Vuković, Mitrović i Cetković - mała Serbia w Legii

Polska piłka jest u nas popularna, od czasu kiedy Legia z Okuką, Svitlicą i Vukoviciem sięgnęła po mistrzostwo - twierdzą testowani przez warszawski klub Dalibor Mitrović i Djordje Cetković. Tego typu twierdzenia raczej jednak im nie pomogą. Pierwszy wczoraj wyjechał ze zgrupowania, drugi zostanie do końca, ale też pewnie nie zostanie zaangażowany
W trakcie jednego z meczów Legii w rundzie wiosennej na stadionie przy Łazienkowskiej pojawił się Predrag Mijatović. Były gwiazdor Realu Madryt, którego gol zadecydował kiedyś o zwycięstwie w finale Pucharu Europy nad Juventusem Turyn, po zakończeniu kariery piłkarskiej został menedżerem. Z jego usług korzysta np. Aleksandar Vuković, któremu Mijatović zapewnił latem ubiegłego roku transfer z Legii do greckiego Ergotelis, a następnie z powrotem. Niedawno gwiazdor nawiązał wstępne porozumienie z dyrektorem sportowym Legii Jackiem Bednarzem. Obiecał, że zawodnicy z jego "stajni" będą sukcesywnie podsyłani na testy i może coś z tego wyniknie.

Polecony przez Mijatovicia

Mijatović wygląda jak żywa reklama żelu i olejku do opalania, a raczej aparatury w solarium. Błyszczące, przylizane czarne włosy, kilkudniowa sztuczna opalenizna, tu i tam poprzywieszane błyskotki typu srebrny naszyjnik. Do tego lekki zarost. I tak też wygląda Cetković, tylko nie nosi biżuterii. Napastnik Żeleznika Belgrad w ostatnim sezonie ligi serbskiej strzelił dziesięć goli. Jednak dla drużyny broniącej się przed spadkiem. Legia to co innego. - Ta drużyna zawsze walczy o mistrzostwo. Chciałbym tu grać. Chciałbym pojechać do Warszawy, mimo że w Belgradzie czeka narzeczona. Ale obiecałem jej, że jak Legia mnie zechce, to zaraz się żenię - mówi "Gazecie".

Cetković jest skrzydłowym. Bez różnicy - prawa czy lewa strona. Ale może grać także na środku ataku. Udowodnił to podczas sparingowego meczu z węgierskim FC Gyoer, kiedy wszedł za rodaka w drugiej połowie. Pokazał nawet kilka ciekawych dryblingów, ale raz spatałaszył potwornie, z kilku metrów nie trafiając do bramki.

Mitrović nie wygląda tak spektakularnie. Można powiedzieć, że bez ekstrawagancji, coś takiego jak zadomowiony od dawna w Legii Aleksandar Vuković. Nic dziwnego, bo i menedżera ma nie tak sławnego, nie ma więc od kogo czerpać wzorów. Branko Stojić - to nic nam nie powie. Ma 27 lat. Żonę i małe dziecko. I całkiem ciekawą biografię. Był zawodnikiem belgijskich FC Brugge i Westerlo oraz francuskiego Ajaccio. Ale tylko był, czy tam grał? - W Ajaccio, z którego później wróciłem do ligi serbskiej, grałem przez całą rundę. Tylko potem doznałem kontuzji, kupiono nowego napastnika i po przerwie już usiadłem na ławie - tłumaczy w stylu właściwym dla polskich zawodników. Niechętnie natomiast wspomina o dokonaniach w lidze francuskiej. W końcu przyznaje jednak, że jako napastnik rozegrał tam 17 meczów, a strzelił... dwa gole.

- To dobry piłkarz. Widać to na treningach. Tylko ma zaległości - mówił na początku zgrupowania w Lutzmannsburgu trener legionistów Jacek Zieliński. Po meczu w Gyoer jednak zmienił zdanie. - Mamy lepszych napastników. Dalibor byłby dopiero czwarty w kolejce do gry - teraz twierdzi. Mitrović wczoraj poleciał do Belgradu. Tak zresztą był umówiony. Jeżeli nie zyska uznania, wraca do swojej macierzystej drużyny Radu Belgrad. W minionym sezonie w 24 spotkaniach strzelił dla niej 14 goli. Tyle że była to tylko druga liga (inna sprawa, że drużyna właśnie awansowała do ekstraklasy). - Na tym zgrupowaniu Legii nie mogłem do końca się zaprezentować. Jestem typowym środkowym napastnikiem, a tu musiałem grać na skrzydle - twierdzi. W sumie racja, bo przy systemie gry preferowanym przez trenera Zielińskiego na tzw. szpicy (to słowo Serbowie przyswoili po kilku dniach zgrupowania) widać było tylko Marka Saganowskiego i Marcina Klatta.

Początki dał Okuka

Dlaczego tak im zależało na zatrudnieniu w Legii? - Prawda o serbskim futbolu jest smutna - odpowiada środkowy pomocnik Aleksandar Vuković, który w Legii z półroczną przerwą jest już prawie cztery lata i ma jeszcze być przez kolejne cztery sezony. - W Polsce są większe pieniądze. U nas w dodatku na większości stadionów mamy puste trybuny. Może tylko oprócz Crvenej Zvezdy i Partizana, ale tam trudno o pracę. A w Polsce? Zupełnie inaczej. Sporo opowiadałem chłopakom o atmosferze na trybunach stadionu Legii - dodaje.

"Mała Serbia" (to także nazwa lokalu w Warszawie, ulubionego tutaj Dragomira Okuki) w Legii trzyma się razem, tworząc drużynową mikrospołeczność. Wszędzie chodzą (a raczej chodzili, bo Mitrović właśnie wyjechał) we trójkę, także razem trenują. "Vuko" biegle mówiący po polsku rzadziej rozmawia z polskimi kolegami z zespołu, jakby zdając sobie sprawę, że za chwilę rodacy wyjadą i nie będzie miał okazji pogadać w ojczystym języku. Mitrović i Cetković (na zgrupowanie przywiózł ich pośrednik Goran, dobrze w Legii znany, bo nie pierwszy raz przywozi jej serbskich zawodników - człowiek o wyglądzie byłego boksera) do tej pory znali go tylko z prasy. Od czasu, gdy Legia w 2002 r. sięgnęła po mistrzostwo Polski. Trener Dragomir Okuka, późniejszy król strzelców polskiej ligi Stanko Svitlica i oczywiście Vuković - wszyscy trzej po tym sukcesie zrobili się w Serbii znani. Trener po odejściu z Legii przez ponad dwa lata szukał pracy, ale teraz prowadzi serbską kadrę młodzieżową. Svitlica po odejściu do Hannoveru został wytransferowany dalej i teraz pęta się po rejonach spadkowych niemieckiej drugiej ligi. Mimo wszystko z serbskich napastników pewnie w Legii znów by się najlepiej sprawdził. - Powrót Svitlicy byłby dla nas krokiem w tył - twierdzi jednak Zieliński. Prawda jest taka, że niespecjalnie takiego powrotu życzyliby sobie zawodnicy. Stanko strzelał bramki, czasem wygrywał mecze, ale oni mówili na niego "Stojanow". Dlatego że oni biegali, a on stał, strzelał i spijał śmietankę. Dlatego temat Svitlicy jest w Legii zamknięty.

Jest zamknięty, ale mimo że w Legii dawno nie ma już sprowadzającego rodaków Okuki (wspomniana dwójka to niejedyni Serbowie przywiezieni przez niego do Warszawy), to piłkarze z Bałkanów nadal chcą się tu zatrudniać. Niedawno było głośno, że do Legii trafi reprezentant serbskiej młodzieżówki Lazar Popović, ale z Cukaricki przeszedł do Francji. Na tak znanych piłkarzy raczej nie ma co liczyć. Jeżeli Serbia, to raczej bliżej niezidentyfikowani gracze typu Mitrović czy też Cetković. Przyszłość pierwszego - jak kilku przed nim i pewnie kilku po nim - w Legii już się dokonała. Cetkovicia pewnie dokona się za kilka dni. Oj, pewnie prędko się nie ożeni...



Serbowie w Legii

Dragomir Okuka - trener

Stanko Svitlica - napastnik, król strzelców polskiej ekstraklasy w 2003 r. (24 gole)

Aleksandar Vuković - środkowy pomocnik

Rugi Gusnić - prawy pomocnik

Ajazdin Nuhi - prawy pomocnik

Zoran Mijanović - bramkarz

Goran Njamucelivić - napastnik, grał tylko w rezerwach



Szala i Sokołowski zostają

Wojciech Szala i Tomasz Sokołowski w końcu podpisali nowe kontrakty z Legią. Dwuletnie, z opcją przedłużenia. Stare skończyły im się 30 czerwca. Pierwszy jasną sytuację miał już od dawna, drugi od kilku dni konferował z dyrektorem sportowym Jackiem Bednarzem. Do tej pory nie zagrał w żadnym sparingu podczas zgrupowania w Austrii. A dodatkowy sparing zakontraktowany na środę - z austriackim drugoligowcem - jednak się nie odbył. Dlatego że boisko, na którym miał być rozegrany, zostało zalane przez deszcz.