowy pakiet akcji Górnika, obiecywał nową jakość w polskiej piłce. Ale jego klub nie rzucił Polski na kolana. Przed rokiem zajął 7. miejsce, w ostatnim sezonie 11. Do Zabrza trafiały za psie pieniądze tłumy egzotycznych czasem graczy, a odchodzili najlepsi.

Czy Koźmiński zarobił na transferach? Niewątpliwie nie stracił. Podobno tylko z Brazylijczyka Hernaniego i Michała Karwana miał milion złotych zysku.

Dzień przed rozpoczęciem tego sezonu Koźmiński niespodziewanie oddał wszystkie akcje firmie Polind - ich poprzedniemu właścicielowi, który jest w stanie upadłości. - Chodzi o wzajemne rozliczenia - wyjaśnia prezes Zbigniew Koźmiński, ojciec Marka. Ale sprawa jest niejasna. Triumfują ci, którzy mówili, że Koźmiński akcji nigdy nie miał, a jeśli nawet, to na pewno nie wydał na nie ani grosza. Niebawem syndyk Polindu ma ogłosić przetarg na akcje Górnika.

Być może więcej wyjaśni policyjne śledztwo. Funkcjonariusze z sekcji ds. walki z przestępczością gospodarczą cierpliwie sprawdzają wszystkie poszlaki, kontrolują dokumenty. Są już pierwsze ustalenia, poważne zarzuty o niegospodarność przedstawiono kilku członkom władz firmy Polind.

Dziś Górnik ma ok. 1,5 mln długu (mniej niż przed przyjściem Koźmińskich), jeden z najmniejszych budżetów w lidze (ok. 3,5 mln zł) i pełen porażek okres transferowy za sobą (Sylwester Czereszewski i Ireneusz Kowalski, którzy już byli dogadani z Górnikiem, w ostatniej chwili zmienili decyzje i przenieśli się do pobliskiego Wodzisławia). Celem zespołu będzie walka o utrzymanie.

A Marek Koźmiński ponoć nie powiedział ostatniego słowa w futbolu...