Dziś finał Pucharu Konfederacji

- Argentyna to wielki rywal, ale zagramy z nim po swojemu: pokażemy naszą miłość i radość z gry w piłkę - mówi kapitan Brazylii Ronaldinho. Argentyńczycy wierzą, że wynik będzie taki jak trzy tygodnie temu w Buenos Aires, kiedy ograli ?Canarinhos? 3:1 w eliminacjach MŚ.


Puchar Konfederacji, generalny sprawdzian przed mundialem 2006, obejrzało na stadionach 570 tys. ludzi (sprzedano 85 proc. przygotowanych biletów). Każdy mecz śledziło w Niemczech ponad 10 mln telewidzów, a transmisje przekazywano do 170 krajów. Na koniec turnieju pozostał rodzynek: klasyk Brazylia - Argentyna. "Canarinhos" potraktowali wizytę na Pucharze Konfederacji jako misję przygotowującą grunt pod zdobycie szóstego tytułu mistrza świata. Carlos Alberto Parreira prowadził wyłącznie otwarte treningi, na których zbierało się po kilkanaście tysięcy widzów spragnionych artystycznych tricków Ronaldinho, Kaki, Robinho czy Adriano. Na ostatnim treningu przed dzisiejszym meczem we Frankfurcie brazylijscy i niemieccy fani też oglądali popisy idoli w rytmie samby. A ci zachowywali się jak spece od marketingu. Ronaldinho i Kaka rozdali dziesiątki autografów, Renato rzucił koszulkę jednemu z fanów, a Robinho przywitał się z każdym z kibiców, który przybył z Brazylii. Tylko strzelec dwóch goli w półfinale z Niemcami Adriano wcześniej zakończył trening, ale według lekarza reprezentacji uraz nie jest groźny. Wszyscy w ekipie "Canarinhos" podkreślają, że atmosfera do gry jest w Niemczech wspaniała. Tak naprawdę jednak w przeddzień meczu z Argentyną Ronaldinho i Robinho szukali izolacji. Zamknęli się w pokoju hotelowym i grali kilka godzin w playstation.

Robinho rozmyśla o transferze do Realu Madryt. Podobno po meczu z Niemcami nie zamierza wracać do kraju, ale udać się do Madrytu. Chce wywrzeć presję na Santos, by pozwolił mu odejść. Real postawił mistrzowi Brazylii ultimatum, że jeśli do 8 lipca nie zaakceptuje jego oferty 22 mln euro (poprzednio cena wynosiła 18 mln), to klub z Madrytu ostatecznie odstępuje od transferu (i jak spekuluje prasa, kupi z Romy Antonio Cassano). Presja na Robinho jest ogromna, bo nawet premier Brazylii apelował, by został w kraju do mundialu w Niemczech w 2006 r.

Zupełnie inne zmartwienia ma Ronaldinho, który marzy o tym, by zdobyć swe pierwsze trofeum jako kapitan "Canarinhos". - Dlatego ten mecz jest dla mnie czymś nadzwyczajnym - tłumaczy. Opowiada też o swoim niedawnym spotkaniu z Diego Maradoną w Buenos Aires. Legendarny Argentyńczyk nazwał go wtedy najlepszym piłkarzem świata, a swoim rodakom nakazał, by brali przykład z Brazylii i grali jak odwieczni rywale. Nazajutrz Argentyna rozbiła Brazylię 3:1, a Ronaldinho przyćmił Juan Roman Riquelme.

- Nie widziałem Pelego, moje pokolenie go nie zna, dlatego moim idolem był zawsze Maradona. Móc uścisnąć mu rękę, to było spełnienie marzeń - wspomina Ronaldinho. Przy okazji natychmiast zapytano go o porażkę 1:3. - To będzie całkiem inny mecz - zapewnia.

Argentyńczycy są przeciwnego zdania, według nich to ma być mecz podobny. - Jestem pewien, że wygramy. Argentyna nigdy nie może być druga - mówi Luciano Galletti, który w ataku ma zastąpić ukaranego w półfinale czerwoną kartką Saviolę. Problem w tym, że druga nie może być także Brazylia. Pojedynek latynoskich potęg toczy się w Europie na dwóch frontach, bo wczoraj w Holandii reprezentacje do lat 20 zmierzyły się w półfinale młodzieżowych mistrzostw świata. Wygrała Argentyna 2:1.

Nikt nie ma jednak wątpliwości, że Puchar Konfederacji to tylko wprawka przed mundialem, który odbędzie się za 12 miesięcy. Na razie Brazylia zagra bez Ronaldo, Cafu i Roberto Carlosa, Argentyna bez Ayali, Verona, Crespo.

Przed finałem Niemcy zmierzą się z Meksykiem w meczu o trzecie miejsce i są zdecydowanym faworytem. Połowa kadry Meksyku jest już myślami w kraju. W czwartek wieczorem sześciu graczy Guadalajary czeka rewanżowy pojedynek z Atletico Paranense w półfinale Copa Libertadores. Natychmiast po meczu z Niemcami wsiądą w prywatny samolot prezesa klubu, który przywiezie ich do kraju. Na odpoczynek będą mieli zaledwie kilka godzin. A sił trzeba dużo, bo pierwszy mecz bez nich koledzy przegrali w Brazylii aż 0:3.

Przypuszczalne składy

Argentyna: Lux - J. Zanetti, Coloccini, Milito, Heinze - Cambiasso, Santana, Riquelme, Sorin - Galletti (Tevez), Figueroa.

Brazylia: Dida - Cicinho, Lucio, Roque Jr, Gilberto - Kaka, Ronaldinho, Emerson, Ze Roberto - Adriano, Robinho.



Dotychczasowe finały Pucharu Konfederacji

1997, Arabia Saudyjska: BRAZYLIA - AUSTRALIA 6:0 (3:0). Widzów: 65 tys. Bramki: Ronaldo (3), Romario (3).

1999, Meksyk: MEKSYK - BRAZYLIA 4:3 (2:1). Widzów: 110 tys. Bramki: Zapeda (2), Abundis, Blanco - Meksyk; Serginho, Roni, Ze Roberto - Brazylia.

2001, Korea Południowa: FRANCJA - JAPONIA 1:0 (1:0). Widzów: 65 tys. Bramka: Vieira.

2003, Francja: FRANCJA - KAMERUN 1:0 po dogr. Widzów: 52 tys. Bramka: Henry.