Werner Liczka pożegnał Wisłę

Gdy wiosną pierwszy trening Wisły prowadził Werner Liczka, ochroniarze musieli pilnować, by na boisko nie wtargnął zwalniany Henryk Kasperczak. - Ja nie zamierzam iść na pierwszy trening pana Engela, nawet w roli widza, bo pamiętam, jaka burza tu była, jak ja zaczynałem, i jak ciężko było w takich warunkach - mówi na odchodnym były szkoleniowiec Wisły
Przed południem Pod Jaszczury Liczka zaprosił dziennikarzy i podzielił się kilkoma refleksjami. - Cupiał jest już w Wiśle prawie osiem lat, a klub nadal nie ma fundamentów. Przypomina piękny dach bez reszty domu - stwierdził. - Wszyscy kolejni trenerzy Wisły żyli w panicznym strachu przed porażką i przed właścicielem. W takich warunkach nie można budować zespołu na lata. Pamiętam, jakie klub miał kłopoty ze zwolnieniem pana Kasperczaka, a rozwiązanie kontraktu ze mną zajęło 20 sekund.

Prezes Zdzisław Kapka podał, że powodem rozstania z Czechem są niezadowalający styl gry. - Nie wiem, kto w klubie ma uprawnienia, żeby zrobić taką ocenę - dziwił się Liczka. - Przy negocjacjach kontraktowych pan Cupiał proponował mi nawet zapis, że w lipcu tego roku nie będzie mnie mógł zwolnić, chyba że zajmę w lidze piąte miejsce. Nie skorzystałem.

Liczka przyznaje, że zobowiązał się do lipca 2007 r. skomponować równie stabilną drużynę, jaką ma Sparta Praga, która bez względu na odejścia najmocniejszych piłkarzy prawie co roku gra w Lidze Mistrzów. - Miałem w zespole mercedesy, ople, ale były też maluchy - mówił o graczach Wisły. - Niektórym piłkarzom zabrakło profesjonalizmu i zawodzili w takich meczach jak w półfinale PP z Zagłębiem Lubin - dodał. - Na sześciu-ośmiu młodszych jestem wkur... jeszcze dziś. Mieli świetne warunki do zrobienia postępu, dostawali szanse, ale je zaprzepaścili przez luźne podejście do obowiązków.

Przed moim przyjściem ogólne wrażenie było takie, że zespół nie biega, nie trzyma tempa, nie ma charakteru do walki. To zakodowane w głowach piłkarzy wady. I ciężko je wykorzenić szybko, tym bardziej że cały czas nie byłem rozliczany za pracę, tylko słyszałem: "Musisz mieć sukces".

- Piłkarze nie traktowali obowiązków klubowych równie poważnie jak reprezentacji. Z takim podejściem piłkarzy Wisła nie ma szans na Ligę Mistrzów. Chyba że poprawi się rywalizację o miejsce w pomocy i ataku. Liczka dodał, że z graczami Wisły pożegnał się za pomocą SMS-ów.

- A teraz wracam do Ostrawy, gdzie na razie będę trenował moich synów Maria i Marcela. Piłka na okrągło! - zakończył.